Kategoria: Pokazy i sesje
21.06.14 Przygotowania do Gali Półfinałowej Miss Polski 2014
Prosto z Zalipia witamy Kozienice! Jesteśmy tu z okazji przymiarek kolekcji „Kaleidoscope”, którą podczas Gali Półfinałowej zaprezentują Kandydatki do tytułu Miss Polski 2014. Tym razem przyjechałam na zaproszenie organizatorów i stylistki Kasi Cygańskiej, aby pomóc w jak najlepszym dopasowaniu kreacji do sylwetek.
Praca z Miss różni się od pracy z modelką podczas pokazu czy sesji zdjęciowej. Przede wszystkim tym, że modelka wykonuje swoją pracę, przedstawia wizję projektanta, nie grymasi, całkowicie podporządkowuje się stylizacji i za każdym razem odgrywa inną rolę (mowa o profesjonalnej modelce). Miss natomiast bierze udział w konkursie, każda chciałaby wyglądać jak najkorzystniej, chce podkreślić swoje atuty. I tu czasem pojawia się problem. Bo niektóre Panny chciałyby pokazać i biusty, i nogi, i plecy, i…. A podstawa dobrego smaku jest taka, aby pokazać albo jedno albo drugie lub trzecie. Nigdy nie wszystko naraz. Podwijanie spódnic dostrzegłam i tym razem, zabrałam je zatem z powrotem do pracowni, aby wymienić je na sukienki maxi oraz midi. Starałam się pokazać dziewczynom, że długa suknia w połączeniu z odpowiednimi szpilkami może dodać kilku centymetrów wzrostu, i wyrównać różnicę z dużo wyższą konkurentką. Odkryte nogi pokazują jak wysoka jest platforma i obcas – od razu widać w czym tkwi 1,80 wzrostu 😉
Do Łodzi wracam zadowolona – na przymiarkach przywitało mnie tu kilkadziesiąt przepięknych dziewczyn, mam swoje faworytki już po pierwszym spotkaniu. Nie biorę pod uwagę tylko urody i sylwetki, ale i zwracam uwagę na inteligencję, styl i komunikatywność. Bo to czyni Miss piękną i to ona będzie potem reprezentować nas-Polki na konkursie międzynarodowym. A dlaczego tak zwracam na to uwagę? Bo tym razem i ja będę oceniała jako juror kandydatki podczas Gali Półfinałowej. Do zobaczenia!
fot. Dorota Tyszka
19-21.06.14 W poszukiwaniu inspiracji…
„Nawet kiedy wydaje się, że nic nie robię – szukam inspiracji ” Wernher von Braun.
Wolny wieczór, weekend, wakacje, sen – choć niby odpoczywam, to nawet podświadomie przetwarzam informacje, obrazy, zdarzenia, które później stają się inspiracją do powstania nowej kolekcji. Pisałam Wam już o wielu z nich. Niektóre zaczerpnęłam z filmu, podróży, inne dostarczyły mi sylwetki ciekawych postaci. Te, które zapadły Wam w pamięci najdłużej – najczęściej mi się przyśniły. A tym razem? Chciałabym wgłębić się w coś, co miałam w zasięgu od zawsze. Przeniosę się zatem w przeszłość, przypomnę sobie opowieść mojego dziadka Gustawa, który nieraz wspominał ekscentyczną i ciekawą ciotkę – Felicję Curyło, malarkę ludową z Zalipia, która wsławiła się wieloma zasługami dla wsi oraz rozpowszechniła zwyczaj malowania kwiatów… dosłownie na wszystkim. Swoją drogą dziadek zawsze powtarzał, że mój talent do malowania oraz kwiatowe zamiłowanie powinno mnie kiedyś tam zaprowadzić, bo mogę się od Zalipianek wiele nauczyć.
W moją podróż zabieram męża, który równie jak ja jest zaciekawiony rodzinną historią. Jedziemy do Zalipia, pięknej malowniczej wsi, którą już od wielu lat marzyłam zobaczyć. Porozmawiam z mieszkańcami, poznam ich w najlepszym momencie jaki można sobie wyobrazić – podczas przygotowań do konkursu „Malowana Chata”, który rokrocznie odbywa się w Zalipiu.
