Jak stylizować beżowe i czarne ubrania

Beż i czerń to niekwestionowana klasyka w damskiej garderobie. Ale czy potrafimy sobie poradzić z doborem odpowiedniego odcienia beżu? Czy w ogóle beże i czernie pasują do mojego typu kolorystycznego? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym wpisie.

Co ciekawe, beż i ecu dwa wieki temu określały ten sam kolor. Był to kolor surowego, niefarbowanego, naturalnego surowca, takiego jak len, czy jedwab na tkaniny. Na szczęście, później kolor ecru określał dużo jaśniejszy odcień, ale co z beżem? Z beżem już nie jest tak łatwo, bo rozpiętość gamy tego koloru jest dość szeroka, a co za tym idzie, dość łatwo o popełnienie błędu.

W paletach które zaprezentowałam w filmie (poniżej wpisu) możecie zobaczyć jakie odcienie przyporządkowują koloryści do danego typu kolorystycznego. I tutaj rodzi się kolejne pytanie. Czy jeśli w mojej palecie nie ma czerni czy beżu, to czy mam z niego całkowicie zrezygnować? Moim zdaniem, absolutnie NIE. Jest mnóstwo sposobów na to, aby kolor z poza naszej palety wkomponować w naszą stylizację. Oczywiście jeśli nie mamy do siebie zaufanie w tej kwestii, możemy skorzystać z usług stylisty lub kolorysty albo polegać na paletach. Natomiast jeśli czujemy, że potrafimy dostrzec czy dane kolory, czy stylizacja są dla nas dobre i lubimy eksperymentować, to do naszych narzędzi będą należały: dodatki, różnego rodzaju apaszki, szale, biżuteria, naszyjniki dzianinowe, czyli wszystko co znajduje się blisko twarzy, która jako najbardziej odsłonięta część naszego ciała określa nasz typ kolorystyczny. Dodatkowo wiele można w tej kwestii zmienić odpowiednim makijażem (to temat rzeka, więc nie będę teraz tego omawiała). Inną sprawą jest to, że jeśli w naszej palecie nie znajduje się np. czerń to nie znaczy, że nie możemy założyć czarnych spodni, które w żaden sposób nie korespondują odsłoniętą częścią naszego ciała. Moim zdaniem nie ma złych kolorów, tylko złe stylizacje. Przykładem może być sukienka w kolorze, którego nie ma w naszej lub siostrzanej palecie założona sauté, gdzie dysonans widać ewidentnie.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na zjawisko relatywizmu, które jest bardzo istotnym narzędziem w stylizacjach, projektowaniu i wielu dziedzinach życia. Wracając do kolorów chodzi o to, że dzięki temu zjawisku możemy rozjaśnić to, co potrzebuje rozjaśnienia lub przyciemnić to, co potrzebuje przyciemnienia. Możemy ocieplić lub ochłodzić, zwiększyć lub zmniejszyć kontrasty.

Na tej grafice chciałam pokazać jak złudzenie optyczne pokazuje środkowy pasek jako jaśniejszy na dole, a ciemniejszy u góry. W rzeczywistości jest on jednolity na całej długości ale gradient bocznych pasków pozwala „oszukać” oko. Sprawdźcie to, zasłaniając boczne prostokąty.

Na kolejnej grafice chciałam pokazać relatywizm w kolorach. Po dwóch stronach mamy takie same, czerwone prostokąty. Z lewej strony zestawiony z ciepłym turkusem, przy którym czerwień wydaje się chłodniejsza, natomiast zestawiając z chłodnym odcieniem fuksji, staje się cieplejsza.

Zapraszam do obejrzenia filmu w którym omawiam temat na przykładzie sukienki, spodni, apaszek i płaszcza.

 

Suknie ślubne – białe czy kolorowe?

Czy suknie ślubne muszą być białe?

Spiesząc z odpowiedzią stwierdzam: Nie, nie muszą 🙂 A czy mogą? Owszem 🙂

Takie liberalne podejście do tematu sukien ślubnych ukształtowało się we mnie po tym, jak poznałam trochę historię trendu bieli w modzie ślubnej. W dzisiejszych czasach i naszej kulturze najczęściej spotykanym argumentem na obecność tego koloru jest to, że symbolizuje on czystość, niewinność ale także jest symbolem nowego początku. I jest to z pewnością dobry argument.

