Legginstopy – połączenie legginsów i rajstop!

Swoją nazwę zawdzięczają Dominikowi. Po serii różnych nieistniejących w języku polskim słów opisujących legginsy posiadających stopy ta wydała nam się najwłaściwsza.

Uwielbiam nosić sukienki, tuniki nie tylko latem, zimą również. Nie zawsze mam ochotę na grube rajstopy i często irytuje mnie fakt, że takie, które są dobre dla mojej sylwetki, wiszą w kroku. Pewnie Wy też się spotkałyście z tym zjawiskiem… Postanowiłam zatem stworzyć produkt, który połączyłby w sobie cechy legginsów i rajstop. Dlatego zaprojektowałam …. legginstopy! Legginstopy są skrojone jak rajstopy ze szwem z tyłu, ale uszyte zostały z jersey’u, z którego robimy legginsy. Dzięki takiemu połączeniu są one oryginalne, wygodne, komfortowe i na dodatek  będzie można się nimi cieszyć znacznie dłużej – lecące oczka im nie groźne. Oczywiście druk jest nasz własny, autorski, intensywny, wyprodukowany w naszej pracowni. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie są prześwitujące, więc trudniej w nich o modową wpadkę 😉

 

Z czym je noszę? Oczywiście z sukienkami! O różnych fasonach. Uwielbiam styl lat 80′ i 90′ i przenoszę go do swojej szafy. Często łączę kolorowe legginstopy z czarnymi sukienkami żakietowymi, asymetrycznymi tunikami a nawet noszę wszystko w ten sam kwiatowy wzór (cała „tropikalna” nie chodzę, bo czuję się wtedy zbyt zielona). I jak pewnie zauważyłyście – pasek w talii do dla mnie podstawa! Na zdjęciach poniżej zmodyfikowałam moje legginstopy i połączyłam je z butami, tworząc legginboots’y 😉 Obserwujcie mojego Instagrama, tam z pewnością pojawią się  moje stylizacje!

 

Panowie i Panie! Legginstopy są wspaniałym pomysłem na prezent! Znajdziecie je w moim butiku online w zakładce „legginsy„.

Jak stylizować beżowe i czarne ubrania

Beż i czerń to niekwestionowana klasyka w damskiej garderobie. Ale czy potrafimy sobie poradzić z doborem odpowiedniego odcienia beżu? Czy w ogóle beże i czernie pasują do mojego typu kolorystycznego? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym wpisie.

Co ciekawe, beż i ecu dwa wieki temu określały ten sam kolor. Był to kolor surowego, niefarbowanego, naturalnego surowca, takiego jak len, czy jedwab na tkaniny. Na szczęście, później kolor ecru określał dużo jaśniejszy odcień, ale co z beżem? Z beżem już nie jest tak łatwo, bo rozpiętość gamy tego koloru jest dość szeroka, a co za tym idzie, dość łatwo o popełnienie błędu.

W paletach które zaprezentowałam w filmie (poniżej wpisu) możecie zobaczyć jakie odcienie przyporządkowują koloryści do danego typu kolorystycznego. I tutaj rodzi się kolejne pytanie. Czy jeśli w mojej palecie nie ma czerni czy beżu, to czy mam z niego całkowicie zrezygnować? Moim zdaniem, absolutnie NIE. Jest mnóstwo sposobów na to, aby kolor z poza naszej palety wkomponować w naszą stylizację. Oczywiście jeśli nie mamy do siebie zaufanie w tej kwestii, możemy skorzystać z usług stylisty lub kolorysty albo polegać na paletach. Natomiast jeśli czujemy, że potrafimy dostrzec czy dane kolory, czy stylizacja są dla nas dobre i lubimy eksperymentować, to do naszych narzędzi będą należały: dodatki, różnego rodzaju apaszki, szale, biżuteria, naszyjniki dzianinowe, czyli wszystko co znajduje się blisko twarzy, która jako najbardziej odsłonięta część naszego ciała określa nasz typ kolorystyczny. Dodatkowo wiele można w tej kwestii zmienić odpowiednim makijażem (to temat rzeka, więc nie będę teraz tego omawiała). Inną sprawą jest to, że jeśli w naszej palecie nie znajduje się np. czerń to nie znaczy, że nie możemy założyć czarnych spodni, które w żaden sposób nie korespondują odsłoniętą częścią naszego ciała. Moim zdaniem nie ma złych kolorów, tylko złe stylizacje. Przykładem może być sukienka w kolorze, którego nie ma w naszej lub siostrzanej palecie założona sauté, gdzie dysonans widać ewidentnie.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na zjawisko relatywizmu, które jest bardzo istotnym narzędziem w stylizacjach, projektowaniu i wielu dziedzinach życia. Wracając do kolorów chodzi o to, że dzięki temu zjawisku możemy rozjaśnić to, co potrzebuje rozjaśnienia lub przyciemnić to, co potrzebuje przyciemnienia. Możemy ocieplić lub ochłodzić, zwiększyć lub zmniejszyć kontrasty.

Na tej grafice chciałam pokazać jak złudzenie optyczne pokazuje środkowy pasek jako jaśniejszy na dole, a ciemniejszy u góry. W rzeczywistości jest on jednolity na całej długości ale gradient bocznych pasków pozwala „oszukać” oko. Sprawdźcie to, zasłaniając boczne prostokąty.

Na kolejnej grafice chciałam pokazać relatywizm w kolorach. Po dwóch stronach mamy takie same, czerwone prostokąty. Z lewej strony zestawiony z ciepłym turkusem, przy którym czerwień wydaje się chłodniejsza, natomiast zestawiając z chłodnym odcieniem fuksji, staje się cieplejsza.

