PATRIA znaczy OJCZYZNA

Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o tym, aby się do czegoś przydać. Żeby komuś pomóc, zrobić coś wielkiego, wspaniałego. Okazało się, że nie mam tej odwagi i predyspozycji, by pójść na medycynę i ratować ludzkie życie. Nie mam tego głosu i talentu, by wyśpiewać coś, co pomoże przejść przez trudne chwile. Umiałam natomiast rysować. Pamiętam  pierwszy dzień w zerówce, kiedy Pani odebrała mi mój rysunek i gdzieś z nim pobiegła. Przybiegły inne panie w zachwycie i stały nade mną i nie dowierzały… Nie wiedziałam dlaczego? To przecież tylko obrazek przedstawiający biegnącą dziewczynkę… Później okazało się, że potrafię też szyć a dzięki wyobraźni przestrzennej tworzyć wykroje tak naprawdę nie znając (wtedy) podstaw konstrukcji. To wszystko jednak wydawała mi się próżne i nikomu niepotrzebne. Cały czas robiłam to, co kochałam, co umiałam. Ale czułam jakąś pustkę. Czułam tą pustkę nawet zupełnie do niedawna. Wszystko zmieniło się, kiedy naprawdę poczułam się projektantką a poczułam nią się z momentem stworzenia kolekcji „Felicita”. Nie patrząc na trendy, po raz pierwszy, zrobiłam to, na co miałam ochotę i jednocześnie opowiedziałam Wam prawdziwą historię. Historię mojej rodziny ale również historię Waszą – bo polski folklor jest również Wasz. Poczułam się potrzebna – wiele osób zaczęło interesować się małą wsią Zalipiem, czytać o niej i doceniać to, co „nasze”. Od tego momentu przestałam zaopatrywać się we włoskie i francuskie tkaniny a wszystko zamówiłam u polskich producentów, każdy druk powstał z moich rysunków. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Albo zrobię, to co chcę, nie oglądając się na nikogo albo po dziesięciu latach zamknę firmę. Kwieciste sukienki jednak przypadły wielu z Was do gustu , często stając się nawet suknią ślubną!

I tak jestem tu, z czwartą (a w sumie chyba dwudziestą czwartą) zupełnie „moją” kolekcją. Z „PATRIĄ”. „Patria” zajęła mi wiele czasu. Trzy miesiące sama, ręcznie robiłam kwiaty na trzy sukienki. W wakacje, po pracy – ważne, aby choć dziesięć dziennie było …

******

Husaria zaliczana jest do najskuteczniejszych i jednocześnie najpiękniejszych formacji wojskowych w dziejach świata. Przez ponad 120 lat nie przegrała żadnej walki, mierząc się z wielokrotnie większą liczbą wojsk nieprzyjaciela. Inspirację tą traktuję wielowymiarowo. Chciałabym w delikatny i subtelny sposób zachęcić Was do większego interesowania się „naszą” historią niż historią instagrama Kim Kardashian. Chciałabym, abyście docenili to, co polskie. Chciałabym, abyście doceniali, to co macie.  Co prawda, czasem w tych starciach czuję się jak jedna do dziesięciu konkurując z turbanami, bzdurami, niepotrzebnymi treściami. Po prostu od czasu do czasu, zakładam swoje skrzydła i opowiadam Wam historię Waszej historii…. Poprzez moje kolekcje.

„Patria” znaczy „Ojczyzna”.

*******

„PATRIA” otrzymała nagrodę w dniu premiery od PATRIZI GUCCI !

*******

Dziękuję Ci Dominiku za rzucenie hasła „husaria” w dniu, kiedy swój początek miała nowa kolekcja!

Dziękuję Wam rodzice za dodanie mi skrzydeł – zarówno tych metaforycznych jak i realistycznch – SKRZYDŁA  NA POKAZ STWORZYŁ MÓJ TATA wożąc z MAMĄ prototypy przez całe lato przez całą Polskę!

Dziękuję Tobie, Mariuszu (Mariuszu Briański 😉 ) za mega wsparcie, szczególnie w ostatnich dniach tworzenia kolekcji; za pomoc przy pokazie, za stylizacje, za motywację… 🙂

Dziękuję Organizatorom Warsaw Fashion Week za za proszenie!

Dziękuję Kasi Wojterze za profesjonalne zajęcie się pokazem! Dziękuję całej ekipie garderobianych – nigdy nie widziałam bardziej zaangażowanych dziewczyn!

Dziękuję firmie PRIMAMODA! To Wy dopełniacie idealnie stylizację moich kolekcji swoimi butami!

Dziękuję wspaniałym modelkom za mega ciężką pracę!

Wielkie podziękowania dla sztabu stylistów fryzur i makijażystek!

Dziękuję Wam, że byliście ze mną!

*****

HYPNOTIC

Czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej drodze osobę tak hipnotyzującą, że nie mogliście oderwać od niej wzroku? Tak magnetyczną, że chcieliście spędzić z nią jak najwięcej czasu? Z pewnością TAK! Teraz wróćcie pamięcią do tego momentu i przypomnijcie sobie, co w tej osobie było tak poruszające? Czy nie to, że tą niezwykłość zawdzięczała swojej zwykłości, błyskotliwości i tym nieuchwytnym „czymś”, co przykuło Waszą uwagę?

Ja spotkałam wiele takich osób. Jedną z nich był mój mąż, Dominik. Jak go poznałam, miał na sobie stary, wyciągnięty, popruty sweter. To czyniło go jeszcze bardziej niezwykłym a swą inteligencją skradł moje serce. To on, choć nieświadomie, nauczył mnie, że to nie powierzchowność się liczy a styl to zupełnie coś innego niż najmodniejsze ubranie. Wiem! Z ust projektantki brzmi to niemal jak herezja, ale tak jest! Przez te (ponad) osiem lat tworzyłam kolekcje w swojej pracowni, gdzie bardzo często jednocześnie odbywały się próby kapeli Dominika a gitarowe brzmienia wprawiały ściany w drżenie. Przystępując do pracy nad kolekcją podświadomie komponowałam rysunki kwiatów w kraty, a noszone przeze mnie koszule przewiązane w pasie stały się pierwowzorami spódnic je naśladującymi. Wieczorami, wspólnie wracaliśmy z sentymentem do czasów naszego dzieciństwa – do lat 90tych. Słuchaliśmy tej muzyki, oglądaliśmy te klipy. Wówczas to wszystko było dla nas „Hypnotic”.

