Jak stylizować beżowe i czarne ubrania

Beż i czerń to niekwestionowana klasyka w damskiej garderobie. Ale czy potrafimy sobie poradzić z doborem odpowiedniego odcienia beżu? Czy w ogóle beże i czernie pasują do mojego typu kolorystycznego? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym wpisie.

Co ciekawe, beż i ecu dwa wieki temu określały ten sam kolor. Był to kolor surowego, niefarbowanego, naturalnego surowca, takiego jak len, czy jedwab na tkaniny. Na szczęście, później kolor ecru określał dużo jaśniejszy odcień, ale co z beżem? Z beżem już nie jest tak łatwo, bo rozpiętość gamy tego koloru jest dość szeroka, a co za tym idzie, dość łatwo o popełnienie błędu.

W paletach które zaprezentowałam w filmie (poniżej wpisu) możecie zobaczyć jakie odcienie przyporządkowują koloryści do danego typu kolorystycznego. I tutaj rodzi się kolejne pytanie. Czy jeśli w mojej palecie nie ma czerni czy beżu, to czy mam z niego całkowicie zrezygnować? Moim zdaniem, absolutnie NIE. Jest mnóstwo sposobów na to, aby kolor z poza naszej palety wkomponować w naszą stylizację. Oczywiście jeśli nie mamy do siebie zaufanie w tej kwestii, możemy skorzystać z usług stylisty lub kolorysty albo polegać na paletach. Natomiast jeśli czujemy, że potrafimy dostrzec czy dane kolory, czy stylizacja są dla nas dobre i lubimy eksperymentować, to do naszych narzędzi będą należały: dodatki, różnego rodzaju apaszki, szale, biżuteria, naszyjniki dzianinowe, czyli wszystko co znajduje się blisko twarzy, która jako najbardziej odsłonięta część naszego ciała określa nasz typ kolorystyczny. Dodatkowo wiele można w tej kwestii zmienić odpowiednim makijażem (to temat rzeka, więc nie będę teraz tego omawiała). Inną sprawą jest to, że jeśli w naszej palecie nie znajduje się np. czerń to nie znaczy, że nie możemy założyć czarnych spodni, które w żaden sposób nie korespondują odsłoniętą częścią naszego ciała. Moim zdaniem nie ma złych kolorów, tylko złe stylizacje. Przykładem może być sukienka w kolorze, którego nie ma w naszej lub siostrzanej palecie założona sauté, gdzie dysonans widać ewidentnie.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na zjawisko relatywizmu, które jest bardzo istotnym narzędziem w stylizacjach, projektowaniu i wielu dziedzinach życia. Wracając do kolorów chodzi o to, że dzięki temu zjawisku możemy rozjaśnić to, co potrzebuje rozjaśnienia lub przyciemnić to, co potrzebuje przyciemnienia. Możemy ocieplić lub ochłodzić, zwiększyć lub zmniejszyć kontrasty.

Na tej grafice chciałam pokazać jak złudzenie optyczne pokazuje środkowy pasek jako jaśniejszy na dole, a ciemniejszy u góry. W rzeczywistości jest on jednolity na całej długości ale gradient bocznych pasków pozwala „oszukać” oko. Sprawdźcie to, zasłaniając boczne prostokąty.

Na kolejnej grafice chciałam pokazać relatywizm w kolorach. Po dwóch stronach mamy takie same, czerwone prostokąty. Z lewej strony zestawiony z ciepłym turkusem, przy którym czerwień wydaje się chłodniejsza, natomiast zestawiając z chłodnym odcieniem fuksji, staje się cieplejsza.

Zapraszam do obejrzenia filmu w którym omawiam temat na przykładzie sukienki, spodni, apaszek i płaszcza.

 

Sukienki z głębokim dekoltem i sukienki mini

Zachęcam do przeczytania tekstu poniżej ale jeśli Wam się nie chce, to możecie obejrzeć filmik na dole wpisu 😉

Z braku czasu nie zdążyłam zrobić wpisów na blogu, choć dany temat poruszyłam na moim kanale na YouTube. Postaram się zatem nadrobić zaległości 🙂

Zarówno sukienki z głębokim dekoltem jak i sukienki mini sprawiają często kłopot moim (i chyba nie tylko) klientkom. Głównym powodem tego jest jakże słuszna obawa przed tzw. pokazaniem za dużo 🙂

Zacznijmy od początku. Pierwsza moja uwaga dotyczy bielizny, którą zakładamy pod sukienki z głębokim dekoltem. Na szczęście żyjemy w czasach, że nie mamy deficytu na różnego rodzaju modele bielizny. I dlatego możemy wybierać spośród wielu rodzajów. Są m.in modele dedykowane do tego typu sukienek. Porada niby bardzo prosta, a kompletnie odczarowuje całą stylizację.

Jaki problem sprawiają sukienki mini? No nie trudno się domyśleć, że każda z nas ma obawę, że czasem na mocno podwieje wiatr :))) I co wtedy? A nic! Po prostu do krótkich długości można założyć krótkie szorty. Następny prosty „tip”, a ile stresu można zaoszczędzić.

Jasną sprawą jest też to, że sukienki mini z powodzeniem możecie zestawiać ze spodniami (o różnych fasonach) i tworzyć dzięki temu wspaniałe stylizacje, które umiejętnie dobrane mogą zadziałać na korzyść Waszej sylwetki.

Wracamy do głębszych dekoltów. Kolejną częścią garderoby którą możecie wykorzystać pod sukienką może być prosty top, który po pierwsze może urozmaicić stylizację po drugie będzie pełnić rolę bielizny.