O wsi, jak i o konkursie wiele znajdziecie w internecie, książkach oraz innych mediach, nie będę się nad tym rozwodzić, przynajmniej nie tym razem. Chciałabym zwrócić uwagę na atmosferę oraz ludzi. Moje pierwsze chwile z mieszkańcami – zarówno moją rodziną, którą dopiero poznałam jak i zupełnie obcymi osobami okazały się niesamowite. Czułam jakbym wszystkich znała od zawsze, choć właśnie wyszłam z samochodu. Ciocia Janka od razu zabrała mnie do kościoła oraz do Zagrody Państwa Misiów, bo uznała, że zapewne ta spodoba mi się najbardziej. I miała rację! Oprócz niesamowitych kwiatowych malunków na wszystkim, co mnie otaczało, poznałam cudowną rodzinę, która maluje od pokoleń. Za serce ujęła mnie Gabrysia – najmłodsza dziewczynka, która z dumą pokazała mi swój krakowski strój a kolejnego dnia upiekła… pyszne ciasto w kształcie motyla! Generalnie podobała mi się postawa dzieci, które są dumne ze swojej wsi, uczą się malować, chętnie przebierają się w stroje ludowe i opowiadają o historii tego miejsca. Z podniesioną głową, ciesząc się tym, gdzie mieszkają. Bo kolejna mała dziewczynka – Ola, córka kuzynki mojego taty, oprowadziła mnie po Domu Malarek opowiadając jednocześnie o tym, co zwiedzamy. Swój strój krakowski również mi pokazała. Pięknie! Nie mogła lepiej trafić. Nie dość, że inspiracja pochodzi jakby nie było z rodzinnych stron (nie jestem Rosjanką, jak sądzić można po moim wschodnio-brzmiącym nazwisku; mój mąż również jest rodowitym Polakiem- tak na przyszłość 😉 ), to jeszcze pomagają mi ludzie, którzy są przepełnieni wartościami, o które dziś nie jest łatwo. Czuję, że będą za mną stali i będą dla mnie wsparciem 🙂
Z trasy:
Zagroda rodziny Misiów, fot. Dominik Nikonorov:
Zobaczcie sami jak wygląda Zalipie i moja wizyta:
Ja żegnam się z malowniczym Zalipiem i jadę na przymiarki Miss Polski 2014 🙂
Co się dzieje z modą w Polsce??!!
Często słyszę narzekania projektantów, że Polska to nie miejsce na modę, na jej sprzedaż, że najlepiej pracować w Berlinie, Londynie, Nowym Jorku itp. Tu można zacząć by wykład, że w zasadzie to u nas nie ma kupców, elitarnych butików; wszyscy chcą „brać w komis”, nie rozliczają się, zamykają się i tak w kółko od x lat. Ja przerobiłam wiele takich miejsc, wygrałam kilka spraw sądowych, walcząc o swoje pieniądze. Ale to innym razem 🙂 Dziś chciałabym się ustosunkować do tego, co kryje się za „projektowaniem”. Jako, że swoją firmę prowadzę już niemal 10 lat (da się!), mogę co nieco stwierdzić. Jeszcze kilka lat temu, ludzie byli oczarowani i zafascynowani zjawiskiem projektanta w Polsce. Serio. Kupowali kreacje nawet od mało lub wcale nieznanych twórców. Bo doceniali unikatowość, jakość, wykonanie. Co się stało, że sieciówki nokautują rodzime firmy i projektantów? Moda „made in Poland” została… zdyskredytowana? Ja jako dziecko marzyłam o tym, by być projektantem, ale powiedziałam, że nim jestem, kiedy faktycznie byłam. Teraz dwunastoletnie dzieci do mnie piszą: „Lubię Cię, bo ja też jestem projektantem”. Bo każdy nim jest. Ale jeśli nie masz pojęcia o: konstrukcji, kroju, modelowaniu, szyciu, kompozycji, historii sztuki i mody, rysunku, materiałoznawstwie (widziałam z znanym sklepie opis projektanta: „skład surowcowy 100% tiul” (??) ), technologii, zrealizowanej kolekcji i jakiejkolwiek praktyki to jesteś takim samym projektantem jak ja astronautą; widziałam gwiazdy i tyle. Oczywiście są i tacy, którzy nie nauczyli się tego w szkole, ale lekcje odrobili na własną rękę. Są i tacy, którzy opłacają grono fachowców za wszystko odpowiedzialnych. Jeśli to wszystko podparte jest talentem, znajomością