Co do historycznej symboliki bieli, to już nie jest tak łatwo. Źródła podają skrajnie różne informacje, mimo, że opisują zbliżone miejsce, kulturę i czas. Zatem mogę jedynie polegać na faktach. A są one takie, że zanim suknia ślubna stała się biała, to jej poprzednie wcielenia miały różne kolory, a czynnikiem który o tym decydował był pragmatyzm

Jednak jako profesjonalistka, nie mogę postrzegać tego tematu przez jeden pryzmat. Ludzie różnią się od siebie, poglądami, religiami i kształtują ich różne przeżycia i jeśli przychodzi do mnie klientka, która mówi, że nie może mieć białej sukni, ponieważ biel kojarzy jej się źle (a uwierzcie, że spotkałam się z tym nie raz), to muszę jej coś zaproponować…. tzn. nie muszę ale chętnie to robię. Ponieważ uwielbiam kolory i wszystko co się z nimi wiąże.

Jako, że projektuję suknie ślubne od wielu lat mogę powiedzieć, że ubrałam wiele panien młodych w suknie o przeróżnych barwach. Jak pewnie wiecie, w swojej pracy głównie stawiam na to, aby moje klientki wyglądały jak najlepiej ale równie istotnym czynnikiem jest to, aby wyglądały stosownie. Dlatego przed realizacją zamówienia (szczególnie jeśli jest to coś niestandardowego) staram się dopytać, w jakim klimacie jest ślub etc.

Jeśli zaciekawił Was temat to zapraszam do obejrzenia filmu, w którym popoiadam jak biel przebojem weszła to świata mody ślubnej.

Tu poczytacie więcej o historii sukien ślubnych i bieli https://nikonorov.pl/2015/06/16/dlaczego-suknia-slubna-jest-biala/

Spódnice i sukienki maxi, midi, mini – dla kogo i na jaką okazję?

Mini, midi, maxi – czyli mało, średnio i dużo materiału zakrywające naszą dolną część ciała 😉 Oprócz tego, że nie w każdej długości, każdej sylwetce jest dobrze, to jeszcze nie każde okoliczności są wskazane, aby je nosić, nawet gdy mamy sylwetkę Cindy Crawford. Jak sobie  poradzić z odpowiednim doborem długości spódnicy czy sukienki, aby zyskała na tym nasza figura i żeby nie popełnić faux paux?

O ile każda z Was wie, co oznaczają pojęcia „mini, midi, maxi” o tyle czasem gubicie się, którą długość wybrać dla siebie, czasem zbyt kurczowo trzymacie się tej, którą uważacie za najodpowiedniejszą, a dodatkowe wybranie konkretnej z nich na daną okoliczność spędza Wam sen z powiek. Skąd to wiem? Z wielu lat pracy z Wami. Z pytań, jakie mi zadajecie. I choć mogłoby się wydawać, że wszystko to jest takie oczywiste, nie zawsze takie jest.

O tym, że w wielu okolicznościach dana długość jest nie na miejscu wie doskonale każda kobieta. Każda z nas ma jakiś określony „dress code”, czyli kod ubioru w zależności, gdzie pracuje, ale również inne okoliczności mogą determinować, jak powinnyśmy się ubrać.

Sukienki maxi są z nami od niepamiętnych czasów, wszystkie je znamy z historii. Mówi się, że jest to nieodpowiednia długość dla osób niskich. Ja się z tym nie zgadzam – dobrze dobrany fason spódnicy czy sukienki sięgającej ziemi plus chociaż niewielki obcas dodają kilka centymetrów wzrostu. Długość ta ostatnimi czasy stała się ulubienicą kobiet, co wiem z własnego doświadczenia i ilości sprzedanych egzemplarzy. Polubiłyście je zarówno na dzień, jak i na wielkie wyjścia. Ale czy są okazje na które jest ona nie tylko wyborem, ale i koniecznością? Otóż tak. Jeśli zdarzy Wam się otrzymać zaproszenie z adnotacją „white tie” – suknia, nazywana „balową” będzie wskazana. Może być to bal charytatywny, wesele lub inna uroczystość, której organizator poinformuje Was o tym,że takie stroje są obowiązkowe. Oczywiście wiem, że zdarzą się takie „strojnisie”, które to zignorują, jednakże nie będzie to w dobrym stylu. „Black tie” pozwala na noszenie krótszych długości (lub maxi) – to również może być wesele, uroczysta gala, wyjście do opery itp.

