Botanica – inspiracje

Doskonale wiecie, że kolekcje powstają z dużym wyprzedzeniem. „Botanicę” zaczęłam tworzyć zeszłego lata… A w zasadzie zaczęliśmy! Posłuchajcie…

Każde wakacje spędzamy nad morzem, w Jantarze.  Latem kończyłam kolekcję „Patria” i przygotowywałam się do pokazu. Pamiętacie pewnie moją  „polową” pracownię, jaką urządziłam sobie w drewnianym kempingu. W tym czasie Dominik z moim tatą wymyślali, jak zrobić husarskie skrzydła dla modelek. W zasadzie ciężko pracowaliśmy w nasze wakacje.

Nasz domek stoi na skraju lasu, toteż wystarczy postawić nogę na progu i już jest się w innym świecie.  Tak to wygląda:

Tegoż lata zaczęliśmy interesować się właściwościami ziół, obserwować jak i gdzie rosną, zbierać, próbować. Ot, taka rozrywka. Kto wie, ten wie, a kto nie wie zaraz się dowie – zanim studiowałam na Akademii Sztuk Pięknych mój wymarzony kierunek – projektowanie mody, jeden rok spędziłam na Architekturze Krajobrazu. Rośliny zatem nie są mi obce, ale też nie całkiem znajome, ponieważ zamiast być pilną studentką, na wykładach  robiłam szkice sukienek.  Na botanice też. Choć z botaniki czułam się niemalże ekspertką, ponieważ pomimo tego, że byłam w liceum w klasie o poszerzonym angielskim, to nasza wychowawczyni uczyła nas poszerzonej biologii (pozdrawiam serdecznie Pani Grażynko). O czym to ja pisałam? Aaa… 😉

Inspiracja! Nie wiem jak wygląda Wasza karta pamięci w telefonie, ale ja zazwyczaj aby zrobić jedno zdjęcie, muszę skasować dziesięć. Tak więc chodziłam po tym lesie i plaży w towarzystwie pięknego i jakże oczytanego męża i fociłam wszystko to, co później przeniosłam na druki: dzikie róże, rokitniki, liście, trawy, chwasty…

Kiedy na chwilę wracaliśmy do Łodzi, spędzaliśmy dużo czasu w Ogrodzie Botanicznym i Palmiarni – tam zdjęcia robił Dominik i to z nich powstało wiele naszych druków.

Ważną rolę odegrała też ścianka! I tak jak zawsze Wam mówię, że nie cierpię „ścianek” i na nich nie pozuję, tak tę uwielbiam i uwielbiają ją również nasi goście, ochoczo się na niej fotografując. A tak naprawdę jest to graciarnia i stary kibelek (deski błękitne) oraz kemping (deski zielone). Ścianka jest czymś, co symbolizuje moje lato, postanowiłam ją zatem przenieść do pracowni. Przenieść czyli zainstalować coś w podobie do niej, abym mogła sobie w zimowe wieczory w pracowni nacieszyć oko czymś, co dobrze mi się kojarzy. Drewniane deski stały się zatem inspiracją do scenografii sesji lookbookowej.

Ścianka w pracowni prezentuje się tak:

Ach! Zapomniałabym o bardzo ważnej osobie! Dostrzegłam ją na zdjęciu powyżej i gdyby nie to, całkowicie bym o niej zapomniała. A ona by mi tego nie wybaczyła! Mowa o naszej wspaniałej ambasadorce kolekcji! Jest nią Arnika Botanika. Nie wiem, czy powinnam mówić Wam TAKIE rzeczy, ale wymyśliłam ją u moich rodziców, jak byłam na Świętach i piłam wino. Zanim zaczęłam śpiewać, narysowałam JĄ. Już od kilku sezonów zbierałam się, aby wymyślić postać fikcyjną o ciekawej historii, ale to wino mojego taty, którego nie można ruszać bo jest zakazane 😉 okazało się pomocne i pewnie będę teraz musiała płacić tacie zaiksy 😉

Całą kolekcję pokażę Wam w kolejnym wpisie, dziś zobaczcie mały jej wycinek.