Zapraszam do obejrzenia filmu w którym omawiam temat na przykładzie sukienki, spodni, apaszek i płaszcza.

 

Suknie ślubne – białe czy kolorowe?

Czy suknie ślubne muszą być białe?

Spiesząc z odpowiedzią stwierdzam: Nie, nie muszą 🙂 A czy mogą? Owszem 🙂

Takie liberalne podejście do tematu sukien ślubnych ukształtowało się we mnie po tym, jak poznałam trochę historię trendu bieli w modzie ślubnej. W dzisiejszych czasach i naszej kulturze najczęściej spotykanym argumentem na obecność tego koloru jest to, że symbolizuje on czystość, niewinność ale także jest symbolem nowego początku. I jest to z pewnością dobry argument.

Co do historycznej symboliki bieli, to już nie jest tak łatwo. Źródła podają skrajnie różne informacje, mimo, że opisują zbliżone miejsce, kulturę i czas. Zatem mogę jedynie polegać na faktach. A są one takie, że zanim suknia ślubna stała się biała, to jej poprzednie wcielenia miały różne kolory, a czynnikiem który o tym decydował był pragmatyzm

Jednak jako profesjonalistka, nie mogę postrzegać tego tematu przez jeden pryzmat. Ludzie różnią się od siebie, poglądami, religiami i kształtują ich różne przeżycia i jeśli przychodzi do mnie klientka, która mówi, że nie może mieć białej sukni, ponieważ biel kojarzy jej się źle (a uwierzcie, że spotkałam się z tym nie raz), to muszę jej coś zaproponować…. tzn. nie muszę ale chętnie to robię. Ponieważ uwielbiam kolory i wszystko co się z nimi wiąże.

Jako, że projektuję suknie ślubne od wielu lat mogę powiedzieć, że ubrałam wiele panien młodych w suknie o przeróżnych barwach. Jak pewnie wiecie, w swojej pracy głównie stawiam na to, aby moje klientki wyglądały jak najlepiej ale równie istotnym czynnikiem jest to, aby wyglądały stosownie. Dlatego przed realizacją zamówienia (szczególnie jeśli jest to coś niestandardowego) staram się dopytać, w jakim klimacie jest ślub etc.

Jeśli zaciekawił Was temat to zapraszam do obejrzenia filmu, w którym popoiadam jak biel przebojem weszła to świata mody ślubnej.

Tu poczytacie więcej o historii sukien ślubnych i bieli https://nikonorov.pl/2015/06/16/dlaczego-suknia-slubna-jest-biala/

Sukienki z głębokim dekoltem i sukienki mini

Zachęcam do przeczytania tekstu poniżej ale jeśli Wam się nie chce, to możecie obejrzeć filmik na dole wpisu 😉

Z braku czasu nie zdążyłam zrobić wpisów na blogu, choć dany temat poruszyłam na moim kanale na YouTube. Postaram się zatem nadrobić zaległości 🙂

Zarówno sukienki z głębokim dekoltem jak i sukienki mini sprawiają często kłopot moim (i chyba nie tylko) klientkom. Głównym powodem tego jest jakże słuszna obawa przed tzw. pokazaniem za dużo 🙂

Zacznijmy od początku. Pierwsza moja uwaga dotyczy bielizny, którą zakładamy pod sukienki z głębokim dekoltem. Na szczęście żyjemy w czasach, że nie mamy deficytu na różnego rodzaju modele bielizny. I dlatego możemy wybierać spośród wielu rodzajów. Są m.in modele dedykowane do tego typu sukienek. Porada niby bardzo prosta, a kompletnie odczarowuje całą stylizację.

Jaki problem sprawiają sukienki mini? No nie trudno się domyśleć, że każda z nas ma obawę, że czasem na mocno podwieje wiatr :))) I co wtedy? A nic! Po prostu do krótkich długości można założyć krótkie szorty. Następny prosty „tip”, a ile stresu można zaoszczędzić.

Jasną sprawą jest też to, że sukienki mini z powodzeniem możecie zestawiać ze spodniami (o różnych fasonach) i tworzyć dzięki temu wspaniałe stylizacje, które umiejętnie dobrane mogą zadziałać na korzyść Waszej sylwetki.

Wracamy do głębszych dekoltów. Kolejną częścią garderoby którą możecie wykorzystać pod sukienką może być prosty top, który po pierwsze może urozmaicić stylizację po drugie będzie pełnić rolę bielizny.

Z resztą zobaczcie:

Oczywiście w niektórych przypadkach można zastosować ozdobną halkę:

Jeśli już przeczytaliście wpis, to i tak zachęcam Was do obejrzenia filmiku w którym rozwijam ten temat, a dodatkowo pod koniec przebieram się i stylizuję sukienki z głębokim dekoltem i te mini też 🙂

Rzecz jasna, wszystkie modele wykorzystane w odcinku pochodzą z mojej pracowni i są mojego autorstwa. Możecie je obejrzeć na stronie butiku https://nikonorov.com/

Zapraszam serdecznie

 

Spódnice z koła – tutorial i ciekawostki

Myślisz o spódnicy z koła – myślisz Dior? No tak.. Jednak historia powstania tej spódnicy jest zupełnie inna i nie narodziła się w żadnym wielkim domu mody. A więc gdzie i w jakich okolicznościach?

Skąd wzięła się moda na spódnicę z koła. Czyżby ten fason był tak uniwersalny i pasował wszystkim? Ano, nie!!

To, że projektanci mody, firmy odzieżowe, wykorzystują krój z koła do wielu różnych fasonów, zdobień i części garderoby wiemy wszyscy ale, czy wiecie jak prawidłowo skonstruować wykrój z koła? Dodam tylko, że jest to bardzo, bardzo proste.