Moja podróż przez życie prowadziła mnie w wiele miejsc, które inspirowały mnie do tworzenia. Konstruowałam, szyłam, prułam, malowałam, cięłam, doszywałam. Im bardziej starałam się wpasować w rynek, tym bardziej moja praca przestawała sprawiać mi radość. Jestem w tym miejscu, gdzie mogę stanowczo powiedzieć, że moda przestała dla mnie toczyć się histerycznym rytmem sezonów, trendów, pokazów i opinii. Przygotowałam dla Was kolekcję, która z pewnością nie jest dla każdego. Ale każdy, kto odnajdzie się w inspiracji, znajdzie w niej coś dla siebie. Proponuję odkleić sztuczne rzęsy, dać włosom odpocząć od nadmiernej stylizacji a niebotycznie wysokie szpilki schować głęboko do szafy. A może przy okazji znajdziesz w niej stary, zapomniany sweter, który idealnie będzie pasował do moich szyfonowych sukienek? Zobaczysz, jak wspaniale poczujesz się w koszuli z jersey’u, ile zyskasz nosząc kobiecą sukienkę, poruszając się swobodnie w tenisówkach.

Zapraszam na http://www.nikonorov.com

HYPNOTIC

Powrót do przeszłości „Powrotu do przyszłości”. Czyli nowa odsłona legginsów z kolekcji „B(l)akc To The Future”

Trendy w modzie przemijają bezlitośnie szybko a sieciówki wmawiają nam, że sezonów jest znacznie więcej niż cztery rocznie. Czasem mam wrażenie, że coś jest tak modne, że aż niemodne. ” Jak mawia Karl Lagerfeld: „Trendy‚ to ostatni stopień przed ‚tandetny„.

Dlatego staram się dawać Tobie w każdej kolekcji coś, co „pożyje” znacznie dłużej, będzie ponadczasowe. Ponadczasowość ta charakteryzuje się tym, że ciężko Ci będzie określić z którego sezonu i roku dana rzecz pochodzi. Tak jest z legginsami. Zaprojektowałam je wiele lat temu a na wybiegu pokazałam w 2012 roku w Dusseldorfie. Kiedy z powodu braków magazynowych w fabryce, zabrakło jednego z materiałów, musieliśmy zakończyć produkcję niektórych modeli. Jednak dziewczyny nie dały za wygraną i dzielnie pisały maile z prośbami o ich reaktywowanie. Zrobiliśmy to! W nowej formie, odświeżone – powróciły!

Ich „nieśmiertelność” wiąże się nie tylko z doskonałym materiałem, z jakiego są wykonane. Naprawdę ciężko je zniszczyć, znosić. Odpowiednia pielęgnacja dłuuuugo trzyma je „przy życiu”. Ja mam jeszcze swoją parę, która jest prototypem. Druga sprawa, że jest to rzecz przydatna zawsze. Wygodne, idealne w dziennych lub weekendowych stylizacjach. Ja noszę je z luźnymi „górami”: za dużymi i długimi bluzami, swetrami, koszulami lub tunikami czy oversizowymi sukienkami. Plus trampki, Martensy (jak w stylizacji na filmie) lub inne botki. Przestrzegałabym Cię przed łączeniem ich ze zbyt obcisłymi, powycinanymi sukienkami a tym bardziej z za krótkimi topami (chyba, że właśnie ćwiczysz w fitness clubie lub uprawiasz jogging – akurat do tego legginsy w wersji jersey/tiul nadają się wyśmienicie, bo dzięki odpowiedniej cyrkulacji powietrza jest w nich komfortowo nawet podczas ćwiczeń a Ty nadal wyglądasz świetnie). Na koniec film, który przedstawia dziewięć par legginsów. Do wyboru, do monokoloru. Bo wszystkie są czarne. 😉

Legginsy dostępne na www.nikonorov.com

legginsy-militanikonorov

I szepczę Ci skromnie: „Nie zapomnij o mnie”.

„Forget-Me-Not” – Zima 2016

milita_nikonorovInspiracją do stworzenia kolekcji po raz kolejny stała się malownicza polska wieś – Zalipie. Mogłabym nawet powiedzieć, ze jest kontynuacją poprzedniej, bo zarówno druki jak i poszczególne modele powstawały jednocześnie lub w wyniku pracy nad pierwszymi. Tak było z między innymi z materiałem, który wygląda tak, jakby koronka była położona na spodnią, multikolorową warstwę. W rzeczywistości jest to druk, który przedstawia  koronkowy wzór na kolorowej tkaninie (była ona tłem pod elementami barwionymi do „Felicity”, tym samym „przechwyciła” jej kolorystykę). Drugim printem przewodnim są niebieskie kwiaty mojego autorstwa, z których stworzyłam grafikę. Nie brakuje też ponadczasowej czerni i wyróżniającej się, intensywnej czerwieni.

Nie da się ukryć, że tworząc kolekcję myślałam również o kobietach, które są lub będą moimi klientkami. W moim wyobrażeniu są one silne, kolorowe – i nie o ubranie mi tu chodzi lecz o charakter;  nie gonią za tymczasowymi trendami a poszukują przedmiotów z duszą i wyraźną inspiracją. Staram się, aby ubrania z mojej pracowni „żyły” znacznie dłużej niż jeden sezon – dlatego starannie szukam dostawców, fabryk i dbam o jakość wykonania. Przestałam sprowadzać tkaniny z Włoch, znalazłam fantastyczne, wyprodukowane w Polsce. I tu możecie być pewne, że począwszy od inspiracji po wszytą metkę, wszystko jest polskie 🙂

Po raz kolejny staram się przełamać stereotyp, że suknia wieczorowa to koniecznie jedwabna, koniecznie z gorsetem. Nie pierwszy już sezon uszyłam sukienki koktajlowe i wieczorowe z jersey’u. Piękny i lejący, nie krępuje ruchów, jest wygodny i komfortowy. Zdaje sobie sprawę, że marki oraz „projektanci”, którzy zwęszyli interes na szyciu z kiepskiej jakości dzianin, prostych, szybkich fasonów skutecznie zrazili wiele pań to takiego asortymentu. Całe szczęście moje klientki wracają i proszą o sukienkę z tego samego materiału „co poprzednio”. Bo jest to jersey najlepszej jakości, idealny również na suknie na wielkie okazje. A jako ciekawostkę powiem, że cena za metr jest wyższa niż włoskiego jedwabiu. Bo jedwab często wcale nie jest taki drogi, jak Wam się wmawia.