sztuki projektowania, ma to swoje racje bytu. Tymczasem zostaliśmy zalani nic niewartym rękodziełem, które każdy w domu może wykonać a potem dodać do sprzedaży w sklepach online za ogromne pieniądze, podczas gdy to samo ludzie mogą kupić w sieciówce dużo taniej. Bo w showroomach, na jakichkolwiek targach modowych 80% rzeczy to dresy, t-shirty (większość z nich z dzianiny melanżowej a jak nie to i tak dresowej lub bawełny za 5zł w detalu), drukowane legginsy i bluzy, tiulowe tutu, spódnice z koła za kosmiczne pieniądze. Czyli asortyment, który w zasadzie każdy może uszyć na domowej maszynie (oprócz legginsów i bluz typu Galaxy i Godżilla, bo te bardzo często oferowane są jako gotowce w drukarni). Ubrania niekoniecznie wykończone jak należy, bo projektanci swoje braki w umiejętności kroju i szycia bardzo często usprawiedliwiają, że taki mieli zamysł, że ma być „unfinished”. No tak, wiele tkanian/dzianin nawet lepiej się układa niewykończonych, zwłaszcza przy lejących dołach sukien, kiedy szew tą miękkość zbyt bardzo by usztywnił a „mereżka” rodem z bazaru wyglądałaby tanio i tandetnie; ale niewykończone dresówki to już zagłada na skale masową. A w sieciówce ta sama bluzka, czasem lepszej jakości, wykończone jakkolwiek, za ułamek kwoty. Czyli co? Czyli klienci poczuli się nabici w butelkę. I to, co chętnie nabywali -ubrania polskich projektantów- teraz wolą omijać szerokim łukiem. Wiele razy zdarza się, ze klientka mówi, że nie spodziewała się, że moja dzianinowa sukienka jest tak dobrej jakości, że w rzeczywistości jest lepsza niż na zdjęciu. Bo taki jest fakt. Ja kupuję dzianinę (długo jej szukałam, ale mam!), która w cenie za metr dorównuje cenie jedwabiu. I to niekoniecznie temu ze stocków. Tym sposobem, projektanci zamiast sprzedawać swoje kolekcje, sprzedają swoje pokazy i swą na nich obecność. Bo za pokaz ważnej persony organizator płaci ileśtam tysięcy plus dodatkowe „coś”, jeśli projektant po całym zajściu wyjdzie i się ukłoni. Rola pokazu jako widowiska przedstawianego głównie mediom, prasie, dziennikarzom i kupcom również została zdyskredytowana. Ale w sumie komu pokazywać swoją pracę, skoro (wracając do początku) w Polsce nie ma kupców, prasa woli pokazać cudaczną blogerkę lub gołe cycki, które wypadły na wakacjach komuśtam z serialu jakiegośtam. Ratunku!!!!!
Całe szczęście obserwuję też pracę moich kolegów i koleżanek, którzy bardzo często zaczynali swoją przygodę z modą w tym samym czasie co ja (lub dużo wcześniej, czasem poźniej… ). Są wierni sobie, nie idą na łatwiznę. I mają oddane klientki. Dlatego Drogie Panie i Panowie, z całego serca namawiam Was do kupowania ubrań od takich właśnie projektantów. Czasem lepiej posiadać jedną, droższą sukienkę z najlepszej jakości materiału, precyzyjnie wykonaną niż dziesięć nadających się po pierwszym praniu do śmieci „szmat”. Nie zostanie Wam wmówione, że za dwa tygodnie ta sukienka wyjdzie z mody i powinniście mieć kolejną (co czynią wielkie marki – pewnie zauważyliście dostawy co dwa tygodnie i „konieczność” posiadania nowego trendu, który w takich sklepach zmienia się w innym tempie niż normalnie a sezonów jest więcej niż cztery, bo aż parędziesiąt); Macie również pewność, że nie dostaniecie kreacji z zasłony z Ikei (a istnieje i taka podszywająca się pod dizajnerów firma, co to takie cuda oferuje) a wyselekcjonowaną tkaninę,pomysł, wizję. Każdy projektant swoją kolekcją daje Wam pewne przesłanie, filozofię. Każdy jest inny, każdy ma swój target – osobę, do której chciałby trafić. Powodzenia życzę w odnalezieniu jakości i stylu. 🙂
Co dał mi udział w Project Runway?
