Girlboss, czyli kobieta pracująca :)

Ktoś mnie kiedyś zapytał (w sumie nie raz), ile czasu trzeba poświęcić, aby prowadzić własną firmę, markę? Odpowiedź brzmi: prowadząc własną firmę, jesteś w pracy zawsze. I nie ważne, ile osób zatrudniasz, z iloma współpracujesz – jesteś w pracy zawsze. Nawet na wakacjach. Tym razem, pakując się na wczasy zabrałam ze sobą mnóstwo rzeczy… prawie wszystko po to, by zacząć projektować nową kolekcję. Szkicowniki, ołówki, pastele, kredki, pisaki, farby, kufer ze wszystkimi akcesoriami do robienia kwiatów, jedwabie iiiiii…. szkoda czasu na wymienianie – cała walizka zapełniona.

Z tego miejsca dziękuję NVIDIA i Komputronik za ułatwienie mi pracy na wakacjach, projekty już się tworzą z pomocą Waszego notebooka! (Nawet w mega słońcu, bo nie odbijam się jak w lustrze w monitorze… ❤ )

A tak „by the way”… Kto śledzi mój fanpage ten wie, że moja współpraca z INVIDIA Geforce zaczęła się już jakiś czas temu. Całkiem niedawno miałam okazję stworzyć dla nich kilka projektów w Virtual Reality. Szczerze – jak zostałam o to poproszona, trochę się przestraszyłam… Bo miał do mnie przyjechać specjalista, projekty musiały powstać tego samego dnia a ja nie mogłam nauczyć się obsługi urządzenia wcześniej….  I co? I to była tak wspaniała zabawa, że mogłabym tam siedzieć w tej nierealnej rzeczywistości i sobie  rysować na manekinie, który był identyczny jak mój w prawdziwej pracowni. Oprócz tego w goglach można zwiedzać miasta i oczywiście grać.

Zobaczcie, tak wyglądały moje suknie. Dodam, że „na żywo” wszystko to wygląda jak w bajce. Perły, cekiny się skrzą; pióra przenikają się kolorami a z nieba, jeśli chcecie, spadają gwiazdy. Coś cudownego. Pokochałam.

Do zobaczenia Kochani, mam dla Was wiele niespodzianek już za niedługo :))

 

Polowa pracownia w kempingu

Jak mija Wam lato? Jesteście jeszcze na urlopie czy już w pracy? Ja jestem na jednym i w drugim 😉 To znaczy, wyjechałam odpocząć, ale zabrałam ze sobą mały skrawek pracowni, czyli: przenośną maszynę do szycia (na której dość ciężko mi się tworzy, bo szyjąc na niej zamiast na moich przemysłowych „torpedach” czuję się, jakbym przesiadła się z Ferrari do Malucha: wszystko się trzęsie, hałasuje i wolno się „jedzie”… ale i tak jest lepsza niż sprzęt w pewnym programie telewizyjnym 😉 ), trochę tkanin, kufer z przyborami do tworzenia biżuterii oraz kwiatów…. W podróży cały ten majdan stał mi pod nogami (bo reszta auta wypełniona była moimi zwierzętami oraz pakunkami moich zwierząt 😉 ), tak więc za wygodnie nie było, ale za to jechałam pełna nadziei, że coś zrobię… jak już znudzi mi się odpoczywanie 🙂

Pracownię urządziłam sobie w starym, drewnianym kempingu, gdzie nie ukrywam, pracuje mi się znakomicie. Siedzę tu w „opalaczach” (tak na kostium kąpielowy mówiła moja babcia) i co jakiś czas wychodzę się poopalać, wypić kawę z naszymi gośćmi albo uciekam na spacer do lasu lub nad morze z psem oraz mężem (uprzednio zakładając jedną z trzech sukienek, jakie ze sobą wzięłam i noszę na zmianę; mam ich tak mało bo: a) w tym sezonie najbardziej je lubię; b) bo cały samochód wypełniony był moimi zwierzętami oraz pakunkami moich zwierząt; c) bo zabrałam ze sobą za dużą część mojej pracowni; d) bo jechała z nami również gitara; e) bo miejsce przeznaczone na mój bagaż zapchany był już moimi butami 😉 )