Fasony sukienek zaprojektowałam tak, aby wyglądały świetnie nie tylko na wieszaku w butiku czy szczupłej modelce. Uwierzcie mi, jest kilka, które wręcz wyglądają lepiej, jeśli ma się trochę więcej ciała a większość modeli kupicie w rozmiarach 34- 44. Wyjątkiem są te części asortymentu, które moim zdaniem, w którymś rozmiarze nie prezentowałyby się rewelacyjnie. I pamiętajcie, że zawsze możecie do mnie przyjechać, napisać i zapytać o poradę. Jak zawsze.

Podsumowując, tytuł kolekcji znów ma wiele znaczeń. „Forget-Me-Not” to niezapominajka. Niebieskie kwiaty na sukienkach, choć niezapominajkami nie są, pozostają w pamięci, tak jak i Ty pozostaniesz zapamiętana, jeśli je ubierzesz. Chciałabym również, abyś nie zapomniała o naszej, polskiej historii, o naszych korzeniach i naszej sztuce. Tak również i ja chciałabym się wpisać swoją pracą na dłużej w Twoją pamięć.

I szepczę Ci skromnie: „Nie zapomnij o mnie”.

Cała kolekcja dostępna na www.nikonorov.com

sukienki-z-drukiemkolorowe-sukienkiczarne-sukienki(1)czerwone-sukienki(1)

 

 

 

 

Dlaczego suknia ślubna jest biała?

Na pytanie: „Dlaczego suknia ślubna jest biała?” często słyszy się odpowiedź: „Bo biel symbolizuje czystość i niewinność”. A czy zastanawialiście się, czy ten kolor zawsze obowiązywał? I czy z pewnością chodzi o symbolikę koloru? Bo przecież nie w każdej kulturze biel oznacza to samo (na przykład, w kulturze Wschodu jest to kolor żałoby).

Suknia ślubna nie zawsze była biała. W XIX w. panny młode do ślubu ubierały z reguły swoje najlepsze sukienki, w dowolnym kolorze, choć najczęściej błękitne i różowe. Arystokratki natomiast stroiły się w bogato inkrustowane suknie złote i srebrne. Podręczniki podają, że to królowa Wiktoria w 1840 roku jako pierwsza wyłamała się z kanonu i do ślubu z księciem Albertem poszła w sukni w kolorze białym. Biała suknia zaczęła wyrażać bogactwo, status majątkowy. Niewiele panien młodych mogło pozwolić sobie na tak luksusową kreację, która miała posłużyć tylko raz. Z czasem kiedy podziały klasowe zaczęły zanikać a produkcja masowa przyczyniła się do obniżenia cen, biała suknia ślubna stała się coraz bardziej dostępna i popularna.

Jak sprawy mają się dziś? Historia zdaje się zataczać koło i następuje powrót dowolności pod względem koloru i fasonu sukni ślubnej. Nastąpiła dewaluacja białej sukni ślubnej, kupić ją można za niewielkie pieniądze z metką „made in China” lub od „polskiego Toma Forda”- czyli za każdym razem podróbka (tańsza lub droższa, ale zawsze podróbka). W mojej opinii typowa biała „beza”, „księżniczka”, „syrena” odchodzą do lamusa. Panie zamiast skostniałych „salonów mody ślubnej” poszukują nieszablonowych kreacji, które podążają za trendami, za współczesnym światem, za ich własnymi marzeniami… Dziś ceremonia ślubna to coraz częściej przyjęcie w ogrodzie w stylu rustykalnym, obiad dla bliskich, wyjazd w wymarzone miejsce na świecie… Bez wątpienia dla większości kobiet jest to najważniejszy dzień w życiu. Dlaczego podczas najważniejszego dnia w życiu miałyby wyglądać jak miliony innych „księżniczek”, „syren” …”BEZ” ?? …. 🙂   Dla jednych to względy ekonomiczne, dla drugich pragmatyzm a dla innych to chęć wyłamania się z archaicznego nurtu, no bo co zrobić z przepiękną suknią za wiele tysięcy? Oddać do muzeum?  Dla mnie, jako dla projektanta, miło jest zarobić te wiele tysięcy na jednej sukni. Ale czy wiecie jak milej jest mieć świadomość, że suknia nie jest oddana, wyrzucona, zapomniana? Może zbyt wiele serca wkładam  to, co robię 😉  … Opłaca się! Bo….  W tym sezonie w mojej pracowni panie najczęściej wybierają … suknię z kwiatowym autorskim drukiem! 🙂 „Felicita” zgodnie z założeniem daje szczęście! Kolejne Miss Popularności to: Stefania, Cristina i Magdalena – czyli modele lubiane przez kobiety o kobiecych sylwetkach, wybierane najczęściej w kolorze złamanej bieli lub czerwonym.. oraz wszelkie sukienki z koronki – krótkie i długie.

I o jednej z tych ostatnich chciałam napisać kilka słów.  Bo jest to sukienka, która z pewnością po ceremonii ślubnej jeszcze nie raz będzie mogła być noszona i to na wiele okazji. Sprzedawana jest w komplecie z halką. Ale… po ślubie nie trzeba jej tak nosić. Można założyć ją bezpośrednio na bieliznę: gładki biustonosz i figi z wysokim stanem lub halkę-spódniczkę. Ja wybrałam komplet w kolorze czarnym. Koronka jest na tyle gęsta, że wcale nie czułam się goła 😉 Wspomniałam Wam ostatnio, że ostatnio wyszukuję torebki vintage…. Spójrzcie na ten pleciony koszyk na łańcuszku – perełka z lat 70-tych. Poszukajcie, bo Wasze mamy, babcie mogą taki mieć w swojej szafie. To prawdziwa perełka – ja kupiłam taki w kilku wariantach. Moim zdaniem to oryginalny i niebanalny dodatek. Jeśli nie przepadasz, spotykać kogoś z identyczną torebką, koszyk Ci to zagwarantuje… Torebka MK nie 😉 A! I będzie idealny również na wieczór! A jakie buty? Delikatne sandałki z paskiem wokół kostki lub jednolite baleriny.