Jeśli zastanawiasz się, czy spódnica z koła to odpowiedni fason dla Ciebie i chcesz uzyskać odpowiedź na powyższe pytania koniecznie obejrzyj mój najnowszy film. Zapraszam!

Jeśli macie pytania, piszcie w komentarzach 🙂

Spódnice i sukienki maxi, midi, mini – dla kogo i na jaką okazję?

Mini, midi, maxi – czyli mało, średnio i dużo materiału zakrywające naszą dolną część ciała 😉 Oprócz tego, że nie w każdej długości, każdej sylwetce jest dobrze, to jeszcze nie każde okoliczności są wskazane, aby je nosić, nawet gdy mamy sylwetkę Cindy Crawford. Jak sobie  poradzić z odpowiednim doborem długości spódnicy czy sukienki, aby zyskała na tym nasza figura i żeby nie popełnić faux paux?

O ile każda z Was wie, co oznaczają pojęcia „mini, midi, maxi” o tyle czasem gubicie się, którą długość wybrać dla siebie, czasem zbyt kurczowo trzymacie się tej, którą uważacie za najodpowiedniejszą, a dodatkowe wybranie konkretnej z nich na daną okoliczność spędza Wam sen z powiek. Skąd to wiem? Z wielu lat pracy z Wami. Z pytań, jakie mi zadajecie. I choć mogłoby się wydawać, że wszystko to jest takie oczywiste, nie zawsze takie jest.

O tym, że w wielu okolicznościach dana długość jest nie na miejscu wie doskonale każda kobieta. Każda z nas ma jakiś określony „dress code”, czyli kod ubioru w zależności, gdzie pracuje, ale również inne okoliczności mogą determinować, jak powinnyśmy się ubrać.

Sukienki maxi są z nami od niepamiętnych czasów, wszystkie je znamy z historii. Mówi się, że jest to nieodpowiednia długość dla osób niskich. Ja się z tym nie zgadzam – dobrze dobrany fason spódnicy czy sukienki sięgającej ziemi plus chociaż niewielki obcas dodają kilka centymetrów wzrostu. Długość ta ostatnimi czasy stała się ulubienicą kobiet, co wiem z własnego doświadczenia i ilości sprzedanych egzemplarzy. Polubiłyście je zarówno na dzień, jak i na wielkie wyjścia. Ale czy są okazje na które jest ona nie tylko wyborem, ale i koniecznością? Otóż tak. Jeśli zdarzy Wam się otrzymać zaproszenie z adnotacją „white tie” – suknia, nazywana „balową” będzie wskazana. Może być to bal charytatywny, wesele lub inna uroczystość, której organizator poinformuje Was o tym,że takie stroje są obowiązkowe. Oczywiście wiem, że zdarzą się takie „strojnisie”, które to zignorują, jednakże nie będzie to w dobrym stylu. „Black tie” pozwala na noszenie krótszych długości (lub maxi) – to również może być wesele, uroczysta gala, wyjście do opery itp.

Coco Chanel jako jedna z pierwszych znudziła się długością maxi. Chciała ona czerpać z życia pełnymi garściami a w sukniach, jakie wówczas nosiły kobiety, nie dało się jeździć konno (lub można było nabawić się kontuzji siedząc bokiem) – dlatego zaczęła nosić spodnie a paniom, które poruszały się automobilami 😉 i generalnie prowadziły coraz aktywniejsze życie zawodowe, proponowała długość spódnic za kolano. Na tamte czasy był to nie lada wyczyn, ale nawet i Coco Chanel można było zdegustować. Stało się to w larach 60-tych XX wieku, kiedy pojawiła się długość mini. Chanel uważała ją za odrażającą 😉 Młode dziewczyny natomiast bardzo tej długości potrzebowały, chciały odróżnić się od swoich matek, dlatego projekty Andre Courrage i Mary Quant były dla nich wymarzonymi.

Niektóre z nas muszą się trzymać ściśle określonych reguł i wytycznych, nierzadko nosząc ubrania narzucone odgórnie przez daną korporację (np. uniformy w banku). Przyjęło się, że najodpowiedniejszą długością jest taka do połowy kolana lub plus minus pięć centymetrów. Ja mam to szczęście, że pracuję w wolnym zawodzie, prowadzę swoją firmę i sama sobie narzucam co nosić, bo przyznam szczerze, że moja sylwetka takiej długości nie lubi. Jeśli muszę wyglądać bardzo elegancko, to owszem, wyglądam i wybieram długość za kolano i fason ołówkowy. Jeśli mogę wyglądać jak chcę – noszę mini. Kiedy mogę wyglądać jak chcę, plus wieczorowo – wybiorę maxi. Pamiętajcie o tym, że cięcia poziome (pionowe zresztą też) powodują, że dane miejsce jest najbardziej podkreślone i zauważalne. Jeśli długość spódnicy kończy się w miejscu, które jest najmniej korzystnym w Twojej sylwetce i/lub zasłoni to, które jest Twoim mocnym punktem – będziesz wyglądała na tęższą. Przykładem może być długość do połowy łydki, kiedy łydki masz najmniej zgrabne lub suknia do ziemi, kiedy Twoja górna część ciała jest w większym rozmiarze niż dolna i zasłonisz sobie zgrabne nogi Claudii Schiffer. U mnie tragicznie wyglądają cięcia w okolicach kolan, łydek – bo ćwiczę, biegam i podkreślenie mięśni w tych miejscach sprawia, że wyglądam jak klocek 😉