Dostaję wiele pytań i od Was i w wywiadach. Kilka z nich powtarza się niemalże zawsze, dlatego postanowiłam odpowiedzieć tu, a nie kopiować i wklejać w mailu 😉
Co dał mi udział w programie „Project Runway”?
Dał mi dużo pewności siebie, wiary we własne możliwości i potwierdzenie tego, że marzenia czasem się spełniają. Dał mi również nowych przyjaciół.
Czy coś się zmieniło po programie?
Tu Was rozczaruję. Nie poszłam do programu jako osoba, która marzy o byciu projektantem a jako projektant z kilkoma kolekcjami na koncie, z pracownią, w stałej współpracy z salonami mody (gdzie moje ubrania wiszą obok mojego, notabene jurora i innych zacnych postaci, już od kilku lat). Nie przeżywam więc szoku w postaci „nic się nie działo, a teraz BUM!” 😉 Nie uważam również, że przychodzenie na imprezy promujące nowe kolekcje sieciówek i stanie na „ściankach” to adekwatne zajęcie dla mnie, więc tego unikam. Moją ścianką jest tablica z zamówieniami, realizacjami i terminami, której pilnuję – dlatego ci, którzy mnie zapraszają na imprezy wiedzą, że pracę stawiam ponad wszystko. Nie uważam się za celebrytkę za to bardzo chciałabym być dobrym fachowcem. W związku z tym, swoją energię włożę w jak najlepszą kolejną kolekcję i w naukę początkujących projektantów w Technikum Mody w Łodzi. Czy dostałam oferty pracy od firm odzieżowych? Dostałam. I to już podczas trwania programu zgłosiły się do mnie dwie. Nie podjęłam się tego (niestety), bo musiałabym się przeprowadzić a nie chcę. Poza tym, w owym czasie zajmowałam się intensywnie ostatnią swoją kolekcją. Podsumowując. Zmieniło się. Wstaję wcześniej, więcej pracuję, bardziej uwierzyłam w siebie ale nic nie odwróciło się o 180 stopni;) A! I jeśli zapytacie- po co poszłam do tvn’u, skoro „lanserka” mnie nie interesuje, to odpowiem: myślałam, że zostaniemy pokazani jako fachowcy, rzemieślnicy (zawsze robiłam siatkę konstrukcyjną i modelowanie, wszywałam podszewki itp, często kosztem projektu). Tego, niestety, w emisji zabrakło i to mnie rozczarowało. Takie są prawa telewizji i czasu antenowego. Mimo wszystko, z pewnością tego nie żałuję.
„ECLIPSE” AW2014/15 zapowiedź
Podczas gdy w pracowni aż wrze od przygotowań kolekcji lato 2015, kolekcja zimowa miała swoją premierę na pokazach finałowych The Look Of The Year 2014.
Skąd inspiracja? Z tęsknoty za latem, kiedy jest zima. Za zachodami słońca, za gwieździstymi, ciepłymi nocami. Podczas podróży, zawsze robię zdjęcia tego, co za szybą, obserwuję jak zmienia się niebo z minuty na minutę. Stąd kolorystyka kolekcji: delikatne pastele zestawione są z granatem i czernią. Tkaniny od delikatnych, lejących po grube, tłoczone i nabłyszczane oraz techniczne, trójwymiarowe. Nowoczesne, ujęte w proste formy.