 

Reasumując: magiczna moc roślin zaczyna działać w momencie wyjścia na łono natury. Sprawdźcie sami! Natura naprawdę potrafi pocieszyć, uleczyć trzeba tylko w to uwierzyć! Zostawcie zatem na chwilę telefony, laptopy i idźcie na spacer. Zajrzyjcie tylko od czasu do czasu do mnie, bo mam Wam jeszcze wiele do powiedzenia 🙂

 

Chciałabym, chciała….

„Chciałabym być wyższa/niższa, chudsza/grubsza…  ładniejsza; chciałabym mieć proste/kręcone włosy; większy/mniejszy biust. Chciałabym mieć wszystko a przynajmniej wiele odwrotnie niż mam.” Słyszę to niemal codziennie. I co najdziwniejsze mówią to osoby, którym niczego nie brakuje a ich rzekome kompleksy bardzo często są ich atutami. Podam Ci prosty przykład na własnej osobie. Najczęstszym komplementem jaki słyszę od innych jest: „ale masz piękne włosy!”. Teraz umiem za taki komplement podziękować i rzeczywiście zdaję sobie sprawę, że są one gęste, kręcone, mogą się podobać. Ale czy wiesz, że większość swego życia je prostowałam, karbowałam, zaplatałam w warkocze lub nawet kręciłam na jakieś lokówki, bo… „moje loki nie były dość dobre”?  Problem skończył się sam, jak trzy lata temu pojechałam na wakacje do Chorwacji pod namioty z naszymi przyjaciółmi. Oczywiście zabrałam ze sobą cały asortyment prostujący włosy, ale głupio było mi go nawet wyjąć z walizki. Chłopaki grali na gitarach, śpiewali, ich żony opiekowały się dziećmi a ja w tym czasie miałabym w niewyobrażalnym upale nagrzewać prostownicę, wyciągnąć lusterko i się czesać a potem nie kąpać (albo pływać z głową ponad wodą), bo by się wszystko popsuło…. Jakoś nie bardzo 😉 Zostawiałam je więc mokre i wysychały do naturalnych loków. Po dwóch tygodniach takiego życia stwierdziłam, że jest ono bardzo wygodne, daje mi godzinę, którą mogę przeznaczyć na przyjemności i na dodatek okazało się, że przez prawie trzydzieści lat (!) uznawałam swój atut za coś zupełnie niefajnego.

Tak to jest, że każda z nas ma mocniejsze i słabsze strony. Choć mogą one być „słabsze” tylko w naszych głowach lub ze względu na panujące kanony piękna kreowane przez media. Przecież nie każda kobieta musi dążyć do „wzorcowej” sylwetki klepsydry. Ktoś może czuć się dobrze z tym, że jest szczupłą „kolumną”, apetyczną „gruszką” czy eleganckim „jabłkiem”. Warto jest polubić siebie i znaleźć swoje mocne strony, nawet jeśli odbiegają od „ideału”.  Pomocna w tym jest wiedza o swojej palecie kolorów, o fasonach ubrań, butów i dodatków odpowiednich dla sylwetki. Ważne jest też, aby to wszystko skomponować zgodnie z charakterem, temperamentem, trybem życia. Nie jest dobrym sposobem próba kopiowania stylu znanej gwiazdy lub przyjaciółki, tylko dlatego, że ona wygląda zjawiskowo. Ty możesz mieć zupełnie inną budowę ciała, inne proporcje i w tej samej stylizacji będziesz wyglądała… koszmarnie. I odwrotnie. Nie kupuj czegoś, bo jest hitem tego sezonu w kolorze „nude” jeśli w kolorze „nude” wyglądasz jakbyś drugi tydzień chorowała na ciężką grypę. Ja w liceum korzystałam z takiego triku: jak chciałam dostać zwolnienie od pielęgniarki (tak, kiedyś pielęgniarka szkolna mogła wypisać zwolnienie), ubierałam się w pomarańczową koszulę (moja przyjaciółka w żółty sweterek – bo jak chorować to w duecie!). Wyglądałam w niej tak źle, że nawet nie musiałam symulować.