Z resztą zobaczcie:

Oczywiście w niektórych przypadkach można zastosować ozdobną halkę:

Jeśli już przeczytaliście wpis, to i tak zachęcam Was do obejrzenia filmiku w którym rozwijam ten temat, a dodatkowo pod koniec przebieram się i stylizuję sukienki z głębokim dekoltem i te mini też 🙂

Rzecz jasna, wszystkie modele wykorzystane w odcinku pochodzą z mojej pracowni i są mojego autorstwa. Możecie je obejrzeć na stronie butiku https://nikonorov.com/

Zapraszam serdecznie

 

Spódnice z koła – tutorial i ciekawostki

Myślisz o spódnicy z koła – myślisz Dior? No tak.. Jednak historia powstania tej spódnicy jest zupełnie inna i nie narodziła się w żadnym wielkim domu mody. A więc gdzie i w jakich okolicznościach?

Skąd wzięła się moda na spódnicę z koła. Czyżby ten fason był tak uniwersalny i pasował wszystkim? Ano, nie!!

To, że projektanci mody, firmy odzieżowe, wykorzystują krój z koła do wielu różnych fasonów, zdobień i części garderoby wiemy wszyscy ale, czy wiecie jak prawidłowo skonstruować wykrój z koła? Dodam tylko, że jest to bardzo, bardzo proste.

Jeśli zastanawiasz się, czy spódnica z koła to odpowiedni fason dla Ciebie i chcesz uzyskać odpowiedź na powyższe pytania koniecznie obejrzyj mój najnowszy film. Zapraszam!

Jeśli macie pytania, piszcie w komentarzach 🙂

Jak dbać o ubrania?

Dostaję mnóstwo podziękowań od moich klientek za to, że od wielu lat mają w szafie moje ubrania a one cały czas wyglądają jak nowe. Czy te panie w nich w ogóle nie chodzą? A może noszą je bardzo rzadko? Nie. One po prostu o nie odpowiednio dbają, bo staram się przekazać im jak najwięcej informacji o tym, jak postępować z ubraniami, aby cieszyć się nimi jak najdłużej. Dziś chciałabym podzielić się z Wami tymi bardzo prostymi, lez niezwykle ważnymi poradami.

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że projektując każdą rzecz mam na uwadze jakie będzie jej zastosowanie. Czy będziesz w niej chodziła bardzo często i równie często będziesz musiała ją prać (np. bluzka do pracy) czy będzie to coś, co zakłada się okazjonalnie (kreacja wieczorowa) lub tylko raz w życiu (suknia ślubna) i czyszczenie będzie można zlecić pralni? Mam świadomość tego, jakie materiały potrzebują szczególnej troski a jakie można wrzucić do pralki i się nimi nie przejmować. Oprócz tego, że dany surowiec będzie miał inną wytrzymałość na różne temperatury prania to jeszcze fason, zastosowane wykończenia i ozdoby będą wpływały na to, jaka etykieta zostanie wszyta. Jako przykład podam Wam bawełnianą koszulkę. Bawełnę można prać w pralce, więc koszulka jako taka nie straciłaby na jakości (chociaż mimo wszystko prana ręcznie dłużej wyglądałaby jak prosto ze sklepu). Namalowałam na niej listki i naszyłam ręcznie wykonane kwiatki. Producent farb do tkanin zapewnia, że odpowiednio zakonserwowany rysunek można prać w pralce, nawet w 60 stopniach i kwiatki w sumie też raczej by wytrzymały (akurat te konkretne, bo nie były z jedwabiu). Ale to, co zakwalifikowało koszulkę do prania ręcznego było tym, co jednocześnie podnosiło jeszcze bardziej jej wartość i walory artystyczne – koraliki i małe cekinki wyhaftowane we wnętrzu różyczek. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby stosować się do etykiet, które podpowiadają nam jak obchodzić się z danym ubraniem. Wiem, że niektórzy producenci nadużywają wszywek „pranie na sucho”, głównie dlatego, że możliwość rozpadu ich wyrobu po praniu jest bardzo możliwa i nie ma to związku z rodzajem włókien a raczej kiepską ich jakością. Musicie wiedzieć również, że nie wszystko można w ten sposób czyścić i nie jest to też obojętne dla zdrowia. Po czyszczeniu chemicznym należy ubranie wywietrzyć, nie można trzymać w plastikowym pokrowcu w zamkniętej szafie! Druga sprawa jest taka, że jak zaniesiecie do pralni suknię ślubną z poliestru to wyląduje ona w pralce, bardziej profesjonalnej niż Wasza, ale w pralce. Nie zapominajcie uprzątnąć kieszeni przed praniem, bo najgorszym co może się stać będą wyprane pieniądze a równie złe – ubrania w rozmokniętym papierze, cukierkach itp. Pierzcie na lewej stronie, zasuwajcie suwaki.

Kolejną istotną rzeczą jest odpowiednie suszenie. Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką suszarek bębnowych. Moim zdaniem tradycyjne rozwieszenie pomaga w przedłużaniu formy i „życia” ubrania. Dzianiny, czy to swetry, czy jerseyowe sukienki pod wpływem wody robią się ciężkie, więc je lepiej przełożyć przez suszarkę, aby jak największa ich część lub nawet całość mogła suszyć się na płasko. Nie róbcie tego na wieszakach, bo zdefasonują się, wyciągną i mogą już nigdy nie odzyskać dawnego wyglądu. Za to tkaninowe koszule – jak najbardziej podziękują Wam za wieszak. Jeśli macie coś z tkanin i dzianin powleczonych laminatem, suszcie na prawej stronie, w przeciwnym razie może dojść do posklejania się różnych części i uszkodzenia. Zdecydowaną większość rzeczy najlepiej suszyć na lewej stronie i nigdy w pełnym słońcu – to może spowodować wyblaknięcie.