Podczas pracy nad kolekcją, przyszedł do mnie Dominik i spytał, czy nie chciałabym przywrócić jakiejś historycznej części garderoby. Takiej, o której zapomniano. Chciałam, ale nie wiedziałam co to mogłoby być, bo kolekcja była niemal ukończona i nic już nie wpisywało się w to, co zrobiłam. Tak mi się wydawało! Mierząc spódnice, odkryłam, że znacznie okazalej prezentują się z „czymś” pod spodem. KRYNOLINA! „Tak, zrobię halkę nią inspirowaną!”. I jest! Przywracam historyczną krynolinę, ale w wersji mini. Fiszbinowe obręcze podtrzymują konstrukcję a tiul dodatkowo wypełnia spódnicę. Jest tak przemyślana, aby można było w niej siadać i czuć się komfortowo. Przetestowałam! Wersja z krynoliną zrobi wrażenie podczas wieczornych imprez, na codzień spódnica bez dodatkowej halki jest idealna nawet do pracy.
Przedstawiam Wam osiem z dwudziestu sylwetek na jesień/zimę 2014/15. Stylizacji dopełniają buty, torebki i paski PRIMAMODA.
Kolekcja „Kaleidoscope” – video z pokazu
Jedwabna suknia dla Agness
Jeśli myślicie, że Project Runway tylko w telewizji, to się mylicie 😉 Moja pracownia często przypomina ten program… Zdarza się, że suknie potrzebne są z dnia na dzień, szybko. Tak było z suknią dla Agness. Miałam tylko jeden dzień, aby ją stworzyć, żadnej krawcowej pod ręką, presję czasu… i brak klientki do przymiarki, bo ta mieszka w Norwegii… hmmmm.. Czy to nie tak jak w programie? 😉
Tą jedwabną suknią chciałam Wam pokazać, że wiele moich modeli jest ponadczasowych.Premierowo pokazana w 2011 roku, teraz przeżywa swój renesans! Zaczęło się od Agness, która zamówiła ją na wielkie wyjście; teraz kilka kolejnych Pań czeka na swoje egzemplarze!
Każda suknia szyta jest na wymiar a draperia za każdym razem trochę inna. Agness zależało, aby wyraźnie zarysowywał się kształt róży! Jak ona wie, co ja najbardziej lubię robić! W tym przypadku kolor jedwabiu był szaro/złoty ale czekają już na odbiór: czarna, amarantowa i turkusowa 🙂 I zaczynam taką samą w wersji krótkiej w kolorze białym – na ślub …. Kocham swoją pracę 😀
Dla chętnych, suknia dostępna w moim butiku onlline
Project Runway – odcinek 3 – Rok 2054
Ja będzie wyglądała moda za 40 lat? W co będziemy się ubierać? Co będzie nam potrzebne? Nie byłoby w tym zadaniu nic nadzwyczajnego, bo wielu projektantów zastanawia się nad modą, która nastąpi za więcej niż dwa sezony… Ale nic w programie nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać… Nie pojechaliśmy do sklepu, jak obiecał nam Tomasz a do parku, zbierać parasole! Oczywiste było, że my jako damska grupa, choćby nie wiem co, nie dobiegniemy pierwsze do czarnych parasoli… Zostały nam tylko pstrokate… Ale radzić sobie trzeba! 😉
Moja wizja przyszłości nie odnosi się do bycia robotem, hybrydą ani niczym na kształt robocopa 😉 Wydaje mi się, że będziemy tacy sami jak teraz. Oczywiście, technologia rozwija się z prędkością światła i z pewnością będziemy dużo bardziej „do przodu”. Ale chcemy ubierać się coraz wygodniej, praktyczniej, coraz bardziej doceniamy to, co zostało zrobione do tej pory. Kto wie, jak potoczy się historia świata? Obserwując, to co się dzieje teraz, wcale nie musi być to sielankowa wizja sterylnego świata… Być może ludzie będą musieli wykazać się pomysłowością i chęcią przetwarzania surowców i ubrań, które powstały wcześniej. Kto wie? Może będzie trzeba wykorzystać nawet stare parasole…
Moja sukienka miała na celu pokazać widzom, że nawet z niczego może powstać coś ciekawego. Bo ani parasole ani kolory – to nie było to, z czego chciałam coś stworzyć. Na dodatek zostałam liderką i musiałam pokierować dziewczynami tak, aby uwierzyły w projekty, w siebie, w nas. Jestem z nich dumna. Każda dodała do swojego projektu element transformacji, która stała się motywem przewodnim naszej kolekcji. Z jednego modelu można było zrobić kolejny i dodatkowo mieszać je między sobą. Kolory… Ech.. Gdybyśmy biegały szybciej….