Odnoście mini chciałam powiedzieć Wam, że nie zrażajcie się do tej długości, bo uważacie swoje nogi za niezgrabne, metrykę za nieodpowiednią lub kiedy nosicie większy rozmiar niż byście chciały. O ile nie jest to dopasowana mini-sukienka z cienkiego jersey’u z wiskozy z lycrą, może przynieść Wam więcej korzyści niż Wam się wydaje. Ale jak to? A właśnie tak – może ona sprawić, że będziecie wyglądały na szczuplejsze, bo noszona ze spodniami zasłoni biodra, brzuszek, boczki i uda – to, co bardzo często chcecie zamaskować a podkreślacie bluzkami. Pomyśl, ile zyska Twoja sylwetka jeśli zamiast żakietu kończącego się w połowie bioder (cięcie podkreśla to miejsce) założysz sukienkę żakietową. Ile lekkości zyskasz asymetryczną sukienką, która bardzo odsłania nogę – ale nogę ubraną w skórzane spodnie. Ile kilogramów stracisz w pięć minut – zakładając poluzowaną mini czy tunikę z ulubionymi dżinsami lub eleganckimi cygaretkami. W tym przypadku miniówka jak dobra przyjaciółka ukryje przed światem to, czego pokazywać nie lubisz. W niektórych przypadkach da Ci więcej korzyści niż spódnica maxi.

Reasumując zachęcam Was, jak zawsze, do eksperymentowania, do słuchania głosu serca (czasem rozumu), wyłamywania się spośród aktualnych trendów, do tworzenia własnego stylu. Pamiętajcie jedynie o tym, że oprócz osobistych upodobań, czasem trzeba wykazać się jeszcze szacunkiem do drugiej osoby – czy to będzie klient, panna młoda czy głowa państwa. Wtedy do swoich preferencji trzeba dodatkowo odnaleźć odpowiednią długość spódnicy (i czasem też głębokość dekoltu). Radzę też nie popadać w skrajności i dać sobie luz na wakacjach, na plaży i czasem odsłonić nogę, choć jedną 😉

Wiem, że niektóre z Was mają kłopot ze znalezieniem w swojej sylwetce atutów i tzw. najlepszych miejsc, które warto podkreślić. Niektóre z Was nie mogą znaleźć też ubrań, które pozwolą na podkreślenie tego, co najlepsze w Waszej figurze. I tu pojawia się pole do działania dla stylisty lub projektanta z którego usług polecam skorzystać.

 

Jak dbać o ubrania?

Dostaję mnóstwo podziękowań od moich klientek za to, że od wielu lat mają w szafie moje ubrania a one cały czas wyglądają jak nowe. Czy te panie w nich w ogóle nie chodzą? A może noszą je bardzo rzadko? Nie. One po prostu o nie odpowiednio dbają, bo staram się przekazać im jak najwięcej informacji o tym, jak postępować z ubraniami, aby cieszyć się nimi jak najdłużej. Dziś chciałabym podzielić się z Wami tymi bardzo prostymi, lez niezwykle ważnymi poradami.

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że projektując każdą rzecz mam na uwadze jakie będzie jej zastosowanie. Czy będziesz w niej chodziła bardzo często i równie często będziesz musiała ją prać (np. bluzka do pracy) czy będzie to coś, co zakłada się okazjonalnie (kreacja wieczorowa) lub tylko raz w życiu (suknia ślubna) i czyszczenie będzie można zlecić pralni? Mam świadomość tego, jakie materiały potrzebują szczególnej troski a jakie można wrzucić do pralki i się nimi nie przejmować. Oprócz tego, że dany surowiec będzie miał inną wytrzymałość na różne temperatury prania to jeszcze fason, zastosowane wykończenia i ozdoby będą wpływały na to, jaka etykieta zostanie wszyta. Jako przykład podam Wam bawełnianą koszulkę. Bawełnę można prać w pralce, więc koszulka jako taka nie straciłaby na jakości (chociaż mimo wszystko prana ręcznie dłużej wyglądałaby jak prosto ze sklepu). Namalowałam na niej listki i naszyłam ręcznie wykonane kwiatki. Producent farb do tkanin zapewnia, że odpowiednio zakonserwowany rysunek można prać w pralce, nawet w 60 stopniach i kwiatki w sumie też raczej by wytrzymały (akurat te konkretne, bo nie były z jedwabiu). Ale to, co zakwalifikowało koszulkę do prania ręcznego było tym, co jednocześnie podnosiło jeszcze bardziej jej wartość i walory artystyczne – koraliki i małe cekinki wyhaftowane we wnętrzu różyczek. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby stosować się do etykiet, które podpowiadają nam jak obchodzić się z danym ubraniem. Wiem, że niektórzy producenci nadużywają wszywek „pranie na sucho”, głównie dlatego, że możliwość rozpadu ich wyrobu po praniu jest bardzo możliwa i nie ma to związku z rodzajem włókien a raczej kiepską ich jakością. Musicie wiedzieć również, że nie wszystko można w ten sposób czyścić i nie jest to też obojętne dla zdrowia. Po czyszczeniu chemicznym należy ubranie wywietrzyć, nie można trzymać w plastikowym pokrowcu w zamkniętej szafie! Druga sprawa jest taka, że jak zaniesiecie do pralni suknię ślubną z poliestru to wyląduje ona w pralce, bardziej profesjonalnej niż Wasza, ale w pralce. Nie zapominajcie uprzątnąć kieszeni przed praniem, bo najgorszym co może się stać będą wyprane pieniądze a równie złe – ubrania w rozmokniętym papierze, cukierkach itp. Pierzcie na lewej stronie, zasuwajcie suwaki.