Odpowiednio wysuszone ubranie, głównie z włókien poliamidowyh, poliestrowych lub mieszanek z nimi w wielu przypadkach nie będzie wymagało prasowania. No może od czasu do czasu warto będzie przeprasować szwy. Wszystkie rodzaje materiałów osobiście najbardziej lubię prasować parą w pionie i takie też urządzenie sobie sprawiłam do domu. W pracowni prasuję żelazkiem przez nakładkę teflonową – polecam Wam z całego serca, jest niemal niemożliwe, aby przypalić cokolwiek. Mniej też „wyświeca się” wiskoza, choć na nią trzeba bardzo uważać zawsze. Jako ciekawostkę Wam powiem, że jeśli wyjmiecie z szafy ubranie i rozwiesicie w łazience, to pod wpływem pary również większość z nich się rozprostuje i znów ominiecie czynność, którą mało osób lubi 😉

Jak natomiast przechowywać nasze skarby? Nie ukrywam, że odpowiednie wieszaki do podstawa. Jeśli macie metalowe – wyrzućcie je lub zarezerwujcie na topy na ramiączkach. Marynarki i żakiety trzymajcie zawieszone na takich o poszerzonych zakończeniach, tkaninowe sukienki, koszule – mogą być na zwykłych, drewnianych.  I tak jak w przypadku suszenia – długie jerseyowe sukienki; krótkie, ale np. z gęsto marszczonym dołem, swetry, bluzy przechowujcie złożone, jeśli nie macie już w zamiarze urosnąć, bo z pewnością się wydłużą. Wiem, że czasem chce się zawiesić piękną rzecz na widoku na szafie czy w garderobie, ale niestety to może sprawić, że pozostanie ona jedynie ozdobą.

Nie mniej istotne są dodatki, jakie nosicie. Wiem, że niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale piękne brokatowe paski mogą zniszczyć Wam rękawy w miejscu, gdzie będą się stykać. Cudowna, cekinowa kopertówka pozaciąga Wam sukienkę a wiklinowy koszyk noszony na ramieniu zmasakruje dosłownie wszystko. Uważać trzeba też na bransoletki z koralikami na drucikach – są bezwzględne dla tkanin i dzianin.

Dopełnieniem Waszej dbałości o ubrania powinno być odpowiednie zabezpieczenie szafy przed molami i … kotami. Mój uwielbia wchodzić do środka, zrzucać wszystko i się na tym wylegiwać. Pierwsze i drugie mogą doprowadzić nas do łez 😉 Odrobina zdolności w postaci umiejętności przyszycia naderwanego guzika również Wam się przyda 🙂 I jak już jesteśmy przy nitce, to prawie zapomniałabym przestrzec Was przed urywaniem i ciągnięciem tych  odstających. Jeśli takową widzicie, bo albo szwaczce zdarzyło się nie zauważyć lub też sama z siebie się pojawiła – obetnijcie ją. Kiedy ja chcę spruć szybko ścieg, wyciągam odpowiednią nić i dzieje się to w mgnieniu oka. Dla Was może zakończyć się to koniecznością wizyty u krawcowej.

Wszystko, co napisałam jest w zasadzie większości z Was znajome. Jeśli weźmiecie to sobie do serca, zaoszczędzicie mnóstwo pieniędzy a Wasze ubrania będą służyły Wam wiele lat. Chyba, że są to słabej jakości produkty „made in China” – je od razu możecie wyrzucić, powyższe porady niestety nie mają zastosowania do większości z nich 😉

 

 

 

Suknie ślubne

Zawsze po publikacji filmów na youtube wpadają mi do głowy pomysły, które jeszcze mogłam wykorzystać w video. Jakieś dodatkowe zagadnienia, ciekawostki, czy rozwinięcia tematów.

Dzisiejszy wpis ma dotyczyć sukni ślubnych, a dokładnie nowych modeli które zaprojektowałam i których premiera w butiku odbyła się latem, wiec do rzeczy..

Co mnie zainspirowało?

Jednym słowem – życie (hahaha), a tak serio, to przy okazji spotkań z klientkami wyczułam, że ich główną potrzebą jest to, aby suknia ślubna nie była „na raz”. I w pełni to rozumiem. Biorąc pod uwagę, że droga do wyboru sukni nie zawsze jest łatwa i przyjemna, bo przecież trzeba przewalić kilkadziesiąt stron internetowych, odwiedzić kilka salonów, przymierzać,  przemyśleć, znów przymierzyć. W końcu decydujemy i przychodzimy na przynajmniej jedną przymiarkę, chowamy suknię do pokrowca i czekamy na „ten dzień”. Później kilka podniosłych chwil, sesja zdjęciowa i suknia ląduje w szafie, a my zastanawiamy się, co dalej. Wyrzucić szkoda, bo przecież sentyment nie pozwala. Oddać szkoda, bo przecież mamy z nią wspomnienia.. I tak po kilku miesiącach, czy latach dochodzimy do podobnych wniosków, że suknia tylko zabiera nam miejsce w szafie, a do niczego nam się nigdy nie przyda. Często fason też niekoniecznie nam się podoba.

Ten scenariusz znam jako żona z jedenastoletnim stażem ale jako projektantka chciałam coś zrobić z tym fantem, żeby ta wymarzona suknia miała swoje drugie życie. Już wcześniej zaprojektowałam kilka modeli, które po ślubie polecałam swoim klientkom skrócić lub przefarbować i cieszyć się swoją sukienką jeszcze długie lata. To był właśnie główny bodziec, który przyświecał mi do stworzenia mini kolekcji sukien ślubnych wielokrotnego użytku. Zależało mi na fasonach ponadczasowych, uniwersalnych, eleganckich ale też wygodnych i na różne rodzaje sylwetek. Aby w stylizacji z np. ramoneską czy adidasami stały się fajnymi sukienkami koktajlowymi czy nawet dziennymi. I przyznam Wam, że oprócz eko-trendu który nawiązuje do wielokrotnego używania, na pozór bezużytecznej rzeczy, bardzo zależało mi na pragmatyzmie i wygodzie dla panny młodej.
Zobaczcie wszystkie sylwetki na filmiku

Dodatkowym atutem są ceny. Oczywiście, suknie uszyte są z najwyższej jakości materiałów, których szukałam latami. Oczywiście, że suknie są uszyte ze szczególną starannością o najdrobniejszy szczegół. Natomiast odpadają ręcznie wykonywane i naszywane aplikacje, które znacznie podnoszą ceny sukni, gorsety, które prawidłowo zrobione wymagają wielu przymiarek, czasu zarówno klientki jak i krawcowej. Przymiarki są proste i przyjemne, a często zdarza się, że wystarczy podanie wymiarów na odległość. Przyznam, że uszyliśmy tych sukien sporo na wymiary podane via mail i póki co,  nie mieliśmy nawet poprawki.