Kolejny wpis poświęcę sukienkom z moich kolekcji, które maskują brzuch. Z doświadczenia wiem, że spędza to wielu paniom sen z powiek a wcale nie jest to takie trudne, aby wyszczuplić tą część ciała bez drakońskiej diety i halek modelujących.

Jeśli macie pytania i chciałybyście, abym pomogła je Wam rozwiązać tu na blogu, piszcie w komentarzach lub na maila: info@nikonorov.com 🙂

Poniżej zdjęcia z pamiętnych wakacji pod namiotem. Jedwabną suknię też tam miałam 😉

milita_nikonorov milita_nikonorov2 milita_nikonorov4 milinikonorov

PATRIA znaczy OJCZYZNA

Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o tym, aby się do czegoś przydać. Żeby komuś pomóc, zrobić coś wielkiego, wspaniałego. Okazało się, że nie mam tej odwagi i predyspozycji, by pójść na medycynę i ratować ludzkie życie. Nie mam tego głosu i talentu, by wyśpiewać coś, co pomoże przejść przez trudne chwile. Umiałam natomiast rysować. Pamiętam  pierwszy dzień w zerówce, kiedy Pani odebrała mi mój rysunek i gdzieś z nim pobiegła. Przybiegły inne panie w zachwycie i stały nade mną i nie dowierzały… Nie wiedziałam dlaczego? To przecież tylko obrazek przedstawiający biegnącą dziewczynkę… Później okazało się, że potrafię też szyć a dzięki wyobraźni przestrzennej tworzyć wykroje tak naprawdę nie znając (wtedy) podstaw konstrukcji. To wszystko jednak wydawała mi się próżne i nikomu niepotrzebne. Cały czas robiłam to, co kochałam, co umiałam. Ale czułam jakąś pustkę. Czułam tą pustkę nawet zupełnie do niedawna. Wszystko zmieniło się, kiedy naprawdę poczułam się projektantką a poczułam nią się z momentem stworzenia kolekcji „Felicita”. Nie patrząc na trendy, po raz pierwszy, zrobiłam to, na co miałam ochotę i jednocześnie opowiedziałam Wam prawdziwą historię. Historię mojej rodziny ale również historię Waszą – bo polski folklor jest również Wasz. Poczułam się potrzebna – wiele osób zaczęło interesować się małą wsią Zalipiem, czytać o niej i doceniać to, co „nasze”. Od tego momentu przestałam zaopatrywać się we włoskie i francuskie tkaniny a wszystko zamówiłam u polskich producentów, każdy druk powstał z moich rysunków. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Albo zrobię, to co chcę, nie oglądając się na nikogo albo po dziesięciu latach zamknę firmę. Kwieciste sukienki jednak przypadły wielu z Was do gustu , często stając się nawet suknią ślubną!

I tak jestem tu, z czwartą (a w sumie chyba dwudziestą czwartą) zupełnie „moją” kolekcją. Z „PATRIĄ”. „Patria” zajęła mi wiele czasu. Trzy miesiące sama, ręcznie robiłam kwiaty na trzy sukienki. W wakacje, po pracy – ważne, aby choć dziesięć dziennie było …

******

Husaria zaliczana jest do najskuteczniejszych i jednocześnie najpiękniejszych formacji wojskowych w dziejach świata. Przez ponad 120 lat nie przegrała żadnej walki, mierząc się z wielokrotnie większą liczbą wojsk nieprzyjaciela. Inspirację tą traktuję wielowymiarowo. Chciałabym w delikatny i subtelny sposób zachęcić Was do większego interesowania się „naszą” historią niż historią instagrama Kim Kardashian. Chciałabym, abyście docenili to, co polskie. Chciałabym, abyście doceniali, to co macie.  Co prawda, czasem w tych starciach czuję się jak jedna do dziesięciu konkurując z turbanami, bzdurami, niepotrzebnymi treściami. Po prostu od czasu do czasu, zakładam swoje skrzydła i opowiadam Wam historię Waszej historii…. Poprzez moje kolekcje.