No i wierzcie lub nie, ale po zdjęciach w tej sukience przesadzałam kwiaty w ogródku…

Pozdrawiam Wam gorąco 🙂

Fot. Dominik Nikonorov

„MILITA” nowa linia

„MILITA” jest przebojowa, czerpie radość życia pełnymi garściami i wygląda stylowo, wykorzystując doświadczenie i jakość „NIKONOROV”. „MILITA” kocha wolność i ciepłe, letnie dni, nawet gdy za oknem szaro i zimno. Ceni sobie komfort, wygodę i luz. Uwielbia w subtelny sposób zwracać na siebie uwagę, przykuwając wzrok nietuzinkowymi stylizacjami. W wolnych chwilach „MILITA” zaczytuje się w historii mody, powracając do minionych czasów; tym razem głównie do mody lat 70-tych. Tak w skrócie mogłabym opisać moją nową linię. Hmmm… A może siebie? Każdą z Was?

W pierwszej mini kolekcji, którą nazwałam „SEVEN” – cyfrą, która wielu osobom przynosi szczęście. Nawiązałam tym samym do tytułu głównej linii „MILITA NIKONOROV” – „FELICITA”. Bo nie da się nie dostrzec podobieństw w obu liniach. Zaskakujące są ceny. To z pewnością. Nie! Ubrania nie straciły na jakości materiałów i wykonania. Nadal szyte są w mojej pracowni, przez te same osoby a każdy egzemplarz przechodzi przez moje ręce. Eksperyment będzie polegał na czym innym- i wkrótce się o tym dowiecie 🙂

Foto/Video/Muzyka/Produkcja: DOMINIK NIKONOROV; Kolekcja/Stylizacja/Makijaż: MILITA NIKONOROV; Modelka/Piękno/Wsparcie: OLA DOBROWOLSKA; Buty. torebki: PRIMAMODA

 

FELICITÀ znaczy SZCZĘŚCIE.

W poszukiwaniu inspiracji do stworzenia kolekcji dotarłam do historii rodzinnej i jej niezwykle barwnej bohaterki – ciotki mojego dziadka, Felicji Curyłowej.
Felicja uznana jest za światowej sławy malarkę ludową, która rozpowszechniła we wsi Zalipie zwyczaj malowania kwiatów … dosłownie na wszystkim. Tradycja ta przetrwała do dziś i co roku na wiosnę mieszkańcy malują swoje domy na biało, aby od nowa stworzyć kompozycje kwiatowe i stanąć do czerwcowego konkursu „Malowana Chata”.

Opowieści o ekscentrycznej i barwnej Felicji zaprowadziły mnie do samego Zalipia. Spędziłam tam kilka dni wśród malarek przygotowujących się do konkursu.
Chciałam, aby historie opowiadane przez mojego dziadka, Gustawa Curyło ożyły wraz z moją kolekcją. Zbyt prostym i za oczywistym byłoby wykorzystanie zalipiańskiego kwiata w jego dosłownej postaci. Jako,że jest on kwiatem wyobraźni i każda malarka posiada swój własny, charakterystyczny styl, postanowiłam nauczyć się od podstaw malowania kwiatów i przekształcić je na swój niepowtarzalny sposób. Tak powstały w najlepszych polskich fabrykach tkaniny i dzianiny z moim własnym motywem, namalowanym markerami zamiast farbami, jak w oryginale. Kolekcję „FELICITÀ” kieruję do kobiet z osobowością, świadomych jakości oraz tego, że elegancja to nie tylko ubranie, ale również sposób jego noszenia i styl bycia. Dla feerii barw tłem jest biel a uspokojeniem czerń. Szerokie rękawy, bufki, marszczenia, koronki zostały zaczerpnięte ze stroju krakowskiego, który w Zalipiu noszony jest podczas ważnych uroczystości.
Dopełnieniem są obecne w moich kolekcjach od lat, ręcznie robione róże tym razem w postaci wianków, kolii, kolczyków.

Znaczenie tytułu „FELICITÀ” jest dwuwymiarowe – oznacza szczęście i radość oraz jest skojarzeniem z imieniem „FELICJA”, która stała się moją inspiracją.
Oddaję w Wasze ręce kolekcję, która jak żadna dotąd płynie z mojej duszy, jest obrazem mojej radości z tego, co robię i jakimi ludźmi się otaczam.
Niech tak jak mi, przyniesie Wam RADOŚĆ!
FELICITÀ!

Kolekcja wiosna-lato dostępna w sklepie online www.nikonorov.com

Z innej bajki

Dziś w prezencie dostałam kolejną sesję 🙂 Tak samo spontaniczną jak ostatnio: w przerwie w pracy.  Efekty nie powstały w żadnym programie, są pomysłem Dominika i trochę musieliśmy się namęczyć, aby było jak mistrz sobie życzy. Dziękuję ❤ fot. Dominik Nikonorov

 

PIANKA 100% – nowy skład surowcowy ;)

Tak na dobry początek dnia i całego tygodnia, zupełnie przypadkiem wpadł mi w oko fanpejdż pewnej projektantki z butikiem w centrum Łodzi. A to za sprawą spódnicy łudząco podobnej do mojej: kontrafałdy w tym samym miejscu, zakładki w tym samym miejscu i ułożone w tą samą stronę; zaleta spódnicy w opisie: ukryte kieszenie; gdzie? oczywiście jak w mojej schowane w zakładkach bocznych. Wykończenia lub ich celowy brak w pewnych miejscach nie odbiegające od moich. Coco Chanel była duma jak jej kolekcje były podrabiane. Uważała, że te, które  to robią są zwykłymi szwaczkami i nie potrafią wymyślić coś same (przepraszam za pejoratywny wydźwięk, ale to słowa Gabielle, nie moje). Ale że mają przy tym dobry gust, skoro ściągają od niej 😉 Niech tak zostanie. Spódnica stara jak świat, przeżyję. Moją uwagę przykuł pewien dość znaczący element opisu produktu.

„SKŁAD: PIANKA 100%”. Kolejna projektantka otrzymuje nagrodę za wynalezienie nowego surowca! Był już „tiul 100%”, jest i „pianka 100%!”. Pianki są najczęściej poliestrowe… Ale spódnica nie jest z pianki droga Pani, tylko z DZIANINY DYSTANSOWEJ, która w składzie ma POLIESTER 100%! Czyli jak ktoś ma uczulenie na ten surowiec to się dowie o nim w składzie jak założy Pani wyrób!

I oto właśnie działalność takich osób zniechęca Polki do kupowania u Polskich Projektantów. Zapraszam do przeczytania posta: „Co się dzieje z polską modą?” ?