Nie da się ukryć, odcinek kosztował mnie wiele emocji. Bałam się, że to ja będę miała zadecydować która z nas odpadnie. Gdyby tak było, wróciłabym do domu. Nie umiałabym podjąć takiej decyzji. Przykre dla mnie było odejście Moniki, uważałam (i nadal uważam) ten werdykt za nieco niesprawiedliwy…
PS. Nie ukrywam, podobała mi się kolekcja konkurencji. Moim zdaniem jednak, była to moda zbyt odnosząca się do panujących trendów.
…………………………………..
Kreacja z trzeciego odcinka miała tak dużo wersji, że nie sposób było je pokazać w programie. Na wybiegu pokazane były dwie skrajnie rożne: bluza i wieczorowa suknia, jaka z niej powstała. Podczas naszej rozmowy z jurorami, stworzyłam trzecią wersję – sukienkę koktajlową z kimonową górą.
Milita Nikonorov. Modelka: Kasia




Natalia Ślizowska. Modelka: Weronika

Dorota Cieszyńska. Modelka: Melissa
Monika Lemańska. Modelka: Magda
Project Runway – odcinek 1
Temat: suknia wieczorowa. Wyzwanie: zaprojektowana i uszyta z materiałów dostępnych w markecie budowlanym. Działy z tkaninami i wszelkimi tekstyliami były dla nas zamknięte.
Szczerze? Oglądając ten program w wersji amerykańskiej wymądrzałam się, że zadania są proste, że to nic trudnego zaprojektować coś z nawet abstrakcyjnego materiału. Zmieniłam zdanie już w pierwszych chwilach nagrań programu. Uwierzcie mi, nic nie jest takie proste, jak ma się dookoła dziesiątki kamer 🙂
Chciałam zrobić sukienkę z bardzo cienkiej plexy – nie było, z obrazu na płótnie – też nie było (poza tym czy płótno nie byłoby uznane za zbyt podobne do tkaniny?) …. Dobra! W ręce wpadła mi jedna, jedyna, plastikowa zasłona prysznicowa, z której postanowiłam zrobić długą suknię. Taką, którą pewnie zaprojektowałabym u siebie w pracowni. Zaczęłam od konstrukcji. Przyłożyłam się – sporo czasu poświęciłam na siatkę konstrukcyjną, idealnie na wymiary, wzrost modelki. W staroświecki sposób, jak uczona byłam na studiach. W użycie poszedł kalkulator, cyrkiel – co niektórych trochę zdziwiło 😉 No bo jeśli miałabym odpaść, to chociaż pokażę, że coś umiem 😉 Suknia została dodatkowo wyspray’owana przez nakładki do śrub. Chciałam, aby suknia choć z plastiku, wyglądała jak tkaninowa. I aby było widać w tym mnie i to, co robię w swoich kolekcjach. Moją modelką była zjawiskowa Klaudia Ungerman. Kochana, dziękuję Ci bardzo! :* A Wam jak się podoba?
PS. Drodzy Współuczestnicy! Oczywiście, Wam gratuluję pomysłowości i kreatywności! I obyśmy dali radę w kolejnym odcinku! 🙂
Keleidoscope – Wiosna Lato 2014
Kalejdoskop. Zabawka. Kilka szkiełek i lusterka. Obróć nim a wszystko się zmieni. Za każdym razem ujrzysz inny, kolorowy obraz. Chyba nic lepiej nie określa tego, co u mnie teraz się dzieje. Nic zatem lepiej nie mogło definiować mojej kolekcji!