Kolejną istotną rzeczą jest odpowiednie suszenie. Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką suszarek bębnowych. Moim zdaniem tradycyjne rozwieszenie pomaga w przedłużaniu formy i „życia” ubrania. Dzianiny, czy to swetry, czy jerseyowe sukienki pod wpływem wody robią się ciężkie, więc je lepiej przełożyć przez suszarkę, aby jak największa ich część lub nawet całość mogła suszyć się na płasko. Nie róbcie tego na wieszakach, bo zdefasonują się, wyciągną i mogą już nigdy nie odzyskać dawnego wyglądu. Za to tkaninowe koszule – jak najbardziej podziękują Wam za wieszak. Jeśli macie coś z tkanin i dzianin powleczonych laminatem, suszcie na prawej stronie, w przeciwnym razie może dojść do posklejania się różnych części i uszkodzenia. Zdecydowaną większość rzeczy najlepiej suszyć na lewej stronie i nigdy w pełnym słońcu – to może spowodować wyblaknięcie.

Odpowiednio wysuszone ubranie, głównie z włókien poliamidowyh, poliestrowych lub mieszanek z nimi w wielu przypadkach nie będzie wymagało prasowania. No może od czasu do czasu warto będzie przeprasować szwy. Wszystkie rodzaje materiałów osobiście najbardziej lubię prasować parą w pionie i takie też urządzenie sobie sprawiłam do domu. W pracowni prasuję żelazkiem przez nakładkę teflonową – polecam Wam z całego serca, jest niemal niemożliwe, aby przypalić cokolwiek. Mniej też „wyświeca się” wiskoza, choć na nią trzeba bardzo uważać zawsze. Jako ciekawostkę Wam powiem, że jeśli wyjmiecie z szafy ubranie i rozwiesicie w łazience, to pod wpływem pary również większość z nich się rozprostuje i znów ominiecie czynność, którą mało osób lubi 😉

Jak natomiast przechowywać nasze skarby? Nie ukrywam, że odpowiednie wieszaki do podstawa. Jeśli macie metalowe – wyrzućcie je lub zarezerwujcie na topy na ramiączkach. Marynarki i żakiety trzymajcie zawieszone na takich o poszerzonych zakończeniach, tkaninowe sukienki, koszule – mogą być na zwykłych, drewnianych.  I tak jak w przypadku suszenia – długie jerseyowe sukienki; krótkie, ale np. z gęsto marszczonym dołem, swetry, bluzy przechowujcie złożone, jeśli nie macie już w zamiarze urosnąć, bo z pewnością się wydłużą. Wiem, że czasem chce się zawiesić piękną rzecz na widoku na szafie czy w garderobie, ale niestety to może sprawić, że pozostanie ona jedynie ozdobą.

Nie mniej istotne są dodatki, jakie nosicie. Wiem, że niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale piękne brokatowe paski mogą zniszczyć Wam rękawy w miejscu, gdzie będą się stykać. Cudowna, cekinowa kopertówka pozaciąga Wam sukienkę a wiklinowy koszyk noszony na ramieniu zmasakruje dosłownie wszystko. Uważać trzeba też na bransoletki z koralikami na drucikach – są bezwzględne dla tkanin i dzianin.

Dopełnieniem Waszej dbałości o ubrania powinno być odpowiednie zabezpieczenie szafy przed molami i … kotami. Mój uwielbia wchodzić do środka, zrzucać wszystko i się na tym wylegiwać. Pierwsze i drugie mogą doprowadzić nas do łez 😉 Odrobina zdolności w postaci umiejętności przyszycia naderwanego guzika również Wam się przyda 🙂 I jak już jesteśmy przy nitce, to prawie zapomniałabym przestrzec Was przed urywaniem i ciągnięciem tych  odstających. Jeśli takową widzicie, bo albo szwaczce zdarzyło się nie zauważyć lub też sama z siebie się pojawiła – obetnijcie ją. Kiedy ja chcę spruć szybko ścieg, wyciągam odpowiednią nić i dzieje się to w mgnieniu oka. Dla Was może zakończyć się to koniecznością wizyty u krawcowej.

Wszystko, co napisałam jest w zasadzie większości z Was znajome. Jeśli weźmiecie to sobie do serca, zaoszczędzicie mnóstwo pieniędzy a Wasze ubrania będą służyły Wam wiele lat. Chyba, że są to słabej jakości produkty „made in China” – je od razu możecie wyrzucić, powyższe porady niestety nie mają zastosowania do większości z nich 😉

 

 

 

Suknie ślubne

Zawsze po publikacji filmów na youtube wpadają mi do głowy pomysły, które jeszcze mogłam wykorzystać w video. Jakieś dodatkowe zagadnienia, ciekawostki, czy rozwinięcia tematów.

Dzisiejszy wpis ma dotyczyć sukni ślubnych, a dokładnie nowych modeli które zaprojektowałam i których premiera w butiku odbyła się latem, wiec do rzeczy..

Co mnie zainspirowało?

Jednym słowem – życie (hahaha), a tak serio, to przy okazji spotkań z klientkami wyczułam, że ich główną potrzebą jest to, aby suknia ślubna nie była „na raz”. I w pełni to rozumiem. Biorąc pod uwagę, że droga do wyboru sukni nie zawsze jest łatwa i przyjemna, bo przecież trzeba przewalić kilkadziesiąt stron internetowych, odwiedzić kilka salonów, przymierzać,  przemyśleć, znów przymierzyć. W końcu decydujemy i przychodzimy na przynajmniej jedną przymiarkę, chowamy suknię do pokrowca i czekamy na „ten dzień”. Później kilka podniosłych chwil, sesja zdjęciowa i suknia ląduje w szafie, a my zastanawiamy się, co dalej. Wyrzucić szkoda, bo przecież sentyment nie pozwala. Oddać szkoda, bo przecież mamy z nią wspomnienia.. I tak po kilku miesiącach, czy latach dochodzimy do podobnych wniosków, że suknia tylko zabiera nam miejsce w szafie, a do niczego nam się nigdy nie przyda. Często fason też niekoniecznie nam się podoba.