Jak wygląda moja polowa pracownia możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. A! I co najważniejsze, przyjmuje w niej klientki, wysyłam niektóre zamówienia, które da się tu wykonać. Serio! Kilka dni temu była u mnie Natalia, której szyję suknię ślubną („Magdalenę Hypnotic White”). Zrobiłyśmy przymiarkę, poplotkowałyśmy a jej mały synek podlał nam w tym czasie cały ogródek. Po prostu bardzo mu się podobało to zajęcie i w sumie obraził się, jak go poprosiłyśmy o zakończenie tych prac ogrodowych 🙂

Niedługo wracam do mojej prawdziwej pracowni i wypoczęta, ze szkicownikiem zapełnionym pomysłami zasiądę do przygotowania nowej kolekcji, którą pokażę we wrześniu w Warszawie. Jestem ciekawa, czy spodziewacie się, co tym razem było moją inspiracją?

PS. Najbardziej to się boję podróży powrotnej, gdyż wszystko, co tu mam przywiozłam ze sobą na „trzy razy” 😉 .

Pozdrawiam słonecznie z pięknego Jantara 🙂

milita_przymiarka__w_kempingu

pracownia_w_kempingu3

kwiaty

kwiatowa_kolia_milita_nikonorovty

 

Dziesięć lat minęło…

Rozpoczął się na dobre rok 2015. Wiele osób podsumowuje rok poprzedni, ja natomiast chciałabym w skrócie podsumować… dziesięciolecie mojej pracy . A dokładniej dziesięciolecie mojej firmy, bo powstała w 2005r, natomiast mój pierwszy butik w 2003. Byłam w nim wówczas zatrudniona jako projektantka i działał on pod moim szyldem.

Od czego więc zacząć? Chyba od początku. A początek łatwy nie był. Miałam w kieszeni trzy złote. Kupiłam bilet i pojechałam dowiedzieć się jak najwięcej o dotacjach unijnych. W mojej małej pracowni w pokoju u rodziców zgromadziłam kilka maszyn, które kupiłam za pieniądze, jakie wygrywałam w konkursach dla młodych projektantów na studiach. Czyli swój wkład miałam. Oprócz tego miałam też wielką wiarę, że mi się uda. I udało się. Za dotację kupiłam kolejne maszyny i wszystko to, co było mi wtedy potrzebne, aby zacząć pracować. Ale to był tylko początek i musiałam prężnie działać, aby utrzymać firmę, bo zaplecza finansowego nie miałam wcale. I właśnie kończyłam studia w Łodzi, które również pochłaniały ogromne pieniądze. Szyłam wtedy głównie modele, które projektowałam w ramach zajęć – podobały się młodym dziewczynom, sprzedawały się dobrze a ja każdą złotówkę inwestowałam dalej. I nie mogę tego nawet nazwać wyrzeczeniem, bo to właśnie sprawiało mi frajdę.

WARSAW FASHION STREET 2007

Mój pierwszy poważny pokaz. Na spotkanie z Dorotą Wróblewską jechałam przejęta jak nigdy dotąd. Zanim wysłałam zgłoszenie długo zastanawiałam się jaka powinna być kolekcja. Odpowiedź przyszła we śnie, z którego zapamiętałam jedynie, że moja ŚP Babcia Stefania powiedziała, abym zajrzała do szuflady. Zajrzałam. Były tam dwie ręcznie wykonane przez nią niegdyś róże: błękitna i jasno-brązowa. Przypomniałam sobie jak razem z nią uczyłam się robić kwiaty z różnych materiałów: z liści, opakowań po cukierkach, z resztek materiałów. A jakby całe elementy ubrań pokryć takimi kwiatami? Kwiaty na osiem sylwetek robiłam jakieś cztery miesiące, pozostałe dwa je naszywałam. Kolekcja nie wygrała, ale była na tyle charakterystyczna, że zainteresowało się mną kilka osób i zaczęłam istnieć w „świecie mody”, choć to może trochę za wiele powiedziane… 😉  Ciekawa historia z ów kolekcją jest taka, że zgłosiłam ją również na inny konkurs. W jury zasiadł znany projektant, który nie dopuścił mnie do kolejnego etapu. Dopuścił się natomiast wykonania kolekcji z identycznymi motywami kwiatowymi, mówiąc że „pomysł na kolekcję spadł mu z nieba”.