***

A na prawdziwie lepszy początek dnia i tygodnia tygodnia dostałam właśnie od Dominika zdjęcia, jakie mi zrobił w ramach testu świateł (jak zwykle) przed właściwą sesją. Jestem tu „oderwana” od maszyny, podczas kiedy szyłam otyliową suknię. 🙂

 

Project Otylia

„Halo. Milita, mam do Ciebie pytanie, ale mnie nie zabij…” Głos Otylii w słuchawce był poważny a ja czekałam na to pytanie, którego odpowiedź mogłaby narazić ją na utratę życia 😉 „…Pamiętasz taką suknię (tu opis), co mi kiedyś uszyłaś czarną?? Dałoby radę zrobić podobną czerwoną?” „Dałoby radę. Czemu mam Cię za to zabić?” „Bo sukienka potrzebna mi na… jutro.” Ha! I następnego dnia rozpoczęłam walkę z czasem, jestem w tym już chyba nawet dobra. Bo musiałam skompresować swój czas – zrobić wszystko, co miałam do zrobienia szybciej i poratować Otylię czerwoną sukienką…. I wtedy przypomniałam sobie jak my właściwie się poznałyśmy. Zadzwoniła do mnie fotografka, że ma sesję z Oti, ale że nie ma dla niej długiej sukni. Oti ma 1,86 wzrostu plus szpilki, to prawie 2m! I tu pojawił się problem…. Taki sam jak na początku historii – suknia potrzebna była „na jutro”. Uszyłam jasnokremową dłuuuuugą, prostą suknię. Otylia była zachwycona, od razu ją kupiła i przyjechała do mnie po więcej. I tak od czasu do czasu zaskakiwała mnie kolejnymi sukienkami „na jutro”, „na wczoraj”, „na dziś”. Współpracujemy razem już długi czas i wiem, że z dnia na dzień może ukazać się nowy odcinek „Project Otylia” i kolejne zaskakujące zadanie 😉

Sesja z Otylią i pierwsza suknia:

Kilka kreacji mojego projekty z szafy Otylii (zdjęcia na Fan Page’a https://www.facebook.com/jedrzejczakotylia):

Nasza wczorajsza przymiarka:

Dziś na Gali Mistrzów Sportu Otylia wręczała nagrodę w mojej czerwonej sukni 🙂

 

Dziesięć lat minęło…

Rozpoczął się na dobre rok 2015. Wiele osób podsumowuje rok poprzedni, ja natomiast chciałabym w skrócie podsumować… dziesięciolecie mojej pracy . A dokładniej dziesięciolecie mojej firmy, bo powstała w 2005r, natomiast mój pierwszy butik w 2003. Byłam w nim wówczas zatrudniona jako projektantka i działał on pod moim szyldem.

Od czego więc zacząć? Chyba od początku. A początek łatwy nie był. Miałam w kieszeni trzy złote. Kupiłam bilet i pojechałam dowiedzieć się jak najwięcej o dotacjach unijnych. W mojej małej pracowni w pokoju u rodziców zgromadziłam kilka maszyn, które kupiłam za pieniądze, jakie wygrywałam w konkursach dla młodych projektantów na studiach. Czyli swój wkład miałam. Oprócz tego miałam też wielką wiarę, że mi się uda. I udało się. Za dotację kupiłam kolejne maszyny i wszystko to, co było mi wtedy potrzebne, aby zacząć pracować. Ale to był tylko początek i musiałam prężnie działać, aby utrzymać firmę, bo zaplecza finansowego nie miałam wcale. I właśnie kończyłam studia w Łodzi, które również pochłaniały ogromne pieniądze. Szyłam wtedy głównie modele, które projektowałam w ramach zajęć – podobały się młodym dziewczynom, sprzedawały się dobrze a ja każdą złotówkę inwestowałam dalej. I nie mogę tego nawet nazwać wyrzeczeniem, bo to właśnie sprawiało mi frajdę.

WARSAW FASHION STREET 2007

Mój pierwszy poważny pokaz. Na spotkanie z Dorotą Wróblewską jechałam przejęta jak nigdy dotąd. Zanim wysłałam zgłoszenie długo zastanawiałam się jaka powinna być kolekcja. Odpowiedź przyszła we śnie, z którego zapamiętałam jedynie, że moja ŚP Babcia Stefania powiedziała, abym zajrzała do szuflady. Zajrzałam. Były tam dwie ręcznie wykonane przez nią niegdyś róże: błękitna i jasno-brązowa. Przypomniałam sobie jak razem z nią uczyłam się robić kwiaty z różnych materiałów: z liści, opakowań po cukierkach, z resztek materiałów. A jakby całe elementy ubrań pokryć takimi kwiatami? Kwiaty na osiem sylwetek robiłam jakieś cztery miesiące, pozostałe dwa je naszywałam. Kolekcja nie wygrała, ale była na tyle charakterystyczna, że zainteresowało się mną kilka osób i zaczęłam istnieć w „świecie mody”, choć to może trochę za wiele powiedziane… 😉  Ciekawa historia z ów kolekcją jest taka, że zgłosiłam ją również na inny konkurs. W jury zasiadł znany projektant, który nie dopuścił mnie do kolejnego etapu. Dopuścił się natomiast wykonania kolekcji z identycznymi motywami kwiatowymi, mówiąc że „pomysł na kolekcję spadł mu z nieba”.

milita_nikonorov_2007

Wyżej wymieniona kolekcja była chętnie wypożyczana na sesje zdjęciowe, dzięki temu poznałam wielu ludzi, z którymi współpracuję do dziś. Ku mojemu zdziwieniu, kobiety chcąc mieć cokolwiek, co by z niej pochodziło, prosiły mnie choć o jeden kwiat jako broszkę. I tak powstały kolejne kolekcje, w których motyw róży często się przewijał. W różnych formach, w innych interpretacjach, czasem ukryty w draperii, czasem jako kaskada kwiatów w formie broszek na sukience. I uwierzcie mi, był moment, w którym dosłownie płakałam od nadmiaru zamówień na kwiaty, chciałam je wycofać i o nich zapomnieć. Ale z drugiej strony, one stały się charakterystycznym i spójnym motywem mojej twórczości, dały mi mnóstwo pracy – bo zlecenia sypały się w nieskończoność. I tu chyba mogę śmiało powiedzieć, że tak jak babcia pomagała mi za życia, tak również pomogła mi po śmierci.