Coco Chanel jako jedna z pierwszych znudziła się długością maxi. Chciała ona czerpać z życia pełnymi garściami a w sukniach, jakie wówczas nosiły kobiety, nie dało się jeździć konno (lub można było nabawić się kontuzji siedząc bokiem) – dlatego zaczęła nosić spodnie a paniom, które poruszały się automobilami 😉 i generalnie prowadziły coraz aktywniejsze życie zawodowe, proponowała długość spódnic za kolano. Na tamte czasy był to nie lada wyczyn, ale nawet i Coco Chanel można było zdegustować. Stało się to w larach 60-tych XX wieku, kiedy pojawiła się długość mini. Chanel uważała ją za odrażającą 😉 Młode dziewczyny natomiast bardzo tej długości potrzebowały, chciały odróżnić się od swoich matek, dlatego projekty Andre Courrage i Mary Quant były dla nich wymarzonymi.

Niektóre z nas muszą się trzymać ściśle określonych reguł i wytycznych, nierzadko nosząc ubrania narzucone odgórnie przez daną korporację (np. uniformy w banku). Przyjęło się, że najodpowiedniejszą długością jest taka do połowy kolana lub plus minus pięć centymetrów. Ja mam to szczęście, że pracuję w wolnym zawodzie, prowadzę swoją firmę i sama sobie narzucam co nosić, bo przyznam szczerze, że moja sylwetka takiej długości nie lubi. Jeśli muszę wyglądać bardzo elegancko, to owszem, wyglądam i wybieram długość za kolano i fason ołówkowy. Jeśli mogę wyglądać jak chcę – noszę mini. Kiedy mogę wyglądać jak chcę, plus wieczorowo – wybiorę maxi. Pamiętajcie o tym, że cięcia poziome (pionowe zresztą też) powodują, że dane miejsce jest najbardziej podkreślone i zauważalne. Jeśli długość spódnicy kończy się w miejscu, które jest najmniej korzystnym w Twojej sylwetce i/lub zasłoni to, które jest Twoim mocnym punktem – będziesz wyglądała na tęższą. Przykładem może być długość do połowy łydki, kiedy łydki masz najmniej zgrabne lub suknia do ziemi, kiedy Twoja górna część ciała jest w większym rozmiarze niż dolna i zasłonisz sobie zgrabne nogi Claudii Schiffer. U mnie tragicznie wyglądają cięcia w okolicach kolan, łydek – bo ćwiczę, biegam i podkreślenie mięśni w tych miejscach sprawia, że wyglądam jak klocek 😉

Odnoście mini chciałam powiedzieć Wam, że nie zrażajcie się do tej długości, bo uważacie swoje nogi za niezgrabne, metrykę za nieodpowiednią lub kiedy nosicie większy rozmiar niż byście chciały. O ile nie jest to dopasowana mini-sukienka z cienkiego jersey’u z wiskozy z lycrą, może przynieść Wam więcej korzyści niż Wam się wydaje. Ale jak to? A właśnie tak – może ona sprawić, że będziecie wyglądały na szczuplejsze, bo noszona ze spodniami zasłoni biodra, brzuszek, boczki i uda – to, co bardzo często chcecie zamaskować a podkreślacie bluzkami. Pomyśl, ile zyska Twoja sylwetka jeśli zamiast żakietu kończącego się w połowie bioder (cięcie podkreśla to miejsce) założysz sukienkę żakietową. Ile lekkości zyskasz asymetryczną sukienką, która bardzo odsłania nogę – ale nogę ubraną w skórzane spodnie. Ile kilogramów stracisz w pięć minut – zakładając poluzowaną mini czy tunikę z ulubionymi dżinsami lub eleganckimi cygaretkami. W tym przypadku miniówka jak dobra przyjaciółka ukryje przed światem to, czego pokazywać nie lubisz. W niektórych przypadkach da Ci więcej korzyści niż spódnica maxi.