Dodatkowymi atutami tych modeli jest to, że pozostawiają one bardzo szerokie pole do stylizacji. Dla osób kreatywnych są jak czyste płótno dla malarza. Od prostej, skromnej klasyki, przez rockowe stylizacje, boho aż po pałacowy przepych. Wszystko zależy jak tę suknię „obudujesz” i który fason wybierzesz.

Suknie ślubne dostępne są w moim butiku online lub w pracowni w Łodzi.

Jeśli chcecie posłuchać więcej o sukniach ślubnych do 1000 zł to zapraszam do obejrzenia vloga

 

 

 

Typy kolorystyczne, typy urody, analiza kolorystyczna

Muszę napisać kilka słów o pierwszej, zakończonej serii filmów. Cykl dotyczył typów kolorystycznych. Na początku napiszę dlaczego stworzyliśmy te odcinki, chociaż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może i będą mało widowiskowe, może nie będą dla wszystkich, może będzie czasem wiało nudą 🙂 No cóż.. miało być merytorycznie.. Mianowicie zależało nam na tym, aby stworzyć większą świadomość zagadnienia doboru kolorów do odpowiednich
typów kolorystycznych. Jest to szalenie istotna sprawa. Kolory można wykorzystywać na różne sposoby. Oprócz tego, że w jednych wyglądamy lepiej, a w innych gorzej, są one narzędziem,
którym możemy się posłużyć chcąc osiągnąć konkretne cele. Możemy dodawać sobie nimi wigoru, tworzyć nastrój, wtapiać w tłum lub z niego wyróżniać. Omówiliśmy wszystkie typy kolorystyczne (oczywiście w danej systematyce) abyście mogły na jego podstawie spróbować siebie „określić” i przyporządkować do sobie właściwego. Jeśli mieliście wątpliwości, to wiecie do kogo się zgłosić 🙂
Tak, jak dobry stylista powinien pomóc Wam w doborze odpowiednich fasonów, tak kolorysta bez trudu poradzi Wam jakie kolory są Wam dedykowane, a od jakich trzymać się z daleka.
Dodatkowo fachowiec nauczy Was je ze sobą zestawiać i udzieli wielu cennych wskazówek. Jako projektant mody mam styczność z klientkami o różnych typach urody i na co dzień pomagam im
w doborze kolorów, dlatego zawsze dziwiło mnie, że moi koledzy po fachu, temat doboru kolorów traktują czasem po macoszemu. Zły kolor działa równie mocno, co zły fason, zła fryzura, zły makijaż.
Oczywiście, według mnie, w żadnym temacie nie ma sytuacji bez wyjścia. I dlatego podaję w filmikach kilka rozwiązań, dzięki którym można sobie poradzić z kolorami które nie są nam dedykowane, a których mamy pełną szafę lub po prostu je lubimy.
Na koniec napiszę tylko, że cieszę się, że udało się nam zgromadzić małe kompendium wiedzy kolorystycznej. Mam nadzieję, że wyszło to rzetelnie i będzie mogło Wam nieraz posłużyć, żeby wyglądać lepiej w swoich ubraniach.

Ps. W filmikach użyłam akcesoriów do analizy firmy COLOUR AND STYLE ❤ Aneta Karpińska, która jest właścicielką firmy przeprowadza profesjonalne analizy jak również szkoli kolorystki – serdecznie ją polecam!

Analiza kolorystyczna – wstęp

Typ kolorystyczny – Wiosna

Typ kolorystyczny – Lato

Typ kolorystyczny – Jesień

Typ kolorystyczny – Zima

Kolekcja The Look

Jak zwykle początek kolekcji zaczynam się od znalezienia inspiracji. Tym razem punktem wyjścia była moda lat 90 oraz 50. Oczywiście w trakcie tworzenia pomysł ewoluował w kierunku stylu który jest ze mną od wielu lat. Jest to dla mnie pocieszające, że po czasie w którym jestem w zawodzie udaje mi się odnaleźć swój własny, charakterystyczny styl.

Kolejnym krokiem były desenie. Tutaj zależało mi na nasyconych, konkretnych barwach. Zestawienia kolorystyczne które znalazły się w kolekcji są przez mnie sprawdzone jako wyraziste, mocne i twarzowe. W końcu miałam okazję wykorzystać je w formie druków na materiałach.  Muszę przyznać, że projektowanie wzorów było dość pracochłonne. Z uwagi na to, że postanowiłam, że będą tylko trzy motywy, chciałam aby były to takie które wyrażają właśnie mój charakter, osobowość i estetykę.