Na portalach plotkarskich zawrzało, kiedy Ola Kwaśniewska założyła komplet broszek ode mnie AŻ trzy razy (!). Podpisano to zajście, że tak je lubi, że nie może się z nimi rozstać. Na wszelki wypadek wysłałam jej komplet innych… 😉

olakwasniewska_militanikonorov

 PIERWSZY WŁASNY BUTIK Z ATELIER (drugi w dotychczasowej karierze)

Przełom 2007/2008 to ważne wydarzenie w moim życiu zawodowym. Pierwszy własny butik z pracownią na piętrze. Zanim na dobre się wprowadziłam, klientki już zaglądały i kupowały moje projekty. Pocztą pantoflową rozniosło się, że u mnie powstają unikalne suknie, sukienki. Szczerze – nigdy nie zrobiłam oficjalnego otwarcia ani wielkiej reklamy a  pracowałam od rana do nocy. Wróżka, od której wynajmowałam pomieszczenie powiedziała mi, że i tak wyjadę, że nie wie po co mi to wszystko. Ludzie wokół przepowiadali moje bankructwo i chyba nawet na nie czekali… A ja w najlepszym momencie dla butiku, do którego drzwi się nie zamykały, zamknęłam go. Poznałam mojego przyszłego męża, wyjechałam do Łodzi. Prawie wszystkie klientki towarzyszą mi do dziś. Jedna z żalu, że wyjeżdżam, wykupiła ode mnie wszystkie meble, aby mieć je na pamiątkę.

Butik z pracownią w Szczecinie:

A ja znów zaczęłam od zera. Drugi raz. Razem z Dominikiem urządziłam nową pracownię, znów w domu, w dziewięciometrowym pokoju. O przyjmowaniu klientek nie było mowy. Aby znów stanąć na nogi postanowiliśmy bardziej skupić się na sprzedaży internetowej. Dominik, który (niestety) odłożył karierę muzyczną na później, postanowił mi pomóc w wypromowaniu marki w sieci. Ja natomiast starałam się stworzyć ubrania, które będą na tyle proste, aby ich zakup na odległość nie sprawiał nikomu kłopotu. Powstało wtedy wiele modeli, które są w mojej ofercie do dziś, bo dziewczyny nadal chcą je nosić. Aby dotrzeć do tego miejsca, w którym teraz jest STUDIO NIKONOROV minęły cztery lata. Przenosiliśmy się cztery razy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Obok pracowni mieści się mały showroom ze studiem foto i video. A Dominik może sobie spokojnie tworzyć muzykę kiedy za ścianą tworzą się nowe kolekcje 🙂

Aktualna pracownia w Łodzi:

Jeden z współpracujących ze mną butików, Jolli – Sky Tower, Wrocław

jolli_milita_nikonorov

 

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11

Po trzech latach od Warsaw Fashion Street i skupieniu się na produkcji i sprzedaży w internecie znów pojawiłam się u Doroty Wróblewskiej 🙂 Z kolekcją inspirowaną filmem „Finding Neverland”. Znów ręcznie zdobioną, misternie drapowaną z lekkich tkanin jedwabnych.

Kolekcja w obiektywie Magdy Lipiejko:

Kolekcja w obiektywie innych fotografów:

 

I na koniec perełka. Marta Sędzicka, finalista Top Model w Paryżu na sesji z moją suknią kilka lat temu 🙂

Milita Nikonorov

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11 READY-TO-WEAR:

 

 

 KWIATÓW CIĄG DALSZY; kolekcja koktajlowo-wieczorowa JESIEŃ/ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

„B(L)ACK TO THE FUTURE”, pokaz w Dusseldorfie:

 

PONADCZASOWE SUKIENKI, pret-a-porter JESIEŃ ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

 

„THE SECRET GARDEN” – SUKNIE ŚLUBNE, WIECZOROWE I KOKTAJLOWE 2013

WIOSNA-LATO 2013

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2013, transmisja na żywo TV4

 

 „SMOKEY EYES” JESIEŃ/ZIMA 2013/14

„PROJECT RUNWAY”

Przygoda z telewizją, z której relacja na moim blogu skończyła się na odcinku czwartym  a w której miałam przyjemność uczestniczyć odcinków dziesięć. Opuściłam program na chwilę przed finałem. Nie żałuję. Czasem lepiej dobrze odpaść, by potem lepiej wypaść (ktoś tak kiedyś powiedział 😉 ).

 „KALEIDOSCOPE” WIOSNA-LATO 2014

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2014, transmisja na żywo: TV4:

milita_nikonorov_misspolski14

 

„ECLIPSE” JESIEŃ/ZIMA 2014/15:

MISS SUPRANATIONAL 2014, transmisja na żywo POLSAT:

 

 

PUBLIKACJE:

Po więcej zapraszam TU

I co dalej?

Prywatnie jestem bardzo szczęśliwą i spełnioną osobą, mam cudowną rodzinę, męża i przyjaciół, którzy od zawsze mnie wspierali. Zawodowo nigdy nie stawiam sobie noworocznych postanowień, po prostu robię kolejną kolekcję i wszystko dzieje się samo… Był taki czas, że chciałam za wiele, za szybko – i nic nie mogłam osiągnąć. Wtedy wpadła mi w ręce książka Doroty Kościukiewicz-Markowskiej „Bez Wysyłku”. Artystka, z którą miałam przyjemność pracować, opisała w niej swoje prawdziwe przeżycia i uprzedziła, że książka zmienia życie. Faktycznie tak jest. Polecam tym, którzy są zbytnio zafiksowani na swojej karierze. Kto czasem zagląda na mojego bloga lub zna mnie osobiście wie, że nie dla mnie są ścianki na event’ach, brylowanie na bankietach. Siedzę przy maszynach po naście godzin dziennie i to sprawia mi największą satysfakcję. Do swojej pracy podchodzę w bardzo kobiecy i szczery sposób. Oprócz jednej pary jeansów nie mam w szafie nic, co nie jest opatrzone metką „NIKONOROV”. Każdą rzecz, tkaninę, wykończenie testuję sama na pół roku przed wejściem do nowej kolekcji. Na modelce wszystko wygląda idealnie, ja chcę aby moje ubrania były również wygodne i trwałe dla normalnych kobiet, takich jak ja, Ty. Dla mnie największym luksusem jest wygoda, luz, swoboda i styl w każdej sytuacji ale mój dzień to krojenie, upinanie, praca przy maszynach a w międzyczasie spotkania z klientkami, kontrahentami, dostawcami. Nie mam czasu na przebieranie. Sukienka musi to udźwignąć. Chciałabym dać innym wiarę w siebie. Pokazać, że dobry wygląd to nie jest kwestia rozmiaru lecz dobrze dobranego fasonu. Czasem lepiej posiadać jedną idealną sukienkę od projektanta niż dziesięć nic nie wartych z sieciówki. Oprócz tego, nie trzeba wiele oprócz wiary, pokory i wytrwałości by spełniać swoje marzenia. Drugą COCO CHANEL nie będę. Ale pierwszą MILITĄ NIKONOROV tak! 🙂 To mój cel.