milita_nikonorov_2007

Wyżej wymieniona kolekcja była chętnie wypożyczana na sesje zdjęciowe, dzięki temu poznałam wielu ludzi, z którymi współpracuję do dziś. Ku mojemu zdziwieniu, kobiety chcąc mieć cokolwiek, co by z niej pochodziło, prosiły mnie choć o jeden kwiat jako broszkę. I tak powstały kolejne kolekcje, w których motyw róży często się przewijał. W różnych formach, w innych interpretacjach, czasem ukryty w draperii, czasem jako kaskada kwiatów w formie broszek na sukience. I uwierzcie mi, był moment, w którym dosłownie płakałam od nadmiaru zamówień na kwiaty, chciałam je wycofać i o nich zapomnieć. Ale z drugiej strony, one stały się charakterystycznym i spójnym motywem mojej twórczości, dały mi mnóstwo pracy – bo zlecenia sypały się w nieskończoność. I tu chyba mogę śmiało powiedzieć, że tak jak babcia pomagała mi za życia, tak również pomogła mi po śmierci.

Na portalach plotkarskich zawrzało, kiedy Ola Kwaśniewska założyła komplet broszek ode mnie AŻ trzy razy (!). Podpisano to zajście, że tak je lubi, że nie może się z nimi rozstać. Na wszelki wypadek wysłałam jej komplet innych… 😉

olakwasniewska_militanikonorov

 PIERWSZY WŁASNY BUTIK Z ATELIER (drugi w dotychczasowej karierze)

Przełom 2007/2008 to ważne wydarzenie w moim życiu zawodowym. Pierwszy własny butik z pracownią na piętrze. Zanim na dobre się wprowadziłam, klientki już zaglądały i kupowały moje projekty. Pocztą pantoflową rozniosło się, że u mnie powstają unikalne suknie, sukienki. Szczerze – nigdy nie zrobiłam oficjalnego otwarcia ani wielkiej reklamy a  pracowałam od rana do nocy. Wróżka, od której wynajmowałam pomieszczenie powiedziała mi, że i tak wyjadę, że nie wie po co mi to wszystko. Ludzie wokół przepowiadali moje bankructwo i chyba nawet na nie czekali… A ja w najlepszym momencie dla butiku, do którego drzwi się nie zamykały, zamknęłam go. Poznałam mojego przyszłego męża, wyjechałam do Łodzi. Prawie wszystkie klientki towarzyszą mi do dziś. Jedna z żalu, że wyjeżdżam, wykupiła ode mnie wszystkie meble, aby mieć je na pamiątkę.

Butik z pracownią w Szczecinie:

A ja znów zaczęłam od zera. Drugi raz. Razem z Dominikiem urządziłam nową pracownię, znów w domu, w dziewięciometrowym pokoju. O przyjmowaniu klientek nie było mowy. Aby znów stanąć na nogi postanowiliśmy bardziej skupić się na sprzedaży internetowej. Dominik, który (niestety) odłożył karierę muzyczną na później, postanowił mi pomóc w wypromowaniu marki w sieci. Ja natomiast starałam się stworzyć ubrania, które będą na tyle proste, aby ich zakup na odległość nie sprawiał nikomu kłopotu. Powstało wtedy wiele modeli, które są w mojej ofercie do dziś, bo dziewczyny nadal chcą je nosić. Aby dotrzeć do tego miejsca, w którym teraz jest STUDIO NIKONOROV minęły cztery lata. Przenosiliśmy się cztery razy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Obok pracowni mieści się mały showroom ze studiem foto i video. A Dominik może sobie spokojnie tworzyć muzykę kiedy za ścianą tworzą się nowe kolekcje 🙂

Aktualna pracownia w Łodzi:

Jeden z współpracujących ze mną butików, Jolli – Sky Tower, Wrocław

jolli_milita_nikonorov

 

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11

Po trzech latach od Warsaw Fashion Street i skupieniu się na produkcji i sprzedaży w internecie znów pojawiłam się u Doroty Wróblewskiej 🙂 Z kolekcją inspirowaną filmem „Finding Neverland”. Znów ręcznie zdobioną, misternie drapowaną z lekkich tkanin jedwabnych.