Reasumując zachęcam Was, jak zawsze, do eksperymentowania, do słuchania głosu serca (czasem rozumu), wyłamywania się spośród aktualnych trendów, do tworzenia własnego stylu. Pamiętajcie jedynie o tym, że oprócz osobistych upodobań, czasem trzeba wykazać się jeszcze szacunkiem do drugiej osoby – czy to będzie klient, panna młoda czy głowa państwa. Wtedy do swoich preferencji trzeba dodatkowo odnaleźć odpowiednią długość spódnicy (i czasem też głębokość dekoltu). Radzę też nie popadać w skrajności i dać sobie luz na wakacjach, na plaży i czasem odsłonić nogę, choć jedną 😉

Wiem, że niektóre z Was mają kłopot ze znalezieniem w swojej sylwetce atutów i tzw. najlepszych miejsc, które warto podkreślić. Niektóre z Was nie mogą znaleźć też ubrań, które pozwolą na podkreślenie tego, co najlepsze w Waszej figurze. I tu pojawia się pole do działania dla stylisty lub projektanta z którego usług polecam skorzystać.

 

Suknie ślubne

Zawsze po publikacji filmów na youtube wpadają mi do głowy pomysły, które jeszcze mogłam wykorzystać w video. Jakieś dodatkowe zagadnienia, ciekawostki, czy rozwinięcia tematów.

Dzisiejszy wpis ma dotyczyć sukni ślubnych, a dokładnie nowych modeli które zaprojektowałam i których premiera w butiku odbyła się latem, wiec do rzeczy..

Co mnie zainspirowało?

Jednym słowem – życie (hahaha), a tak serio, to przy okazji spotkań z klientkami wyczułam, że ich główną potrzebą jest to, aby suknia ślubna nie była „na raz”. I w pełni to rozumiem. Biorąc pod uwagę, że droga do wyboru sukni nie zawsze jest łatwa i przyjemna, bo przecież trzeba przewalić kilkadziesiąt stron internetowych, odwiedzić kilka salonów, przymierzać,  przemyśleć, znów przymierzyć. W końcu decydujemy i przychodzimy na przynajmniej jedną przymiarkę, chowamy suknię do pokrowca i czekamy na „ten dzień”. Później kilka podniosłych chwil, sesja zdjęciowa i suknia ląduje w szafie, a my zastanawiamy się, co dalej. Wyrzucić szkoda, bo przecież sentyment nie pozwala. Oddać szkoda, bo przecież mamy z nią wspomnienia.. I tak po kilku miesiącach, czy latach dochodzimy do podobnych wniosków, że suknia tylko zabiera nam miejsce w szafie, a do niczego nam się nigdy nie przyda. Często fason też niekoniecznie nam się podoba.

Ten scenariusz znam jako żona z jedenastoletnim stażem ale jako projektantka chciałam coś zrobić z tym fantem, żeby ta wymarzona suknia miała swoje drugie życie. Już wcześniej zaprojektowałam kilka modeli, które po ślubie polecałam swoim klientkom skrócić lub przefarbować i cieszyć się swoją sukienką jeszcze długie lata. To był właśnie główny bodziec, który przyświecał mi do stworzenia mini kolekcji sukien ślubnych wielokrotnego użytku. Zależało mi na fasonach ponadczasowych, uniwersalnych, eleganckich ale też wygodnych i na różne rodzaje sylwetek. Aby w stylizacji z np. ramoneską czy adidasami stały się fajnymi sukienkami koktajlowymi czy nawet dziennymi. I przyznam Wam, że oprócz eko-trendu który nawiązuje do wielokrotnego używania, na pozór bezużytecznej rzeczy, bardzo zależało mi na pragmatyzmie i wygodzie dla panny młodej.
Zobaczcie wszystkie sylwetki na filmiku

Dodatkowym atutem są ceny. Oczywiście, suknie uszyte są z najwyższej jakości materiałów, których szukałam latami. Oczywiście, że suknie są uszyte ze szczególną starannością o najdrobniejszy szczegół. Natomiast odpadają ręcznie wykonywane i naszywane aplikacje, które znacznie podnoszą ceny sukni, gorsety, które prawidłowo zrobione wymagają wielu przymiarek, czasu zarówno klientki jak i krawcowej. Przymiarki są proste i przyjemne, a często zdarza się, że wystarczy podanie wymiarów na odległość. Przyznam, że uszyliśmy tych sukien sporo na wymiary podane via mail i póki co,  nie mieliśmy nawet poprawki.