Połączyłam w niej wszystko, to co kocham najbardziej: kobiece fasony, wygodne formy, kolorowe printy. Chciałabym, aby każda z Was znalazła coś dla siebie. Na każdą okazję. Dlatego nie brakuje sukienek do pracy, na przyjęcie, sportowych bluz, t-shirtów. Projektując tę kolekcję, pomyślałam o wszystkich moich dotychczasowych klientkach. W czym chciałaby pójść do pracy Kasia, Paulina? Co na urlopie założyłaby Agnieszka, Iza, Martyna? A na wieczorową Galę? Co wybrałaby jedna z moich Gwiazd? Hmmm… Moja mama? Co mogę zaproponować paniom takim jak Ona? Pomyślałam też o dziewczynach, które dopiero będą moimi klientkami. Czy mogę je zaskoczyć? I jak sprawić, że pokochają te rzeczy tak jak ja. Jak my wszystkie!
I tak powstał „Kaleidoscope”. Zanim look-book ujrzał światło dzienne, ja już wysyłałam komplety z tej kolekcji. Bardzo Wam za to dziękuję. Super, że jesteście ze mną!
PS. Jak dobrze, że wiele z Was ma na imię Kasia – nie musiałam długo wymieniać imion 😉 <hahahaha>
Buziaki,
Milli
Sunday
Pracownia się rozrasta, dziś przywitałam kolejną maszynę. Serce się raduje jakbym kupiła sobie najpiękniejsze szpilki! Czas oczekiwania wykorzystałam na skonstruowanie nowej sukienki. Podejść było kilka, bo chciałam, aby miski biustonosza były najbardziej perfekcyjne z perfekcyjnych. I są! Po przymiarkach zadowolona wracam do domu a jutro powstanie coś nowego 🙂
Już wkrótce wiosna! :)
Już nie mogę się doczekać! Wiosna zbliża się wielkimi krokami a wraz z nią czas debiutów różnego rodzaju. Mój w TVN’ie w programie „Project Runway”; mojej kolekcji w sieci i w butikach. Nie tracąc czasu, pomału przygotowujemy studio do sesji zdjęciowej. Aby jak najlepiej ustawić światła, trenujemy na mnie. I czekamy na przepiękną modelkę, którą będzie….. A nie powiem….. Niespodzianka! 🙂
Wesołych Świąt!
Etiuda Mility
Niemożliwe! Ostatni wpis był we wrześniu… ! U mnie tyle się dzieje, że najzwyczajniej nie miałam kiedy usiąść do komputera. A nawet go nie miałam przy sobie przez dłuższą chwilę….
W zanadrzu mam dla Was kilka niespodzianek, raczej miłych, ale o nich dowiecie się w swoim czasie 😉
Póki co, po bardzo ciężkim i wytężonym okresie w pracy, zaczynam dziś zasłużony odpoczynek. Pisałam kiedyś, że nie lubię być filmowana przy pracy? Że w ogóle nie lubię? Pewnie nie, ale czas z tym skończyć… 😉 Oto moja krótka etiuda. Realizacja i muzyka: Dominik Nikonorov
Miss Supernational 2013, 6 września, TV4
Ufff… Kolekcja sukien właśnie pojechała na Białoruś na wybory Miss Supernational 2013. Będziecie mogli ją zobaczyć na żywo w TV4 już 6-go września!
Dziewczyny już od wielu dni przygotowują się do finału pod okiem specjalistów. Nasza Angelika Ogryzek prezentuje się zjawiskowo i musicie przyznać, że ma wielkie szanse na wygraną 🙂
Poniżej Angelika w wieczorowej sukni mojego autorstwa:
Video z Miss Polski 2013 (półfinał)
Zapraszam do obejrzenia relacji z pokazu NIKONOROV na półfinale Miss Polski 2013.