Ten scenariusz znam jako żona z jedenastoletnim stażem ale jako projektantka chciałam coś zrobić z tym fantem, żeby ta wymarzona suknia miała swoje drugie życie. Już wcześniej zaprojektowałam kilka modeli, które po ślubie polecałam swoim klientkom skrócić lub przefarbować i cieszyć się swoją sukienką jeszcze długie lata. To był właśnie główny bodziec, który przyświecał mi do stworzenia mini kolekcji sukien ślubnych wielokrotnego użytku. Zależało mi na fasonach ponadczasowych, uniwersalnych, eleganckich ale też wygodnych i na różne rodzaje sylwetek. Aby w stylizacji z np. ramoneską czy adidasami stały się fajnymi sukienkami koktajlowymi czy nawet dziennymi. I przyznam Wam, że oprócz eko-trendu który nawiązuje do wielokrotnego używania, na pozór bezużytecznej rzeczy, bardzo zależało mi na pragmatyzmie i wygodzie dla panny młodej.
Zobaczcie wszystkie sylwetki na filmiku

Dodatkowym atutem są ceny. Oczywiście, suknie uszyte są z najwyższej jakości materiałów, których szukałam latami. Oczywiście, że suknie są uszyte ze szczególną starannością o najdrobniejszy szczegół. Natomiast odpadają ręcznie wykonywane i naszywane aplikacje, które znacznie podnoszą ceny sukni, gorsety, które prawidłowo zrobione wymagają wielu przymiarek, czasu zarówno klientki jak i krawcowej. Przymiarki są proste i przyjemne, a często zdarza się, że wystarczy podanie wymiarów na odległość. Przyznam, że uszyliśmy tych sukien sporo na wymiary podane via mail i póki co,  nie mieliśmy nawet poprawki.

Dodatkowymi atutami tych modeli jest to, że pozostawiają one bardzo szerokie pole do stylizacji. Dla osób kreatywnych są jak czyste płótno dla malarza. Od prostej, skromnej klasyki, przez rockowe stylizacje, boho aż po pałacowy przepych. Wszystko zależy jak tę suknię „obudujesz” i który fason wybierzesz.

Suknie ślubne dostępne są w moim butiku online lub w pracowni w Łodzi.

Jeśli chcecie posłuchać więcej o sukniach ślubnych do 1000 zł to zapraszam do obejrzenia vloga

 

 

 

Typy kolorystyczne, typy urody, analiza kolorystyczna

Muszę napisać kilka słów o pierwszej, zakończonej serii filmów. Cykl dotyczył typów kolorystycznych. Na początku napiszę dlaczego stworzyliśmy te odcinki, chociaż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może i będą mało widowiskowe, może nie będą dla wszystkich, może będzie czasem wiało nudą 🙂 No cóż.. miało być merytorycznie.. Mianowicie zależało nam na tym, aby stworzyć większą świadomość zagadnienia doboru kolorów do odpowiednich
typów kolorystycznych. Jest to szalenie istotna sprawa. Kolory można wykorzystywać na różne sposoby. Oprócz tego, że w jednych wyglądamy lepiej, a w innych gorzej, są one narzędziem,
którym możemy się posłużyć chcąc osiągnąć konkretne cele. Możemy dodawać sobie nimi wigoru, tworzyć nastrój, wtapiać w tłum lub z niego wyróżniać. Omówiliśmy wszystkie typy kolorystyczne (oczywiście w danej systematyce) abyście mogły na jego podstawie spróbować siebie „określić” i przyporządkować do sobie właściwego. Jeśli mieliście wątpliwości, to wiecie do kogo się zgłosić 🙂
Tak, jak dobry stylista powinien pomóc Wam w doborze odpowiednich fasonów, tak kolorysta bez trudu poradzi Wam jakie kolory są Wam dedykowane, a od jakich trzymać się z daleka.
Dodatkowo fachowiec nauczy Was je ze sobą zestawiać i udzieli wielu cennych wskazówek. Jako projektant mody mam styczność z klientkami o różnych typach urody i na co dzień pomagam im
w doborze kolorów, dlatego zawsze dziwiło mnie, że moi koledzy po fachu, temat doboru kolorów traktują czasem po macoszemu. Zły kolor działa równie mocno, co zły fason, zła fryzura, zły makijaż.
Oczywiście, według mnie, w żadnym temacie nie ma sytuacji bez wyjścia. I dlatego podaję w filmikach kilka rozwiązań, dzięki którym można sobie poradzić z kolorami które nie są nam dedykowane, a których mamy pełną szafę lub po prostu je lubimy.
Na koniec napiszę tylko, że cieszę się, że udało się nam zgromadzić małe kompendium wiedzy kolorystycznej. Mam nadzieję, że wyszło to rzetelnie i będzie mogło Wam nieraz posłużyć, żeby wyglądać lepiej w swoich ubraniach.

Ps. W filmikach użyłam akcesoriów do analizy firmy COLOUR AND STYLE ❤ Aneta Karpińska, która jest właścicielką firmy przeprowadza profesjonalne analizy jak również szkoli kolorystki – serdecznie ją polecam!