Dodatkowymi atutami tych modeli jest to, że pozostawiają one bardzo szerokie pole do stylizacji. Dla osób kreatywnych są jak czyste płótno dla malarza. Od prostej, skromnej klasyki, przez rockowe stylizacje, boho aż po pałacowy przepych. Wszystko zależy jak tę suknię „obudujesz” i który fason wybierzesz.

Suknie ślubne dostępne są w moim butiku online lub w pracowni w Łodzi.

Jeśli chcecie posłuchać więcej o sukniach ślubnych do 1000 zł to zapraszam do obejrzenia vloga

 

 

 

Typy kolorystyczne, typy urody, analiza kolorystyczna

Muszę napisać kilka słów o pierwszej, zakończonej serii filmów. Cykl dotyczył typów kolorystycznych. Na początku napiszę dlaczego stworzyliśmy te odcinki, chociaż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może i będą mało widowiskowe, może nie będą dla wszystkich, może będzie czasem wiało nudą 🙂 No cóż.. miało być merytorycznie.. Mianowicie zależało nam na tym, aby stworzyć większą świadomość zagadnienia doboru kolorów do odpowiednich
typów kolorystycznych. Jest to szalenie istotna sprawa. Kolory można wykorzystywać na różne sposoby. Oprócz tego, że w jednych wyglądamy lepiej, a w innych gorzej, są one narzędziem,
którym możemy się posłużyć chcąc osiągnąć konkretne cele. Możemy dodawać sobie nimi wigoru, tworzyć nastrój, wtapiać w tłum lub z niego wyróżniać. Omówiliśmy wszystkie typy kolorystyczne (oczywiście w danej systematyce) abyście mogły na jego podstawie spróbować siebie „określić” i przyporządkować do sobie właściwego. Jeśli mieliście wątpliwości, to wiecie do kogo się zgłosić 🙂
Tak, jak dobry stylista powinien pomóc Wam w doborze odpowiednich fasonów, tak kolorysta bez trudu poradzi Wam jakie kolory są Wam dedykowane, a od jakich trzymać się z daleka.
Dodatkowo fachowiec nauczy Was je ze sobą zestawiać i udzieli wielu cennych wskazówek. Jako projektant mody mam styczność z klientkami o różnych typach urody i na co dzień pomagam im
w doborze kolorów, dlatego zawsze dziwiło mnie, że moi koledzy po fachu, temat doboru kolorów traktują czasem po macoszemu. Zły kolor działa równie mocno, co zły fason, zła fryzura, zły makijaż.
Oczywiście, według mnie, w żadnym temacie nie ma sytuacji bez wyjścia. I dlatego podaję w filmikach kilka rozwiązań, dzięki którym można sobie poradzić z kolorami które nie są nam dedykowane, a których mamy pełną szafę lub po prostu je lubimy.
Na koniec napiszę tylko, że cieszę się, że udało się nam zgromadzić małe kompendium wiedzy kolorystycznej. Mam nadzieję, że wyszło to rzetelnie i będzie mogło Wam nieraz posłużyć, żeby wyglądać lepiej w swoich ubraniach.

Ps. W filmikach użyłam akcesoriów do analizy firmy COLOUR AND STYLE ❤ Aneta Karpińska, która jest właścicielką firmy przeprowadza profesjonalne analizy jak również szkoli kolorystki – serdecznie ją polecam!

Analiza kolorystyczna – wstęp

Typ kolorystyczny – Wiosna

Typ kolorystyczny – Lato

Typ kolorystyczny – Jesień

Typ kolorystyczny – Zima

Okradli nas, aby okraść Was – film ku przestrodze

Dzisiejszy mój wpis będzie ku przestrodze. Dostałam link od czujnej klientki, która znalazła sklep z naszymi kolekcjami (i nie tylko naszymi) za ułamek kwoty. Nie jest to żaden z naszych partnerów i zapewniam Was, że nie dostaniecie ubrania z metką NIKONOROV. Sądzę, że nie dostaniecie nic (bo za kwotę 60zł nie da się wyprodukować naszej sukni ślubnej, nawet w Chinach) a jedynie zostaniecie okradzeni z danych swojej karty kredytowej. Zobaczcie film i pamiętajcie, oficjalny butik online NIKONOROV jest pod adresem NIKONOROV.COM. Pracujemy również z multibrandami dla projektantów, ale każda rzecz wysyłana jest od nas, z naszej pracowni (nikt nie ma na stanie naszych produktów) i raczej trudno znaleźć coś taniej niż w naszym butiku a jeśli tak, to nieznacznie. Bądźcie czujni a w razie co, pytajcie. Dziękujemy naszej klientce za nadesłany link!