Na koniec.

Dla jednych to, co zrobiłam w przeciągu tych dziesięciu czy nawet dwunastu lat to wiele; inni uważają, że mało. Jedni i drudzy mają rację. Są projektanci, którzy świętują swoją rocznicę hucznie i bardzo medialnie lecz oni bardzo często od samego początku mają ogromne wsparcie finansowe od znaczących sponsorów. Ja nigdy takiego nie miałam, startowałam od zera absolutnego, od kilku metrów materiału na stole. To pozwoliło mi powoli budować swoją markę, bez ciśnienia i parcia. Może dzięki temu uda mi się pozostać w branży na dłużej i nie zniknąć po kilku sezonach. Dziękuję tym, którzy się do tego przyczynili: mężowi, rodzicom, dziadkom, bratu, przyjaciołom, wszystkim tym, których spotkałam na swojej zawodowej drodze… Chciałabym Was tu wszystkich wymienić, ale to nie ma sensu, bo nie starczyłoby mi nocy a Wy i tak wiecie, że jestem Wam wdzięczna 🙂

Milita

 

PS. W związku z licznymi pytaniami, odpowiadam: JESTEM RODOWITĄ POLKĄ. Mój mąż również jest Polakiem z krwi i kości. Amen 🙂

Świąteczna sesja dla Jute Magazine

 

Święta, Święta i po Świętach… Niestety… Od dziecka uwielbiam ten czas, co roku mniej więcej od października gromadzę prezenty dla bliskich. Sprawia mi to ogromną radość, zawsze staram się wszystko zrobić sama. Rok temu męczyłam się z pralinkami o różnych smakach i nadzieniach, nad którymi spędziłam cały dzień; każdy dostał po cztery do prezentu i zniknęły w dwie minuty 😉 Ale polecam, poszukajcie przepisu w internecie, jeśli będziecie potrzebować podarunku od serca 🙂

Dla przypomnienia tego magicznego czasu, załączam sesję, jaka pojawiła się w grudniowym Jute Magazine. Zdjęcia powstały w Łodzi i wzięły w niej udział również moje sukienki z najnowszej kolekcji oraz ponadczasowa, czerwona „Cristina”.

Link do magazynu: http://www.jutefashionmagazine.com/magazine/volume-xvi-2/

Photo: Adam Słowikowski
Production & styling: Marta Małyska
Models: Patrycja / Magnifique Mgmt; Zuza / ECManagement
MUA: Magdalena Giszterowicz
Hair: Katarzyna Klepczarek / Salon Wojciechowski
Stylist assistant: Paulina Lukasiewicz
Photo assistants: Patrycja, Dominik, Wiktor

 

W sesji udział wzięły:

Ponadczasowa, wysmuklająca sylwetkę wieczorowa suknia, która nosi imię mojej mamy – Cristina (na sesji w wersji czerwonej):

suknia_milita_nikonorovWieczorowa suknia z bardzo głębokim dekoltem i udrapowaniem w talii:

wieczorowa_sukienka_dekolt_milita_nikonorovWieczorowa spódnica:

wieczorowa_spódnica_milita_nikonorovKoktajlowa sukienka:

koktajowa_sukienka_milita_nikonorov

Miss Supranational 2014

Tak. Dużo pracuję. Kiedy Wy oglądacie na mojej stronie aktualną kolekcję, ja już mam gotową na przyszły sezon i projektuję kolejną. Nadzoruję produkcję i sama w niej uczestniczę, generalnie pracuję w swojej firmie na każdym stanowisku. I będę tak pracować, nawet kiedy zatrudniać będę niezliczoną ilość osób. Bo lubię 🙂 Czasem przepłacam zdrowiem, jak tym razem – szybko musiałam dokończyć suknie i wysłać je na wybory Miss Supranational. Każdy egzemplarz mierzyłam osobiście podczas jego powstawania i przy ostatnim kręgosłup nie wytrzymał… Dominik zdążył mnie przebrać w normalną sukienkę, w przeciwnym razie panowie ratownicy z pogotowia zastaliby mnie na podłodze w białej sukni wieczorowej – śmiali się nawet na myśl o tym 😉

Wracając do tematu. Miss Supranational – czyli najpiękniejsze kobiety z całego świata w ostatniej odsłonie, podczas prezentacji finałowej dziesiątki miały zaprezentować się w moich sukniach. Białych. Zauważyłam, i nie tylko ja, że podczas wyborów dziewczyny noszą często suknie pozbawione smaku, z mnóstwem wycięć na każdy element ciała (boczki, biust, plecy i dodatkowo rozporek), zdobionych koronkami i wysadzane dżetami. Często nie mają wyboru, bo takie dostają od sponsorów. Postanowiłam trochę to zmienić. Dziewczyny dostały ode mnie klasyczne, proste suknie, które niczym nie przyćmiewały ich urody a w subtelny sposób ją podkreślały. Pokaz odbył się na żywo, emitowany był na ponad siedemdziesiąt krajów świata! To dopiero jest dla mnie piękne przeżycie (mama się popłakała z wzruszenia – sorry mamcia, musiałam to napisać 😉 ). Niestety dziewczyny miały mało czasu na przebranie i uzupełnienie stylizacji, więc zabrakło kwiatowych kolii i pierścionków, jakie specjalnie dla nich powstały w mojej pracowni.

Werdyktem jury Miss Supranational została kandydatka z Indii; I VIce-Miss: Tajlandia; II Vice-Miss: Gabon; III Vice-Miss: USA; IV Vice-Miss: Polska. Uważam, że nasza kandydatka, Kasia Krzeszowska zasłużyła na wyższe miejsce, ale i tak cieszę się, że została doceniona. Asha Bhat w pełni zasługiwała na zwycięstwo – zwróćcie uwagę na jej naturalność oraz urodę. Zresztą. Każda z ponad siedemdziesięciu kandydatek prezentowała kanon piękna, który obowiązuje w ich kraju. Trudno zatem ocenić, która jest najpiękniejsza, bo to nie jest wymierne. Gratuluję wszystkim Miss i życzę powodzenia!