„Patria” znaczy „Ojczyzna”.

*******

„PATRIA” otrzymała nagrodę w dniu premiery od PATRIZI GUCCI !

*******

Dziękuję Ci Dominiku za rzucenie hasła „husaria” w dniu, kiedy swój początek miała nowa kolekcja!

Dziękuję Wam rodzice za dodanie mi skrzydeł – zarówno tych metaforycznych jak i realistycznch – SKRZYDŁA  NA POKAZ STWORZYŁ MÓJ TATA wożąc z MAMĄ prototypy przez całe lato przez całą Polskę!

Dziękuję Tobie, Mariuszu (Mariuszu Briański 😉 ) za mega wsparcie, szczególnie w ostatnich dniach tworzenia kolekcji; za pomoc przy pokazie, za stylizacje, za motywację… 🙂

Dziękuję Organizatorom Warsaw Fashion Week za za proszenie!

Dziękuję Kasi Wojterze za profesjonalne zajęcie się pokazem! Dziękuję całej ekipie garderobianych – nigdy nie widziałam bardziej zaangażowanych dziewczyn!

Dziękuję firmie PRIMAMODA! To Wy dopełniacie idealnie stylizację moich kolekcji swoimi butami!

Dziękuję wspaniałym modelkom za mega ciężką pracę!

Wielkie podziękowania dla sztabu stylistów fryzur i makijażystek!

Dziękuję Wam, że byliście ze mną!

*****

HYPNOTIC

Czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej drodze osobę tak hipnotyzującą, że nie mogliście oderwać od niej wzroku? Tak magnetyczną, że chcieliście spędzić z nią jak najwięcej czasu? Z pewnością TAK! Teraz wróćcie pamięcią do tego momentu i przypomnijcie sobie, co w tej osobie było tak poruszające? Czy nie to, że tą niezwykłość zawdzięczała swojej zwykłości, błyskotliwości i tym nieuchwytnym „czymś”, co przykuło Waszą uwagę?

Ja spotkałam wiele takich osób. Jedną z nich był mój mąż, Dominik. Jak go poznałam, miał na sobie stary, wyciągnięty, popruty sweter. To czyniło go jeszcze bardziej niezwykłym a swą inteligencją skradł moje serce. To on, choć nieświadomie, nauczył mnie, że to nie powierzchowność się liczy a styl to zupełnie coś innego niż najmodniejsze ubranie. Wiem! Z ust projektantki brzmi to niemal jak herezja, ale tak jest! Przez te (ponad) osiem lat tworzyłam kolekcje w swojej pracowni, gdzie bardzo często jednocześnie odbywały się próby kapeli Dominika a gitarowe brzmienia wprawiały ściany w drżenie. Przystępując do pracy nad kolekcją podświadomie komponowałam rysunki kwiatów w kraty, a noszone przeze mnie koszule przewiązane w pasie stały się pierwowzorami spódnic je naśladującymi. Wieczorami, wspólnie wracaliśmy z sentymentem do czasów naszego dzieciństwa – do lat 90tych. Słuchaliśmy tej muzyki, oglądaliśmy te klipy. Wówczas to wszystko było dla nas „Hypnotic”.

Moja podróż przez życie prowadziła mnie w wiele miejsc, które inspirowały mnie do tworzenia. Konstruowałam, szyłam, prułam, malowałam, cięłam, doszywałam. Im bardziej starałam się wpasować w rynek, tym bardziej moja praca przestawała sprawiać mi radość. Jestem w tym miejscu, gdzie mogę stanowczo powiedzieć, że moda przestała dla mnie toczyć się histerycznym rytmem sezonów, trendów, pokazów i opinii. Przygotowałam dla Was kolekcję, która z pewnością nie jest dla każdego. Ale każdy, kto odnajdzie się w inspiracji, znajdzie w niej coś dla siebie. Proponuję odkleić sztuczne rzęsy, dać włosom odpocząć od nadmiernej stylizacji a niebotycznie wysokie szpilki schować głęboko do szafy. A może przy okazji znajdziesz w niej stary, zapomniany sweter, który idealnie będzie pasował do moich szyfonowych sukienek? Zobaczysz, jak wspaniale poczujesz się w koszuli z jersey’u, ile zyskasz nosząc kobiecą sukienkę, poruszając się swobodnie w tenisówkach.