W filmie więcej info:

Pomysł na prezent – naszyjnik dzianinowy

Naszyjnik dzianinowy to nasz projekt, który w butiku jest nami już kilkanaście lat i ani przez chwilę klientki nie przestały go lubić. Dlaczego? Bo jest to dodatek ponadczasowy, jest szalikiem jesienią i zimą, apaszką wiosną i latem. Jest idealny zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, niezależnie od wieku czy sylwetki. Świetnie komponuje się z sukienkami, t-shirtami, płaszczami, ramoneskami, kurtkami jeansowymi – słowem, ze wszystkim, co lubisz! Dodatkowo doda Ci blasku i rozświetli twarz, jeśli wybierzesz jeden z kolorów z Twojej gamy kolorystycznej. Ja często zakładam mój ulubiony naszyjnik amarantowy do beżowej sukienki i płaszcza, które bardzo lubię ale kolor mi nie pasuje. Wersji naszyjnika jest wiele, zarówno kolorów jak i grubości, z kwiatkami lub bez. Obejrzyj filmik do końca, zasubskrybuj nasz kanał i zobacz, jaką niespodziankę dla Ciebie przygotowaliśmy!

Poniżej kilka zdjęć z sesji zdjęciowych, magazynów. Zobaczcie sami, jaki to wszechstronny dodatek 🙂

 

Moda – oczekiwania vs rzeczywistość

Oczekiwania vs rzeczywistość – to pojęcie które przeszło do mowy potocznej jako ekwiwalent zawodu zakupowego (głównie internetowego). Czy takie rozczarowanie to wina producentów, sprzedawców czy może jednak klientów? Na to pytanie postaram się  odpowiedzieć w tym wpisie.

Zjawisko rozbieżności oczekiwań z rzeczywistością potrafi być w swoich spektakularnych odsłonach przekomiczne. Nie raz zrywałam boki oglądając czym „chwalą się” nieszczęsne klientki które chcą „zaoszczędzić” grosz na zamawiając np. suknię ślubną z kraju dalekiego wschodu. Tu stawiam sobie pierwsze pytanie. Czy produkt którego oczekuje klientka to jest ta sama rzecz którą oglądała na pięknie wyprodukowanych zdjęciach? Tu mam pewne wątpliwości. Sama doświadczyłam kradzieży zdjęć autorstwa mojego męża. Kilkadziesiąt stron internetowych z domenami zarejestrowanymi w Chinach sprzedawało z naszych zdjęć z moim projektem, z pewnością nie moje suknie. Ich cena też była tak niska, że nie byłabym w stanie z te pieniądze kupić materiału aby ją uszyć. Napomknę tylko, że praca którą trzeba włożyć w wykonanie tej sukni to zajęcie na pełne 2 tygodnie dla 2 osób. Na marginesie dodam,  że nasza prośba o zaprzestanie kradzieży naszych projektów i zdjęć spotkała się z prośbą o udowodnienie tego, że to są nasze projekty i zdjęcia. Paranoja? Dla mnie TAK. Gdyby nie fakt, że do Chin nie zwykłam latać na codzień to sprawa znalazłaby finał w sądzie. Ok. odpuszczam, bo nie o tym miał być ten post. Zaznaczam tu tylko to, że kupując coś z drugiego końca świata ciężko egzekwować oryginalność danego towaru, a zdjęcia ekspozycyjne mogą być po prostu skradzione z oryginalnych stron.

Czy klient może popełnić błąd?