Analiza kolorystyczna – wstęp

Typ kolorystyczny – Wiosna

Typ kolorystyczny – Lato

Typ kolorystyczny – Jesień

Typ kolorystyczny – Zima

Kolekcja The Look

Jak zwykle początek kolekcji zaczynam się od znalezienia inspiracji. Tym razem punktem wyjścia była moda lat 90 oraz 50. Oczywiście w trakcie tworzenia pomysł ewoluował w kierunku stylu który jest ze mną od wielu lat. Jest to dla mnie pocieszające, że po czasie w którym jestem w zawodzie udaje mi się odnaleźć swój własny, charakterystyczny styl.

Kolejnym krokiem były desenie. Tutaj zależało mi na nasyconych, konkretnych barwach. Zestawienia kolorystyczne które znalazły się w kolekcji są przez mnie sprawdzone jako wyraziste, mocne i twarzowe. W końcu miałam okazję wykorzystać je w formie druków na materiałach.  Muszę przyznać, że projektowanie wzorów było dość pracochłonne. Z uwagi na to, że postanowiłam, że będą tylko trzy motywy, chciałam aby były to takie które wyrażają właśnie mój charakter, osobowość i estetykę.

Później zaczęły się schody.. to co sobie wyobraziłam niekoniecznie chciało powstać. Chodzi tu o techniczne sprawy o których klienci często nie mają pojęcie. Ile prób druków trzeba wykonać, aby wyszły tak jak chcesz, ile materiałów przetestować, aby znaleźć ten idealny? Na szczęście się udało, więc mogłam zająć się fasonami i konstrukcją. Tu też sprawa nie jest oczywista. O ile kilka sprawdzonych modeli zostało „przemyconych” w nowej odsłonie, o tyle nowe modele zawsze testuję na sobie. Nie muszę zaznaczać, że nie robię tego w jeden dzień. Sprawdzam nie tylko to jak sukienki czy suknie się układają gdy stoję przed lustrem ale również gdy się poruszam, pracuję, idę na zakupy czy z psem na spacer. Przymierzam kreacje na różnych typach sylwetek abym później, pisząc opis mogła z czystym sumieniem polecić go dla danej figury. Kiedy już wszystko się zgadza przechodzę do stopniowania i wyboru skali rozmiarów dla poszczególnych fasonów. To też jest kwestia prób. Nie każda sukienka wygląda dobrze w większych rozmiarach i dlatego niektóre z nich są w butiku np. tylko do 38 rozmiaru. Oczywiście znaczną większość staram się projektować tak, aby osoba w rozmiarze 44 też wyglądał dobrze.

Kolejny etap to szycie i szukanie sposobów realizacji, najlepsze wykończenia i techniki. Tu nie mogę wchodzić w szczegóły ponieważ są ściśle tajne 🙂 W skrócie powiem, że nie idziemy na skróty. Liczy się efekt końcowy.

Etap któryś tam.. Zdjęcia. Tym razem znów modelką byłam ja. I nie chodzi o to, że uważam się za najlepszą modelkę ale o to, że wiele z Was stwierdziło, ze jest to najlepsze rozwiązanie. Dodatkowo jest to dla nas (mnie i Dominika) najwygodniejsze. Nie musimy ustawiać sobie deadline’ów, umawiać się na konkretny czas pracy i spinać się aby wyrobić na czas. Jak coś nie wychodzi to po prosu powtarzamy w swoim tempie. Staramy się aby zdjęcia jak najbardziej oddawały to jak ubrania wyglądają w rzeczywistości, dlatego nie ingerujemy w nie zbyt mocno. Oczywiście na małą korektę sobie pozwalamy bo przecież niezbyt estetycznie wygląda modelka z zadrapanym przez kota kolanem :))

Oprócz zdjęć do każdej sukienki, bluzki, sukni czy spódnicy dodaliśmy krótki film w którym prezentuję ów model i opowiadam o sposobach w jaki można go stylizować, z czym zestawiać, jak nosić i dla jakiej sylwetki będzie odpowiedni. Myślę, że to pomoże Wam w odpowiednim wyborze czegoś dla siebie, a zarazem uchroni przed rozczarowaniem. Kiedy mówię, że dla danej sylwetki coś nie jest odpowiednie to, zaufajcie mi – NIE JEST. Może i jestem do bólu szczera ale wychodzę z założenia, że to jest lepsze niż sprzedanie kolejnej rzeczy, która nigdy nie zostanie założona przez klientkę.

No dobrze.. dość już tych technikaliów 🙂 Zobaczcie kolekcję.

Suknie wieczorowe

Sukienki

Bluzki

Spódnice

Okradli nas, aby okraść Was – film ku przestrodze

Dzisiejszy mój wpis będzie ku przestrodze. Dostałam link od czujnej klientki, która znalazła sklep z naszymi kolekcjami (i nie tylko naszymi) za ułamek kwoty. Nie jest to żaden z naszych partnerów i zapewniam Was, że nie dostaniecie ubrania z metką NIKONOROV. Sądzę, że nie dostaniecie nic (bo za kwotę 60zł nie da się wyprodukować naszej sukni ślubnej, nawet w Chinach) a jedynie zostaniecie okradzeni z danych swojej karty kredytowej. Zobaczcie film i pamiętajcie, oficjalny butik online NIKONOROV jest pod adresem NIKONOROV.COM. Pracujemy również z multibrandami dla projektantów, ale każda rzecz wysyłana jest od nas, z naszej pracowni (nikt nie ma na stanie naszych produktów) i raczej trudno znaleźć coś taniej niż w naszym butiku a jeśli tak, to nieznacznie. Bądźcie czujni a w razie co, pytajcie. Dziękujemy naszej klientce za nadesłany link!