Zapraszam na http://www.nikonorov.com

HYPNOTIC

Powrót do przeszłości „Powrotu do przyszłości”. Czyli nowa odsłona legginsów z kolekcji „B(l)akc To The Future”

Trendy w modzie przemijają bezlitośnie szybko a sieciówki wmawiają nam, że sezonów jest znacznie więcej niż cztery rocznie. Czasem mam wrażenie, że coś jest tak modne, że aż niemodne. ” Jak mawia Karl Lagerfeld: „Trendy‚ to ostatni stopień przed ‚tandetny„.

Dlatego staram się dawać Tobie w każdej kolekcji coś, co „pożyje” znacznie dłużej, będzie ponadczasowe. Ponadczasowość ta charakteryzuje się tym, że ciężko Ci będzie określić z którego sezonu i roku dana rzecz pochodzi. Tak jest z legginsami. Zaprojektowałam je wiele lat temu a na wybiegu pokazałam w 2012 roku w Dusseldorfie. Kiedy z powodu braków magazynowych w fabryce, zabrakło jednego z materiałów, musieliśmy zakończyć produkcję niektórych modeli. Jednak dziewczyny nie dały za wygraną i dzielnie pisały maile z prośbami o ich reaktywowanie. Zrobiliśmy to! W nowej formie, odświeżone – powróciły!

Ich „nieśmiertelność” wiąże się nie tylko z doskonałym materiałem, z jakiego są wykonane. Naprawdę ciężko je zniszczyć, znosić. Odpowiednia pielęgnacja dłuuuugo trzyma je „przy życiu”. Ja mam jeszcze swoją parę, która jest prototypem. Druga sprawa, że jest to rzecz przydatna zawsze. Wygodne, idealne w dziennych lub weekendowych stylizacjach. Ja noszę je z luźnymi „górami”: za dużymi i długimi bluzami, swetrami, koszulami lub tunikami czy oversizowymi sukienkami. Plus trampki, Martensy (jak w stylizacji na filmie) lub inne botki. Przestrzegałabym Cię przed łączeniem ich ze zbyt obcisłymi, powycinanymi sukienkami a tym bardziej z za krótkimi topami (chyba, że właśnie ćwiczysz w fitness clubie lub uprawiasz jogging – akurat do tego legginsy w wersji jersey/tiul nadają się wyśmienicie, bo dzięki odpowiedniej cyrkulacji powietrza jest w nich komfortowo nawet podczas ćwiczeń a Ty nadal wyglądasz świetnie). Na koniec film, który przedstawia dziewięć par legginsów. Do wyboru, do monokoloru. Bo wszystkie są czarne. 😉

Legginsy dostępne na www.nikonorov.com

legginsy-militanikonorov

I szepczę Ci skromnie: „Nie zapomnij o mnie”.

„Forget-Me-Not” – Zima 2016

milita_nikonorovInspiracją do stworzenia kolekcji po raz kolejny stała się malownicza polska wieś – Zalipie. Mogłabym nawet powiedzieć, ze jest kontynuacją poprzedniej, bo zarówno druki jak i poszczególne modele powstawały jednocześnie lub w wyniku pracy nad pierwszymi. Tak było z między innymi z materiałem, który wygląda tak, jakby koronka była położona na spodnią, multikolorową warstwę. W rzeczywistości jest to druk, który przedstawia  koronkowy wzór na kolorowej tkaninie (była ona tłem pod elementami barwionymi do „Felicity”, tym samym „przechwyciła” jej kolorystykę). Drugim printem przewodnim są niebieskie kwiaty mojego autorstwa, z których stworzyłam grafikę. Nie brakuje też ponadczasowej czerni i wyróżniającej się, intensywnej czerwieni.