Owszem. Może i ma do tego pełne prawo. Może też odesłać towar który nie spełnia jego oczekiwań. W Polsce ma na to 14 dni od daty doręczenia przesyłki. Wiadomo, że nie może być od używany, musi mieć fabrycznie przymocowane metki etc. Jednak muszę wspomnieć o błędach które popełniają klientki, które co prawda nie narażają się na jakieś mego straty, to już ich oczekiwania mogą odbiegać dość mocno od rzeczywistości. Primo. Jeśli nosisz rozmiar 36 sukienki marki X to nie odznacza, że nosisz rozm. 36 marki Y. Wynika to z odmiennej tabeli rozmiarów które stosują producenci w różnych szerokościach geograficznych. Czy jest to mało logiczne? A no nie jest. Uśredniając – inne wymiary tego samego rozmiaru będzie miała Hiszpanka, Niemka, czy Angielka. Jedna będzie miała szersze biodra, druga szerszą talię. I dlatego zawsze trzeba sprawdzić tabelę rozmiarów danego producenta czy sprzedawcy.

Secundo. Jeśli modelka wygląda w czymś dobrze, to nie znaczy, że ja też będę. Różnimy się od siebie i to jest piękne 🙂 ale nie tylko różnimy się rozmiarami ale także proporcjami. Mamy różne sylwetki. Jesteśmy klepsydrami, rożkami, kolumnami itd. i każda z nas ma fasony w których wygląda lepiej lub gorzej. Są fasony które dla niektórych sylwetek są po prostu niedopuszczalne. Niestety, znaczna większość sprzedawców  nie poinformuje Was o opisie produktu, że ten model nie jest dla Was. Nie ma się co dziwić, bo  w sumie to dziwnie czytałoby się taki opis: „Sukienka trapezowa… bla, bla, bla.. Jeśli twoja sylwetka to gruszka – ZAPOMNIJ” 🙂 Osobiście staram się sugerować w opisach produktu, że dany model jest odpowiedni dla sylwetki takiej i takiej przede wszystkim dlatego aby moje klientki uniknęły rozczarowania, a ja zwrotu 🙂 Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czasem jak się nie przymierzy konkretnego fasonu to żaden opis, zdjęcie, czy film ekspozycyjny nie odpowie nam na pytanie czy to NASZ fason. Dlatego czasem zbawienna jest możliwość zwrotu czy wymiany.

Tertio. Zaufaj sobie. Nie raz w swoich wpisach czy vlogach wspominałam Wam, że najważniejsze jest to jak Wy czujecie się w swojej stylizacji. Jeśli coś Wam pasuje to nawet jeśli całość stylizacji jest średnio udana to fakt, że Wy czujecie się w czymś dobrze sprawia, że jesteście pewniejsze siebie i tak też odbiera was otoczenie. Tu mogę podać przykład z własnego podwórka. Panna młoda, suknia ślubna, stylizacja i dodatki + MAMA. Wiem, że czasem miło jest w towarzystwie powybierać fasony na ten wyjątkowy dzień. Jednak często mam nieodparte wrażenie, że kiedy klientki zjawiają się z mamami rodzi się dziwny klimat. Mama ma swoje wyobrażenie stylizacji – córka, panna młoda swoje. I zaczyna się walka 🙂 Najgorsze, że nikt nie chce do końca odpuścić ale też nie chce być do końca bezkompromisowy. Często muszę wtedy reagować i być kimś na zasadzie sędziego, który wszystko wyjaśni i wytłumaczy co będzie lepszym rozwiązaniem. Wyobraźcie sobie, że wypadkowa dwóch pomysłów – mamy i córki gdzie każda ma inną wizję. „No suknie ładą wybrałaś ale ten żakiet co gdzieś tam wypatrzyłam będzie idealny”. Córka, żeby nie robić mamie przykrości przystaje na coś co kompletnie mija się z jej wizją. Suma sumarum dziewczyna nie czuje się do końca tak jak chciała. Traci pewność siebie, bo nie czuje się sobą.

Na koniec życzę Wam samych udanych wyborów i jak najmniej rozczarowań. Pamiętajcie, że w razie wątpliwości możecie śmiało do mnie pisać, dzwonić. Zawsze staram się pomóc moim klientkom w dobrze fasonów i kolorów. Często  zdarza mi się doradzić coś na co ktoś kto przegląda mój sklep nie wpadłby, że to będzie jego fason. Po prostu znam swoje kolekcje i każdą rzecz jaką projektuję robię pod kątem danej sylwetki czy z uwzględnieniem rozmiarów uważanych ogólnie za plus size.