Kolekcja w obiektywie Magdy Lipiejko:

Kolekcja w obiektywie innych fotografów:

 

I na koniec perełka. Marta Sędzicka, finalista Top Model w Paryżu na sesji z moją suknią kilka lat temu 🙂

Milita Nikonorov

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11 READY-TO-WEAR:

 

 

 KWIATÓW CIĄG DALSZY; kolekcja koktajlowo-wieczorowa JESIEŃ/ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

„B(L)ACK TO THE FUTURE”, pokaz w Dusseldorfie:

 

PONADCZASOWE SUKIENKI, pret-a-porter JESIEŃ ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

 

„THE SECRET GARDEN” – SUKNIE ŚLUBNE, WIECZOROWE I KOKTAJLOWE 2013

WIOSNA-LATO 2013

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2013, transmisja na żywo TV4

 

 „SMOKEY EYES” JESIEŃ/ZIMA 2013/14

„PROJECT RUNWAY”

Przygoda z telewizją, z której relacja na moim blogu skończyła się na odcinku czwartym  a w której miałam przyjemność uczestniczyć odcinków dziesięć. Opuściłam program na chwilę przed finałem. Nie żałuję. Czasem lepiej dobrze odpaść, by potem lepiej wypaść (ktoś tak kiedyś powiedział 😉 ).

 „KALEIDOSCOPE” WIOSNA-LATO 2014

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2014, transmisja na żywo: TV4:

milita_nikonorov_misspolski14

 

„ECLIPSE” JESIEŃ/ZIMA 2014/15:

MISS SUPRANATIONAL 2014, transmisja na żywo POLSAT:

 

 

PUBLIKACJE:

Po więcej zapraszam TU

I co dalej?

Prywatnie jestem bardzo szczęśliwą i spełnioną osobą, mam cudowną rodzinę, męża i przyjaciół, którzy od zawsze mnie wspierali. Zawodowo nigdy nie stawiam sobie noworocznych postanowień, po prostu robię kolejną kolekcję i wszystko dzieje się samo… Był taki czas, że chciałam za wiele, za szybko – i nic nie mogłam osiągnąć. Wtedy wpadła mi w ręce książka Doroty Kościukiewicz-Markowskiej „Bez Wysyłku”. Artystka, z którą miałam przyjemność pracować, opisała w niej swoje prawdziwe przeżycia i uprzedziła, że książka zmienia życie. Faktycznie tak jest. Polecam tym, którzy są zbytnio zafiksowani na swojej karierze. Kto czasem zagląda na mojego bloga lub zna mnie osobiście wie, że nie dla mnie są ścianki na event’ach, brylowanie na bankietach. Siedzę przy maszynach po naście godzin dziennie i to sprawia mi największą satysfakcję. Do swojej pracy podchodzę w bardzo kobiecy i szczery sposób. Oprócz jednej pary jeansów nie mam w szafie nic, co nie jest opatrzone metką „NIKONOROV”. Każdą rzecz, tkaninę, wykończenie testuję sama na pół roku przed wejściem do nowej kolekcji. Na modelce wszystko wygląda idealnie, ja chcę aby moje ubrania były również wygodne i trwałe dla normalnych kobiet, takich jak ja, Ty. Dla mnie największym luksusem jest wygoda, luz, swoboda i styl w każdej sytuacji ale mój dzień to krojenie, upinanie, praca przy maszynach a w międzyczasie spotkania z klientkami, kontrahentami, dostawcami. Nie mam czasu na przebieranie. Sukienka musi to udźwignąć. Chciałabym dać innym wiarę w siebie. Pokazać, że dobry wygląd to nie jest kwestia rozmiaru lecz dobrze dobranego fasonu. Czasem lepiej posiadać jedną idealną sukienkę od projektanta niż dziesięć nic nie wartych z sieciówki. Oprócz tego, nie trzeba wiele oprócz wiary, pokory i wytrwałości by spełniać swoje marzenia. Drugą COCO CHANEL nie będę. Ale pierwszą MILITĄ NIKONOROV tak! 🙂 To mój cel.

Na koniec.