Wasze ulubione sukienki oraz te, które dopiero się nimi staną, bo w butiku pojawią się dopiero jesienią. Wiele z nich znalazło swoje właścicielki przed premierą (znów) – takie przywileje mają panie, które osobiście odwiedzają moją pracownię 😉
Przyznam, że oglądam to z dużą satysfakcją, bo kiedy dostałam propozycję pokazu, w pracowni było nie lada zamieszanie – panny młode odbierały swoje suknie, ich mamy, siostry i koleżanki również. Postanowiłam nie spać po nocach i uszyć … 50 sukien w dwa tygodnie. Nie żebym tylu nie miała, ale… jedne były za wzorzyste, inne za krótkie. A chciałam mieć jednolite, długie, spójne…. Dziesięć sprowadziłam z butiku, to już mnie trochę uratowało! Obiecałam mężowi, że będę trzymać się dzielnie i nie podupadnę na zdrowiu psychicznym. Podjęłam wyzwanie, spałam ile trzeba a po pracy szyłam. Piękna pogoda wcale nie psuła mi nastroju, bo wiedziałam, że w dniu kiedy wyślę paczkę, wyjadę na upragnione wakacje w Chorwacji. I to trzymało mnie przy życiu 😉
Z pięknymi dziewczętami spotkam się jeszcze nie raz: za chwilę na wyborach Miss Supernational i podczas finałów Miss Polski 2013.
Macie już swoją faworytkę?
Summer Time!
Wszystko co dobre szybko się kończy. Upragniony urlop w Chorwacji stał się wspomnieniem…. Wróciliśmy do Polski pełni energii, pomysłów… Choć ja nadal dochodzę do siebie po chorobie, która nagle znikąd mnie zaatakowała (tak kończy się bieganie w pełnym słońcu zakończone kąpielą w lodowatym morzu).
Jak zwykle, wyjechaliśmy z najwspanialszą ekipą wakacyjną, nie obyło się bez śpiewów, gitarowego grania, zwiedzania i ciekawych historii. My jak zwykle byliśmy gotowi na przypływ weny twórczej – Dominik uzbroił się we wszelakie obiektywy i aparaty, ja natomiast spakowałam kilka jedwabnych sukienek, gdybym to ja miała być obiektem do fotografowania.
W kolejnym poście pokażę Wam przepiękne, malownicze Krajobrazy Chorwacji i Czarnogóry a tym czasem kilka zdjęć zrobionych w miejscu nieopodal naszej namiotowej rezydencji :)))

Na szczęście piękna pogoda dopisuje nawet w Polsce. Cieszcie się nią, zamknijcie laptopy i ruszajcie na spacer! Ja uciekam do ogrodu powygrzewać się na słońcu i dokończyć szkice kolekcji na przyszłe lato.
Półfinał Miss Polski 2013 – suknie wieczorowe NIKONOROV
Suknie wieczorowe NIKONOROV
Stylizacja: Katarzyna Cygańska
Relacja fotograficzna – Studio Fotograficzne Your Image S.A Zdjęcia: Michał Gwozdowski
Poznajcie Dominikę!
Nietypowe suknie ślubne to moja specjalność! Zanim przystąpiłam do pracy, poznałam dość dobrze Dominikę, jej charakter i temperament. Pomogło mi to zaprojektować suknię na miarę jej marzeń. A mianowicie suknię z akcentem folkowym, jako że w takim stylu miała się odbyć ceremonia ślubna. Dominika, niegdyś tancerka, potrzebowała sukni wygodnej i niesztampowej – zaproponowałam jej sukienkę „modułową” – jej bazę stanowi jedwabna (muślinowa), klasyczna sukienka z okrągłym, mocno wykrojonym dekoltem i poszerzanymi rękawami zebranymi w mankiet; wierzchnia spódnica z wielu warstw tiulu decyduje o ślubnym charakterze, ale w każdej chwili można ją zdjąć. Oryginalną ozdobę stanowi ręcznie haftowany gorset a całości dopełnia wianek z biżuteryjnych kwiatów.
Kochana! Było mi bardzo miło z Tobą pracować! Życzę Tobie i Michałowi samych wspaniałych chwil w życiu!





































