Nie da się ukryć, że tworząc kolekcję myślałam również o kobietach, które są lub będą moimi klientkami. W moim wyobrażeniu są one silne, kolorowe – i nie o ubranie mi tu chodzi lecz o charakter;  nie gonią za tymczasowymi trendami a poszukują przedmiotów z duszą i wyraźną inspiracją. Staram się, aby ubrania z mojej pracowni „żyły” znacznie dłużej niż jeden sezon – dlatego starannie szukam dostawców, fabryk i dbam o jakość wykonania. Przestałam sprowadzać tkaniny z Włoch, znalazłam fantastyczne, wyprodukowane w Polsce. I tu możecie być pewne, że począwszy od inspiracji po wszytą metkę, wszystko jest polskie 🙂

Po raz kolejny staram się przełamać stereotyp, że suknia wieczorowa to koniecznie jedwabna, koniecznie z gorsetem. Nie pierwszy już sezon uszyłam sukienki koktajlowe i wieczorowe z jersey’u. Piękny i lejący, nie krępuje ruchów, jest wygodny i komfortowy. Zdaje sobie sprawę, że marki oraz „projektanci”, którzy zwęszyli interes na szyciu z kiepskiej jakości dzianin, prostych, szybkich fasonów skutecznie zrazili wiele pań to takiego asortymentu. Całe szczęście moje klientki wracają i proszą o sukienkę z tego samego materiału „co poprzednio”. Bo jest to jersey najlepszej jakości, idealny również na suknie na wielkie okazje. A jako ciekawostkę powiem, że cena za metr jest wyższa niż włoskiego jedwabiu. Bo jedwab często wcale nie jest taki drogi, jak Wam się wmawia.

Fasony sukienek zaprojektowałam tak, aby wyglądały świetnie nie tylko na wieszaku w butiku czy szczupłej modelce. Uwierzcie mi, jest kilka, które wręcz wyglądają lepiej, jeśli ma się trochę więcej ciała a większość modeli kupicie w rozmiarach 34- 44. Wyjątkiem są te części asortymentu, które moim zdaniem, w którymś rozmiarze nie prezentowałyby się rewelacyjnie. I pamiętajcie, że zawsze możecie do mnie przyjechać, napisać i zapytać o poradę. Jak zawsze.

Podsumowując, tytuł kolekcji znów ma wiele znaczeń. „Forget-Me-Not” to niezapominajka. Niebieskie kwiaty na sukienkach, choć niezapominajkami nie są, pozostają w pamięci, tak jak i Ty pozostaniesz zapamiętana, jeśli je ubierzesz. Chciałabym również, abyś nie zapomniała o naszej, polskiej historii, o naszych korzeniach i naszej sztuce. Tak również i ja chciałabym się wpisać swoją pracą na dłużej w Twoją pamięć.

I szepczę Ci skromnie: „Nie zapomnij o mnie”.

Cała kolekcja dostępna na www.nikonorov.com

sukienki-z-drukiemkolorowe-sukienkiczarne-sukienki(1)czerwone-sukienki(1)

 

 

 

 

Dlaczego suknia ślubna jest biała?

Na pytanie: „Dlaczego suknia ślubna jest biała?” często słyszy się odpowiedź: „Bo biel symbolizuje czystość i niewinność”. A czy zastanawialiście się, czy ten kolor zawsze obowiązywał? I czy z pewnością chodzi o symbolikę koloru? Bo przecież nie w każdej kulturze biel oznacza to samo (na przykład, w kulturze Wschodu jest to kolor żałoby).

Suknia ślubna nie zawsze była biała. W XIX w. panny młode do ślubu ubierały z reguły swoje najlepsze sukienki, w dowolnym kolorze, choć najczęściej błękitne i różowe. Arystokratki natomiast stroiły się w bogato inkrustowane suknie złote i srebrne. Podręczniki podają, że to królowa Wiktoria w 1840 roku jako pierwsza wyłamała się z kanonu i do ślubu z księciem Albertem poszła w sukni w kolorze białym. Biała suknia zaczęła wyrażać bogactwo, status majątkowy. Niewiele panien młodych mogło pozwolić sobie na tak luksusową kreację, która miała posłużyć tylko raz. Z czasem kiedy podziały klasowe zaczęły zanikać a produkcja masowa przyczyniła się do obniżenia cen, biała suknia ślubna stała się coraz bardziej dostępna i popularna.