Dla jednych to, co zrobiłam w przeciągu tych dziesięciu czy nawet dwunastu lat to wiele; inni uważają, że mało. Jedni i drudzy mają rację. Są projektanci, którzy świętują swoją rocznicę hucznie i bardzo medialnie lecz oni bardzo często od samego początku mają ogromne wsparcie finansowe od znaczących sponsorów. Ja nigdy takiego nie miałam, startowałam od zera absolutnego, od kilku metrów materiału na stole. To pozwoliło mi powoli budować swoją markę, bez ciśnienia i parcia. Może dzięki temu uda mi się pozostać w branży na dłużej i nie zniknąć po kilku sezonach. Dziękuję tym, którzy się do tego przyczynili: mężowi, rodzicom, dziadkom, bratu, przyjaciołom, wszystkim tym, których spotkałam na swojej zawodowej drodze… Chciałabym Was tu wszystkich wymienić, ale to nie ma sensu, bo nie starczyłoby mi nocy a Wy i tak wiecie, że jestem Wam wdzięczna 🙂

Milita

 

PS. W związku z licznymi pytaniami, odpowiadam: JESTEM RODOWITĄ POLKĄ. Mój mąż również jest Polakiem z krwi i kości. Amen 🙂

Wesołych Świąt zyczy Milita! ;)

Kto się dziś próbował do mnie dodzwonić, to mu się nie udało… 😉 Cały dzień byłam pochłonięta pakowaniem zamówień, zapomniałam, że istnieje coś takiego jak telefon. Myślałam, ze zajmie mi to chwilę, tym czasem na stanowisku pakowaczki pracowałam ponad osiem godzin… I tu muszę niektóre z Was uprzedzić, dostaniecie ode mnie życzenia Bożonarodzeniowe 😀 Zabrakło firmowych kartonów, więc wspomogłam się czerwonymi ze Świąt! Uff. Pracownię opuściłam w nowej parce (taki rodzaj kurtki – przyp. dla Dominika), tym razem w zeberkowej (tropikalną już mam od dawna) i z torbą gratyfikacji w postaci sukienek, t-shirtów za przepracowany dzień na nowym stanowisku 🙂 260307 260308

Etiuda Mility

Niemożliwe! Ostatni wpis był we wrześniu… ! U mnie tyle się dzieje, że najzwyczajniej nie miałam kiedy usiąść do komputera. A nawet go nie miałam przy sobie przez dłuższą chwilę….

W zanadrzu mam dla Was kilka niespodzianek, raczej miłych, ale o nich dowiecie się w swoim czasie 😉

Póki co, po bardzo ciężkim i wytężonym okresie w pracy, zaczynam dziś zasłużony odpoczynek. Pisałam kiedyś, że nie lubię być filmowana przy pracy? Że w ogóle nie lubię? Pewnie nie, ale czas z tym skończyć… 😉 Oto moja krótka etiuda. Realizacja i muzyka: Dominik Nikonorov

 

Nie za górami, nie za lasami ….

… w starym, industrialnym i niepozornym budynku pofabrycznym znajduje się miejsce, gdzie spełniają się sukienkowe marzenia …. gdzie od rana do nocy tworzą się nowe modele, przyszłe kolekcje, bieżące zamówienia … gdzie kolorami uwodzą jedwabie, złotem mienią się cekiny i połyskują haftowane koronki …. Nie za górami, nie za lasami i całkiem w tej bajce 🙂 U nas, w nowej pracowni 🙂

Zapraszamy!

atelier-nikonorov1 atelier-nikonorov5 atelier-nikonorov6

NIKONOROV fashion evening

Moje Drogie. Z okazji nadchodzącej wiosny zamierzam zorganizować spotkanie z Wami w mojej pracowni w Łodzi 🙂

Będzie to okazja do zapoznania się z moimi kolekcjami, które będą obowiązywały w kolejnych sezonach jak i tymi aktualnymi. To również możliwość zakupu aktualnej kolekcji jak i przedpremierowych modeli, zamówienia ich w wybranym kolorze i rozmiarze. Co jeszcze? Wyprzedaż prototypów. Czyli ubrań, które tworzyłam zanim weszły one do produkcji. W wielu przypadkach są to unikaty 🙂 Każdej z Was pomogę dobrać fason i kolor, dobrać dodatki i powitać naszą ukochaną wiosnę w nowym wcieleniu 🙂

Termin: piątek lub sobota wieczór w połowie kwietnia. Szczegóły wkrótce 🙂