Później zaczęły się schody.. to co sobie wyobraziłam niekoniecznie chciało powstać. Chodzi tu o techniczne sprawy o których klienci często nie mają pojęcie. Ile prób druków trzeba wykonać, aby wyszły tak jak chcesz, ile materiałów przetestować, aby znaleźć ten idealny? Na szczęście się udało, więc mogłam zająć się fasonami i konstrukcją. Tu też sprawa nie jest oczywista. O ile kilka sprawdzonych modeli zostało „przemyconych” w nowej odsłonie, o tyle nowe modele zawsze testuję na sobie. Nie muszę zaznaczać, że nie robię tego w jeden dzień. Sprawdzam nie tylko to jak sukienki czy suknie się układają gdy stoję przed lustrem ale również gdy się poruszam, pracuję, idę na zakupy czy z psem na spacer. Przymierzam kreacje na różnych typach sylwetek abym później, pisząc opis mogła z czystym sumieniem polecić go dla danej figury. Kiedy już wszystko się zgadza przechodzę do stopniowania i wyboru skali rozmiarów dla poszczególnych fasonów. To też jest kwestia prób. Nie każda sukienka wygląda dobrze w większych rozmiarach i dlatego niektóre z nich są w butiku np. tylko do 38 rozmiaru. Oczywiście znaczną większość staram się projektować tak, aby osoba w rozmiarze 44 też wyglądał dobrze.

Kolejny etap to szycie i szukanie sposobów realizacji, najlepsze wykończenia i techniki. Tu nie mogę wchodzić w szczegóły ponieważ są ściśle tajne 🙂 W skrócie powiem, że nie idziemy na skróty. Liczy się efekt końcowy.

Etap któryś tam.. Zdjęcia. Tym razem znów modelką byłam ja. I nie chodzi o to, że uważam się za najlepszą modelkę ale o to, że wiele z Was stwierdziło, ze jest to najlepsze rozwiązanie. Dodatkowo jest to dla nas (mnie i Dominika) najwygodniejsze. Nie musimy ustawiać sobie deadline’ów, umawiać się na konkretny czas pracy i spinać się aby wyrobić na czas. Jak coś nie wychodzi to po prosu powtarzamy w swoim tempie. Staramy się aby zdjęcia jak najbardziej oddawały to jak ubrania wyglądają w rzeczywistości, dlatego nie ingerujemy w nie zbyt mocno. Oczywiście na małą korektę sobie pozwalamy bo przecież niezbyt estetycznie wygląda modelka z zadrapanym przez kota kolanem :))

Oprócz zdjęć do każdej sukienki, bluzki, sukni czy spódnicy dodaliśmy krótki film w którym prezentuję ów model i opowiadam o sposobach w jaki można go stylizować, z czym zestawiać, jak nosić i dla jakiej sylwetki będzie odpowiedni. Myślę, że to pomoże Wam w odpowiednim wyborze czegoś dla siebie, a zarazem uchroni przed rozczarowaniem. Kiedy mówię, że dla danej sylwetki coś nie jest odpowiednie to, zaufajcie mi – NIE JEST. Może i jestem do bólu szczera ale wychodzę z założenia, że to jest lepsze niż sprzedanie kolejnej rzeczy, która nigdy nie zostanie założona przez klientkę.

No dobrze.. dość już tych technikaliów 🙂 Zobaczcie kolekcję.

Suknie wieczorowe

Sukienki

Bluzki

Spódnice

Pomysł na prezent – naszyjnik dzianinowy

Naszyjnik dzianinowy to nasz projekt, który w butiku jest nami już kilkanaście lat i ani przez chwilę klientki nie przestały go lubić. Dlaczego? Bo jest to dodatek ponadczasowy, jest szalikiem jesienią i zimą, apaszką wiosną i latem. Jest idealny zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, niezależnie od wieku czy sylwetki. Świetnie komponuje się z sukienkami, t-shirtami, płaszczami, ramoneskami, kurtkami jeansowymi – słowem, ze wszystkim, co lubisz! Dodatkowo doda Ci blasku i rozświetli twarz, jeśli wybierzesz jeden z kolorów z Twojej gamy kolorystycznej. Ja często zakładam mój ulubiony naszyjnik amarantowy do beżowej sukienki i płaszcza, które bardzo lubię ale kolor mi nie pasuje. Wersji naszyjnika jest wiele, zarówno kolorów jak i grubości, z kwiatkami lub bez. Obejrzyj filmik do końca, zasubskrybuj nasz kanał i zobacz, jaką niespodziankę dla Ciebie przygotowaliśmy!

Poniżej kilka zdjęć z sesji zdjęciowych, magazynów. Zobaczcie sami, jaki to wszechstronny dodatek 🙂

 

BLACK FRIDAY

„Co dziś przeceniacie?” – pyta pani. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to stała klientka i rabat ma zawsze. Ma „Black Everyday”. Zaczęłam się zastanawiać, o co w ogóle chodzi… ? Dlaczego osoby, które mają u nas rabaty i tak czekają na ten dzień, na ogólną przecenę, która i tak pewnie byłaby dla nich mniej korzystna? Co ma w sobie ten piątek? Dlaczego niemalże wszyscy wpadają w sidła sprytnych marketingowców?

Opowiem Wam, dlaczego my nie mamy Black Friday. Od kilku lat staramy się uświadamiać nasze klientki czym jest jakość, czym jest szacunek do osób, z którymi współpracujemy. Każda jedna rzecz u nas wyprodukowana od samego początku wymaga większego zachodu niż jakaś inna wyprodukowana masowo w sieciówce. Do każdej kolekcji przygotowujemy nowe druki, do których grafiki sami tworzymy, nic nie kupujemy na stockach; nie zlecamy hurtowego krojenia krojowni, ubrania krojone są z uwagą, każde osobno, najczęściej dla każdej osoby inaczej, bo pod wymiar; każda rzecz szyta jest u nas, w naszej pracowni, pod naszą kontrolą, bez pośpiechu i ze starannością; większość ubrań szyjemy na zamówienie, podmieniamy materiały, zmieniamy detale, długości, dopasowujemy do wymiarów… Z każdą osobą, firmą, z którą pracujemy uczciwie się rozliczamy, nie wyzyskujemy nikogo, ani nie kupujemy z odroczonymi terminami płatności. Wszystko to, a nawet wiele więcej, ma wpływ na cenę. Dla niektórych jest ona wysoka, ale uwierzcie mi, jest ona wypadkową wszystkiego, co dzieje się przy produkcji danej rzeczy, która nie jest wytwarzana masowo. Kiedyś klientka spytała mnie, czy zrobię jej pewien model na miarę, zmienię to i tamto i sama zasugerowała cenę, oczywiście dużo niższą. Spytałam jej, czy jeśli musiałaby się napracować więcej, to czy nie liczyłaby raczej na napiwek zamiast na mniejszą zapłatę?