Mity modowe

Temat mitów modowych którym postanowiłam zająć się podczas kręcenia kolejnego filmu na YT pojawił się wtedy, gdy zrozumiałam jak często stereotypowe podejście, oraz utarte schematy uniemożliwiają kobietom dobór właściwej dla nich stylizacji. W mojej pracowni często spotykam klientki, które jak ognia, boją się niektórych rozwiązań i argumentują to właśnie absurdalnymi stwierdzeniami, że „nie mogę założyć długiej sukni, bo jestem niska”,  że „rękaw za szeroki do moich grubych ramion” etc.

Nie obwiniam tutaj osób, które mają takie przekonanie o ich brak wiedzy na temat  doboru ubrań do typu sylwetki czy ogólnie stylizacji, ale muszę przyznać, że drażni mnie kiedy ktoś nigdy nie spróbował zadać kłam tym gusłom i nie sprawdził tego na sobie, czy pasuje mu dany kolor, czy inna długość sukienki nie będzie dla niej lepsza lub kształt dekoltu nie poprawi ogólnego wyglądu.

Wydaje mi się, że na kilku prostych przykładach jestem w stanie udowodnić, że niektóre z mitów krążących w naszej świadomości to nonsensy. Wiele razy udowadniam to u siebie w pracowni, kiedy od klientek słyszę podobne nowinki. W moim showroomie mam przygotowanych kilka fasonów, dzięki którym w ciągu chwili rozwiewam tego tupu wątpliwości. Czasem chodzi o detale w obrębie jednego fasonu.. inna głębokość dekoltu, inna długość rękawa, inny odcień danego koloru i od razu widzimy efekty. Po prostu, tym filmikiem chciałam Was zachęcić do eksperymentowania oraz uprzedzić,  że wbijanie sobie do głowy pewnych schematów może nie być dla Was korzystne. Możemy za to odświeżyć nasz wygląd w banalny sposób przełamują te schematy. Czasem wystarczy tylko wejść do przymierzalni 🙂

Przy okazji zapraszam do kontaktu ze mną, jeśli macie wątpliwości co do doboru dla siebie odpowiedniej kreacji – jestem do usług 🙂

Zatem zapraszam do obejrzenia.

Broszka Gigant

Broszka gigant – kwiatowy dodatek zarówno na co dzień, jak i na wieczór lub nawet ślub została przeze mnie zaprojektowana i stworzona… tak dawno, że nie mogę dokładnie określić jej daty. Mam ją na zdjęciach z pokazu w 2010 roku, ale już wtedy nie była ona nowością.

Doskonale wiecie, że kwiaty towarzyszą mi niemal od początku mojego istnienia, jako projektantki a co sezon pojawiają się w nowych wersjach lub jako zupełnie nowe dodatki, druki, czy nawet draperie na ubraniach.

Czasem dostaję pytania typu: „jak nosić taką ozdobę?”. Odpowiedź brzmi: tak jak lubisz! Bo potrafi ona „odczarować” zwykły t-shirt, nadać wieczorowego charakteru skromnej małej czarnej a nawet zamienić prostą suknię ślubną w taką, która spokojnie mogłaby się pojawić na pokazie haute-couture. Taka duża „plama koloru” przy twarzy dodaje twarzy blasku, jeśli oczywiście będzie ona pochodziła z Twojej palety kolorów. Tym samym, możesz „uratować” ubranie, które ma niekorzystny dla Ciebie odcień, gdyż to nie on będzie grał główną rolę. Ja sama mam tych broszek mnóstwo, dobieram je w zależności od nastroju, stylizacji, okazji. Czasem przypinam ją do torebki czy wiklinowego koszyka a na co dzień nie trzymam jej w szafie… ozdabia ona mój pokój wisząc na zasłonie, czasem przypięta do ozdobnej poduszki..

W filmie chciałam pokazać jak ja ją noszę. Stylizację pochodzą z sierpnia, więc niektóre z nich są dosyć letnie ale zobaczycie również zestawienia z sukienkami koktajlowymi, które są uniwersalne na każdą porę roku. Planuję również nagrać film o tym, jak takie dodatki wystylizować na okoliczność ślubną – jeśli któraś z Was jest tym tematem zainteresowana serdecznie zapraszam do subskrypcji mojego kanału, niedługo będzie można go obejrzeć.

A oto broszka gigant na zdjęciach archiwalnych (i jednym aktualnym):