Jak sprawy mają się dziś? Historia zdaje się zataczać koło i następuje powrót dowolności pod względem koloru i fasonu sukni ślubnej. Nastąpiła dewaluacja białej sukni ślubnej, kupić ją można za niewielkie pieniądze z metką „made in China” lub od „polskiego Toma Forda”- czyli za każdym razem podróbka (tańsza lub droższa, ale zawsze podróbka). W mojej opinii typowa biała „beza”, „księżniczka”, „syrena” odchodzą do lamusa. Panie zamiast skostniałych „salonów mody ślubnej” poszukują nieszablonowych kreacji, które podążają za trendami, za współczesnym światem, za ich własnymi marzeniami… Dziś ceremonia ślubna to coraz częściej przyjęcie w ogrodzie w stylu rustykalnym, obiad dla bliskich, wyjazd w wymarzone miejsce na świecie… Bez wątpienia dla większości kobiet jest to najważniejszy dzień w życiu. Dlaczego podczas najważniejszego dnia w życiu miałyby wyglądać jak miliony innych „księżniczek”, „syren” …”BEZ” ?? …. 🙂   Dla jednych to względy ekonomiczne, dla drugich pragmatyzm a dla innych to chęć wyłamania się z archaicznego nurtu, no bo co zrobić z przepiękną suknią za wiele tysięcy? Oddać do muzeum?  Dla mnie, jako dla projektanta, miło jest zarobić te wiele tysięcy na jednej sukni. Ale czy wiecie jak milej jest mieć świadomość, że suknia nie jest oddana, wyrzucona, zapomniana? Może zbyt wiele serca wkładam  to, co robię 😉  … Opłaca się! Bo….  W tym sezonie w mojej pracowni panie najczęściej wybierają … suknię z kwiatowym autorskim drukiem! 🙂 „Felicita” zgodnie z założeniem daje szczęście! Kolejne Miss Popularności to: Stefania, Cristina i Magdalena – czyli modele lubiane przez kobiety o kobiecych sylwetkach, wybierane najczęściej w kolorze złamanej bieli lub czerwonym.. oraz wszelkie sukienki z koronki – krótkie i długie.

I o jednej z tych ostatnich chciałam napisać kilka słów.  Bo jest to sukienka, która z pewnością po ceremonii ślubnej jeszcze nie raz będzie mogła być noszona i to na wiele okazji. Sprzedawana jest w komplecie z halką. Ale… po ślubie nie trzeba jej tak nosić. Można założyć ją bezpośrednio na bieliznę: gładki biustonosz i figi z wysokim stanem lub halkę-spódniczkę. Ja wybrałam komplet w kolorze czarnym. Koronka jest na tyle gęsta, że wcale nie czułam się goła 😉 Wspomniałam Wam ostatnio, że ostatnio wyszukuję torebki vintage…. Spójrzcie na ten pleciony koszyk na łańcuszku – perełka z lat 70-tych. Poszukajcie, bo Wasze mamy, babcie mogą taki mieć w swojej szafie. To prawdziwa perełka – ja kupiłam taki w kilku wariantach. Moim zdaniem to oryginalny i niebanalny dodatek. Jeśli nie przepadasz, spotykać kogoś z identyczną torebką, koszyk Ci to zagwarantuje… Torebka MK nie 😉 A! I będzie idealny również na wieczór! A jakie buty? Delikatne sandałki z paskiem wokół kostki lub jednolite baleriny.

No i wierzcie lub nie, ale po zdjęciach w tej sukience przesadzałam kwiaty w ogródku…

Pozdrawiam Wam gorąco 🙂

Fot. Dominik Nikonorov