Ludzie, otrząśnijcie się! Właśnie weszłam na stronę, która rzekomo sprzedaje prace polskich projektantów. Piszę „rzekomo”, bo teraz są tam głównie producenci, których wyroby można kupić również w podłódzkim „Ptaku”. Wieczorowa suknia kosztuje tam dziś 169zł (pierwsza lepsza jaką widziałam), sklep zabiera 50% (wiem, bo z nimi współpracowałam) – zastanówcie się zatem, jaka jest cena wyprodukowania tej sukni, długiej, marszczonej. Ile jest wart materiał i ile zapłaty otrzymały kolejno: konstruktor, krojownia, szwalnia. O projektancie nie wspominam, bo większość firm go nie ma…

Dlaczego Black Friday przypada dzisiaj? Abyście wydali do reszty swoją aktualną wypłatę, bo kolejną przeznaczycie … na „mega” okazje przedświąteczne!

Kochani! Staram się uczyć Was na czym polega jakość, dlaczego za nią czasem trzeba zapłacić. Uczę Was, że czasem lepiej kupić jedną rzecz a porządną, zamiast wielu na wyprzedaży nic nie wartych. Bo jeśli one dziś tyle kosztują, to naprawdę są nic nie warte – wyobraźcie sobie, że żaden przedsiębiorca nie sprzeda nic poniżej kosztów produkcji/zakupu. Widzicie -80%? To jest właśnie cena, jaką dana rzecz powinna mieć bez promocji.

W moim butiku istnieje dział „Sample Sale” – tam super ceny macie zawsze. Minusem są wybiórcze rozmiary i nie wszystkie fasony. Ale ubrania są pełnowartościowe, nowe – najczęściej uszyte na sesję, na konkretny wymiar lub jako prototyp. Dlatego nie mogą trafić do normalnej sprzedaży, są dużo tańsze, ale u nas na siebie zarobiły zdjęciem, z którego sprzedawany jest ten sam model. Plusem i to ogromnym jest to, że bardzo często znajdują się tam ubrania unikatowe, w jednym egzemplarzu, które z różnych przyczyn na wieszaki nie trafiły.

Ja nie kupuję ubrań, wiecie o tym. Ale uwielbiam buty, miałam jedne upatrzone. Dziś zobaczyłam ich wyprzedażową cenę. Odechciało mi się ich…. Wiem, wariactwo. Ale zdałam sobie sprawę z ich wartości, z obietnic producenta i widziałam już moje rozczarowanie, jak rozpadną się po miesiącu użytkowania. Zamiast tego, zamówiłam sobie inne, polskiej firmy (ręcznie robione, droższe), która również Black Friday nie obchodzi…

Mity modowe

Temat mitów modowych którym postanowiłam zająć się podczas kręcenia kolejnego filmu na YT pojawił się wtedy, gdy zrozumiałam jak często stereotypowe podejście, oraz utarte schematy uniemożliwiają kobietom dobór właściwej dla nich stylizacji. W mojej pracowni często spotykam klientki, które jak ognia, boją się niektórych rozwiązań i argumentują to właśnie absurdalnymi stwierdzeniami, że „nie mogę założyć długiej sukni, bo jestem niska”,  że „rękaw za szeroki do moich grubych ramion” etc.

Nie obwiniam tutaj osób, które mają takie przekonanie o ich brak wiedzy na temat  doboru ubrań do typu sylwetki czy ogólnie stylizacji, ale muszę przyznać, że drażni mnie kiedy ktoś nigdy nie spróbował zadać kłam tym gusłom i nie sprawdził tego na sobie, czy pasuje mu dany kolor, czy inna długość sukienki nie będzie dla niej lepsza lub kształt dekoltu nie poprawi ogólnego wyglądu.

Wydaje mi się, że na kilku prostych przykładach jestem w stanie udowodnić, że niektóre z mitów krążących w naszej świadomości to nonsensy. Wiele razy udowadniam to u siebie w pracowni, kiedy od klientek słyszę podobne nowinki. W moim showroomie mam przygotowanych kilka fasonów, dzięki którym w ciągu chwili rozwiewam tego tupu wątpliwości. Czasem chodzi o detale w obrębie jednego fasonu.. inna głębokość dekoltu, inna długość rękawa, inny odcień danego koloru i od razu widzimy efekty. Po prostu, tym filmikiem chciałam Was zachęcić do eksperymentowania oraz uprzedzić,  że wbijanie sobie do głowy pewnych schematów może nie być dla Was korzystne. Możemy za to odświeżyć nasz wygląd w banalny sposób przełamują te schematy. Czasem wystarczy tylko wejść do przymierzalni 🙂

Przy okazji zapraszam do kontaktu ze mną, jeśli macie wątpliwości co do doboru dla siebie odpowiedniej kreacji – jestem do usług 🙂

Zatem zapraszam do obejrzenia.

Broszka Gigant

Broszka gigant – kwiatowy dodatek zarówno na co dzień, jak i na wieczór lub nawet ślub została przeze mnie zaprojektowana i stworzona… tak dawno, że nie mogę dokładnie określić jej daty. Mam ją na zdjęciach z pokazu w 2010 roku, ale już wtedy nie była ona nowością.

Doskonale wiecie, że kwiaty towarzyszą mi niemal od początku mojego istnienia, jako projektantki a co sezon pojawiają się w nowych wersjach lub jako zupełnie nowe dodatki, druki, czy nawet draperie na ubraniach.