Milita

 

Fot: Milton Mieloch, Tomasz Mosionek / Miss Supranational

 

21.06.14 Przygotowania do Gali Półfinałowej Miss Polski 2014

Prosto z Zalipia witamy Kozienice! Jesteśmy tu z okazji przymiarek kolekcji „Kaleidoscope”, którą podczas Gali Półfinałowej zaprezentują Kandydatki do tytułu Miss Polski 2014. Tym razem przyjechałam na zaproszenie organizatorów i stylistki Kasi Cygańskiej, aby pomóc w jak najlepszym dopasowaniu kreacji do sylwetek.

Praca z Miss różni się od pracy z modelką podczas pokazu czy sesji zdjęciowej. Przede wszystkim tym, że modelka wykonuje swoją pracę, przedstawia wizję projektanta, nie grymasi, całkowicie podporządkowuje się stylizacji i za każdym razem odgrywa inną rolę (mowa o profesjonalnej modelce). Miss natomiast bierze udział w konkursie, każda chciałaby wyglądać jak najkorzystniej, chce podkreślić swoje atuty. I tu czasem pojawia się problem. Bo niektóre Panny chciałyby pokazać i biusty, i nogi, i plecy, i…. A podstawa dobrego smaku jest taka, aby pokazać albo jedno albo drugie lub trzecie. Nigdy nie wszystko naraz. Podwijanie spódnic dostrzegłam i tym razem, zabrałam je zatem z powrotem do pracowni, aby wymienić je na sukienki maxi oraz midi. Starałam się pokazać dziewczynom, że długa suknia w połączeniu z odpowiednimi szpilkami może dodać kilku centymetrów wzrostu, i wyrównać różnicę z dużo wyższą konkurentką. Odkryte nogi pokazują jak wysoka jest platforma i obcas – od razu widać w czym tkwi 1,80 wzrostu 😉

Do Łodzi wracam zadowolona – na przymiarkach przywitało mnie tu kilkadziesiąt przepięknych dziewczyn, mam swoje faworytki już po pierwszym spotkaniu. Nie biorę pod uwagę tylko urody i sylwetki, ale i zwracam uwagę na inteligencję, styl i komunikatywność. Bo to czyni Miss piękną i to ona będzie potem reprezentować nas-Polki na konkursie międzynarodowym. A dlaczego tak zwracam na to uwagę? Bo tym razem i ja będę oceniała jako juror kandydatki podczas Gali Półfinałowej. Do zobaczenia!

 

fot. Dorota Tyszka

19-21.06.14 W poszukiwaniu inspiracji…

„Nawet kiedy wydaje się, że nic nie robię – szukam inspiracji ” Wernher von Braun. 

Wolny wieczór, weekend, wakacje, sen – choć niby odpoczywam, to nawet podświadomie przetwarzam informacje, obrazy, zdarzenia, które później stają się inspiracją do powstania nowej kolekcji. Pisałam Wam już o wielu z nich. Niektóre zaczerpnęłam z filmu, podróży, inne dostarczyły mi sylwetki ciekawych postaci. Te, które zapadły Wam w pamięci najdłużej – najczęściej mi się przyśniły. A tym razem? Chciałabym wgłębić się w coś, co miałam w zasięgu od zawsze. Przeniosę się zatem w przeszłość, przypomnę sobie opowieść mojego dziadka Gustawa, który nieraz wspominał ekscentyczną i ciekawą ciotkę – Felicję Curyło, malarkę ludową z Zalipia, która wsławiła się wieloma zasługami dla wsi oraz rozpowszechniła zwyczaj malowania kwiatów… dosłownie na wszystkim. Swoją drogą dziadek zawsze powtarzał, że mój talent do malowania oraz kwiatowe zamiłowanie powinno mnie kiedyś tam zaprowadzić, bo mogę się od Zalipianek wiele nauczyć.

W moją podróż zabieram męża, który równie jak ja jest zaciekawiony rodzinną historią. Jedziemy do Zalipia, pięknej malowniczej wsi, którą już od wielu lat marzyłam zobaczyć. Porozmawiam z mieszkańcami, poznam ich w najlepszym momencie jaki można sobie wyobrazić – podczas przygotowań do konkursu „Malowana Chata”, który rokrocznie odbywa się w Zalipiu.

O wsi, jak i o konkursie wiele znajdziecie w internecie, książkach oraz innych mediach, nie będę się nad tym rozwodzić, przynajmniej nie tym razem. Chciałabym zwrócić uwagę na atmosferę oraz ludzi. Moje pierwsze chwile z mieszkańcami – zarówno moją rodziną, którą dopiero poznałam jak i zupełnie obcymi osobami okazały się niesamowite. Czułam jakbym wszystkich znała od zawsze, choć właśnie wyszłam z samochodu. Ciocia Janka od razu zabrała mnie do kościoła oraz do Zagrody Państwa Misiów, bo uznała, że zapewne ta spodoba mi się najbardziej. I miała rację! Oprócz niesamowitych kwiatowych malunków na wszystkim, co mnie otaczało, poznałam cudowną rodzinę, która maluje od pokoleń. Za serce ujęła mnie Gabrysia – najmłodsza dziewczynka, która z dumą pokazała mi swój krakowski strój a kolejnego dnia upiekła… pyszne ciasto w kształcie motyla! Generalnie podobała mi się postawa dzieci, które są dumne ze swojej wsi, uczą się malować, chętnie przebierają się w stroje ludowe i opowiadają o historii tego miejsca. Z podniesioną głową, ciesząc się tym, gdzie mieszkają. Bo kolejna mała dziewczynka – Ola, córka kuzynki mojego taty, oprowadziła mnie po Domu Malarek opowiadając jednocześnie o tym, co zwiedzamy. Swój strój krakowski również mi pokazała. Pięknie! Nie mogła lepiej trafić. Nie dość, że inspiracja pochodzi jakby nie było z rodzinnych stron (nie jestem Rosjanką, jak sądzić można po moim wschodnio-brzmiącym nazwisku; mój mąż również jest rodowitym Polakiem- tak na przyszłość 😉 ), to jeszcze pomagają mi ludzie, którzy są przepełnieni wartościami, o które dziś nie jest łatwo. Czuję, że będą za mną stali i będą dla mnie wsparciem 🙂

Z trasy:

milita_nikonorov_1milita_dominik_nikonorov

Zagroda rodziny Misiów, fot. Dominik Nikonorov:

milita_nikonorov_zalipie2_web (2) milita_nikonorov_zalipie3-copy2

Zobaczcie sami jak wygląda Zalipie i moja wizyta:

Ja żegnam się z malowniczym Zalipiem i jadę na przymiarki Miss Polski 2014 🙂