Czasem dostaję pytania typu: „jak nosić taką ozdobę?”. Odpowiedź brzmi: tak jak lubisz! Bo potrafi ona „odczarować” zwykły t-shirt, nadać wieczorowego charakteru skromnej małej czarnej a nawet zamienić prostą suknię ślubną w taką, która spokojnie mogłaby się pojawić na pokazie haute-couture. Taka duża „plama koloru” przy twarzy dodaje twarzy blasku, jeśli oczywiście będzie ona pochodziła z Twojej palety kolorów. Tym samym, możesz „uratować” ubranie, które ma niekorzystny dla Ciebie odcień, gdyż to nie on będzie grał główną rolę. Ja sama mam tych broszek mnóstwo, dobieram je w zależności od nastroju, stylizacji, okazji. Czasem przypinam ją do torebki czy wiklinowego koszyka a na co dzień nie trzymam jej w szafie… ozdabia ona mój pokój wisząc na zasłonie, czasem przypięta do ozdobnej poduszki..

W filmie chciałam pokazać jak ja ją noszę. Stylizację pochodzą z sierpnia, więc niektóre z nich są dosyć letnie ale zobaczycie również zestawienia z sukienkami koktajlowymi, które są uniwersalne na każdą porę roku. Planuję również nagrać film o tym, jak takie dodatki wystylizować na okoliczność ślubną – jeśli któraś z Was jest tym tematem zainteresowana serdecznie zapraszam do subskrypcji mojego kanału, niedługo będzie można go obejrzeć.

A oto broszka gigant na zdjęciach archiwalnych (i jednym aktualnym):

 

 

„Królowa Bajka” – Zapraszamy na pokaz!

Kochani! Wielkimi krokami zbliża się pokaz kolekcji „Królowa Bajka”. Zapraszamy Was 28.10.2017 o godz. 18:00 do Sukcesji w Łodzi 🙂

Nie wiem kiedy zleciał ten czas…. Czuję się jakbym wczoraj rysowała projekty w kempingu i opowiadała Wam o tym… Tymczasem w mojej pracowni panuje istny chaos…. Wszystko jest porozrzucane, pozaczynane i ledwo można przejść do maszyn. Na szczęście pojawiła się u mnie nowa osoba! Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, bo o wszystkim dowiecie się z kolejnych odcinków, ale bądźcie spokojni – ten ktoś, to jedna z Was, bardzo zdolna dziewczyna, która od kilku dni ze mną pracuje 🙂 Mam super asystentkę!

Spotkajmy się po pokazie, choć na chwilę! Kto nie ma takiej możliwości – zapraszam na live stream na moim fanpage’u! Oczywiście zobaczycie cały pokaz również na YouTube.  Łza mi się w oku kręci, że „Fashion Trip” dobiega końca, bo choć zobaczycie jeszcze kilka odcinków, to było mi niezmiernie miło towarzyszyć Wam w każdy weekend… Co ja piszę?! To Wy mi towarzyszyliście i nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, jaką daliście mi siłę! Wasze wsparcie w postaci komentarzy wiele razy podniosło mnie na duchu i było ogromną inspiracją. Serio.

A tak prezentuje się moja peleryna z kolekcji z 2007 roku, która reklamuje na billboardach imprezę „Fashion Industry Days” i zapowiada „Królową Bajkę”.

PS. WSTĘP WOLNY 🙂

NIKONOROV atelier

Śmieję się, że to moje królestwo. Choć niewielkie, to moim zdaniem piękne i co najważniejsze moje własne. Piękne dlatego, że tu spełniają się moje marzenia o tym, by projektować, tworzyć dla Was kolekcje …  Często również spełniają się tu czyjeś marzenia o wyjątkowej sukni ślubnej, idealnie dopasowanej sukience dziennej czy ręcznie wykonanej biżuterii… W tym roku mija dwunasty rok, odkąd założyłam swoją markę. O moich niełatwych początkach pisałam już jakiś czas temu, dlatego już więcej nie będę, ale kto chce, może zajrzeć na mój wpis sprzed dwóch lat.  Może to zainspiruje Was do realizacji swoich planów nawet jeśli wydają się one zupełnie nierealne.

Wracając do mojego królestwa, czyli mojej pracowni, zapraszam do obejrzenia zdjęć, które pokazują showroom oraz tajemniczą komnatę, gdzie piętrzą się materiały, nici i różne skarby należące do królowej 😉 Przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się tego dnia fotografa … Poza tym, kto ma jakąkolwiek pracownię ten wie, że porządek w takim miejscu to kwestia godziny 😉

A oto showroom, w którym można obejrzeć aktualnie dostępną kolekcję a kiedy trzeba za skinieniem magicznej różdżki zmienia się on w przestronne studio fotograficzne 🙂

Buziaki,

Milita

Botanica – inspiracje

Doskonale wiecie, że kolekcje powstają z dużym wyprzedzeniem. „Botanicę” zaczęłam tworzyć zeszłego lata… A w zasadzie zaczęliśmy! Posłuchajcie…

Każde wakacje spędzamy nad morzem, w Jantarze.  Latem kończyłam kolekcję „Patria” i przygotowywałam się do pokazu. Pamiętacie pewnie moją  „polową” pracownię, jaką urządziłam sobie w drewnianym kempingu. W tym czasie Dominik z moim tatą wymyślali, jak zrobić husarskie skrzydła dla modelek. W zasadzie ciężko pracowaliśmy w nasze wakacje.

Nasz domek stoi na skraju lasu, toteż wystarczy postawić nogę na progu i już jest się w innym świecie.  Tak to wygląda:

Tegoż lata zaczęliśmy interesować się właściwościami ziół, obserwować jak i gdzie rosną, zbierać, próbować. Ot, taka rozrywka. Kto wie, ten wie, a kto nie wie zaraz się dowie – zanim studiowałam na Akademii Sztuk Pięknych mój wymarzony kierunek – projektowanie mody, jeden rok spędziłam na Architekturze Krajobrazu. Rośliny zatem nie są mi obce, ale też nie całkiem znajome, ponieważ zamiast być pilną studentką, na wykładach  robiłam szkice sukienek.  Na botanice też. Choć z botaniki czułam się niemalże ekspertką, ponieważ pomimo tego, że byłam w liceum w klasie o poszerzonym angielskim, to nasza wychowawczyni uczyła nas poszerzonej biologii (pozdrawiam serdecznie Pani Grażynko). O czym to ja pisałam? Aaa… 😉

Inspiracja! Nie wiem jak wygląda Wasza karta pamięci w telefonie, ale ja zazwyczaj aby zrobić jedno zdjęcie, muszę skasować dziesięć. Tak więc chodziłam po tym lesie i plaży w towarzystwie pięknego i jakże oczytanego męża i fociłam wszystko to, co później przeniosłam na druki: dzikie róże, rokitniki, liście, trawy, chwasty…

Kiedy na chwilę wracaliśmy do Łodzi, spędzaliśmy dużo czasu w Ogrodzie Botanicznym i Palmiarni – tam zdjęcia robił Dominik i to z nich powstało wiele naszych druków.

Ważną rolę odegrała też ścianka! I tak jak zawsze Wam mówię, że nie cierpię „ścianek” i na nich nie pozuję, tak tę uwielbiam i uwielbiają ją również nasi goście, ochoczo się na niej fotografując. A tak naprawdę jest to graciarnia i stary kibelek (deski błękitne) oraz kemping (deski zielone). Ścianka jest czymś, co symbolizuje moje lato, postanowiłam ją zatem przenieść do pracowni. Przenieść czyli zainstalować coś w podobie do niej, abym mogła sobie w zimowe wieczory w pracowni nacieszyć oko czymś, co dobrze mi się kojarzy. Drewniane deski stały się zatem inspiracją do scenografii sesji lookbookowej.

Ścianka w pracowni prezentuje się tak:

Ach! Zapomniałabym o bardzo ważnej osobie! Dostrzegłam ją na zdjęciu powyżej i gdyby nie to, całkowicie bym o niej zapomniała. A ona by mi tego nie wybaczyła! Mowa o naszej wspaniałej ambasadorce kolekcji! Jest nią Arnika Botanika. Nie wiem, czy powinnam mówić Wam TAKIE rzeczy, ale wymyśliłam ją u moich rodziców, jak byłam na Świętach i piłam wino. Zanim zaczęłam śpiewać, narysowałam JĄ. Już od kilku sezonów zbierałam się, aby wymyślić postać fikcyjną o ciekawej historii, ale to wino mojego taty, którego nie można ruszać bo jest zakazane 😉 okazało się pomocne i pewnie będę teraz musiała płacić tacie zaiksy 😉

Całą kolekcję pokażę Wam w kolejnym wpisie, dziś zobaczcie mały jej wycinek.

 

Reasumując: magiczna moc roślin zaczyna działać w momencie wyjścia na łono natury. Sprawdźcie sami! Natura naprawdę potrafi pocieszyć, uleczyć trzeba tylko w to uwierzyć! Zostawcie zatem na chwilę telefony, laptopy i idźcie na spacer. Zajrzyjcie tylko od czasu do czasu do mnie, bo mam Wam jeszcze wiele do powiedzenia 🙂

 

Szycie bez wykroju: pomysł na T-shirt – DIY

Zastanawiałaś się czasem, co zrobić ze starym t-shirtem albo z zupełnie nowym, ale takim… zwyczajnym? Oto moje trzy pomysły, dzięki którym w kilka minut zmienisz koszulkę w coś zupełnie nowego!

  1. Top „off shoulder” z koronkową falbaną:

Potrzebujesz:

  • T-shirt
  • 2-3m koronki dowolnej szerokości (lub inny materiał)
  • gumkę dopasowaną do Twojego obwodu ramion

Krok po kroku:

  • obetnij górną część koszulki
  • zszyj brzeg koronki i przymarszcz ją (maszynowo lub ręcznie), dopasowując do obwodu dekoltu
  • przyszyj koronkę do górnego brzegu koszulki
  • podwiń na 2-3cm, tworząc tunel na gumę (zostaw małą przerwę, aby wciągnąć gumę)
  • wciągnij gumę, zaszyj wlot
  • VOILA!

militanikonorov_diy1

2. Top-tuba z osobnymi rękawkami:

Potrzebujesz:

  • T-shirt
  • guma: 1x dopasowana do obwodu nad biustem, 2x do obwodu bicepsa

Krok po kroku:

  • odetnij rękawki
  • zaznacz długość topu i dodaj 2-3cm zapasu na tunel dla gumy
  • obetnij  górę i boki
  • zszyj boki nowo powstałej bluzki
  • zabezpiecz górny  brzeg koszulki i rękawków i podwiń na 2-3cm, tworząc tunel z wlotami dla gumek
  • wciągnij gumki, zaszyj otwory
  • VOILA!

militanikonorov_diy2

3. Bluza z wycięciami na ramionach:

Potrzebujesz:

  • T-shirt
  • ściągacz dopasowany do obwodu bioder
  • pliski do obszycia wycięć, szerokości 3,5cm; ich długość powinna być trochę krótsza od obwodu wycięć

Krok po kroku:

  • zaznacz linię wycięcia na ramieniu, złóż t-shirt na pół i wytnij otwory
  • przyszyj pliskę lekko ją naciągając, wtedy brzeg ułoży się w ładnej linii łuku (wyprasuj)
  • przyszyj ściągacz naciągając go do obwodu dolnego brzegu koszulki
  • VOILA!

militanikonorov_diy3