W filmie więcej info:

Pomysł na prezent – naszyjnik dzianinowy

Naszyjnik dzianinowy to nasz projekt, który w butiku jest nami już kilkanaście lat i ani przez chwilę klientki nie przestały go lubić. Dlaczego? Bo jest to dodatek ponadczasowy, jest szalikiem jesienią i zimą, apaszką wiosną i latem. Jest idealny zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, niezależnie od wieku czy sylwetki. Świetnie komponuje się z sukienkami, t-shirtami, płaszczami, ramoneskami, kurtkami jeansowymi – słowem, ze wszystkim, co lubisz! Dodatkowo doda Ci blasku i rozświetli twarz, jeśli wybierzesz jeden z kolorów z Twojej gamy kolorystycznej. Ja często zakładam mój ulubiony naszyjnik amarantowy do beżowej sukienki i płaszcza, które bardzo lubię ale kolor mi nie pasuje. Wersji naszyjnika jest wiele, zarówno kolorów jak i grubości, z kwiatkami lub bez. Obejrzyj filmik do końca, zasubskrybuj nasz kanał i zobacz, jaką niespodziankę dla Ciebie przygotowaliśmy!

Poniżej kilka zdjęć z sesji zdjęciowych, magazynów. Zobaczcie sami, jaki to wszechstronny dodatek 🙂

 

Moda – oczekiwania vs rzeczywistość

Oczekiwania vs rzeczywistość – to pojęcie które przeszło do mowy potocznej jako ekwiwalent zawodu zakupowego (głównie internetowego). Czy takie rozczarowanie to wina producentów, sprzedawców czy może jednak klientów? Na to pytanie postaram się  odpowiedzieć w tym wpisie.

Zjawisko rozbieżności oczekiwań z rzeczywistością potrafi być w swoich spektakularnych odsłonach przekomiczne. Nie raz zrywałam boki oglądając czym „chwalą się” nieszczęsne klientki które chcą „zaoszczędzić” grosz na zamawiając np. suknię ślubną z kraju dalekiego wschodu. Tu stawiam sobie pierwsze pytanie. Czy produkt którego oczekuje klientka to jest ta sama rzecz którą oglądała na pięknie wyprodukowanych zdjęciach? Tu mam pewne wątpliwości. Sama doświadczyłam kradzieży zdjęć autorstwa mojego męża. Kilkadziesiąt stron internetowych z domenami zarejestrowanymi w Chinach sprzedawało z naszych zdjęć z moim projektem, z pewnością nie moje suknie. Ich cena też była tak niska, że nie byłabym w stanie z te pieniądze kupić materiału aby ją uszyć. Napomknę tylko, że praca którą trzeba włożyć w wykonanie tej sukni to zajęcie na pełne 2 tygodnie dla 2 osób. Na marginesie dodam,  że nasza prośba o zaprzestanie kradzieży naszych projektów i zdjęć spotkała się z prośbą o udowodnienie tego, że to są nasze projekty i zdjęcia. Paranoja? Dla mnie TAK. Gdyby nie fakt, że do Chin nie zwykłam latać na codzień to sprawa znalazłaby finał w sądzie. Ok. odpuszczam, bo nie o tym miał być ten post. Zaznaczam tu tylko to, że kupując coś z drugiego końca świata ciężko egzekwować oryginalność danego towaru, a zdjęcia ekspozycyjne mogą być po prostu skradzione z oryginalnych stron.

Czy klient może popełnić błąd?

Owszem. Może i ma do tego pełne prawo. Może też odesłać towar który nie spełnia jego oczekiwań. W Polsce ma na to 14 dni od daty doręczenia przesyłki. Wiadomo, że nie może być od używany, musi mieć fabrycznie przymocowane metki etc. Jednak muszę wspomnieć o błędach które popełniają klientki, które co prawda nie narażają się na jakieś mego straty, to już ich oczekiwania mogą odbiegać dość mocno od rzeczywistości. Primo. Jeśli nosisz rozmiar 36 sukienki marki X to nie odznacza, że nosisz rozm. 36 marki Y. Wynika to z odmiennej tabeli rozmiarów które stosują producenci w różnych szerokościach geograficznych. Czy jest to mało logiczne? A no nie jest. Uśredniając – inne wymiary tego samego rozmiaru będzie miała Hiszpanka, Niemka, czy Angielka. Jedna będzie miała szersze biodra, druga szerszą talię. I dlatego zawsze trzeba sprawdzić tabelę rozmiarów danego producenta czy sprzedawcy.

Secundo. Jeśli modelka wygląda w czymś dobrze, to nie znaczy, że ja też będę. Różnimy się od siebie i to jest piękne 🙂 ale nie tylko różnimy się rozmiarami ale także proporcjami. Mamy różne sylwetki. Jesteśmy klepsydrami, rożkami, kolumnami itd. i każda z nas ma fasony w których wygląda lepiej lub gorzej. Są fasony które dla niektórych sylwetek są po prostu niedopuszczalne. Niestety, znaczna większość sprzedawców  nie poinformuje Was o opisie produktu, że ten model nie jest dla Was. Nie ma się co dziwić, bo  w sumie to dziwnie czytałoby się taki opis: „Sukienka trapezowa… bla, bla, bla.. Jeśli twoja sylwetka to gruszka – ZAPOMNIJ” 🙂 Osobiście staram się sugerować w opisach produktu, że dany model jest odpowiedni dla sylwetki takiej i takiej przede wszystkim dlatego aby moje klientki uniknęły rozczarowania, a ja zwrotu 🙂 Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czasem jak się nie przymierzy konkretnego fasonu to żaden opis, zdjęcie, czy film ekspozycyjny nie odpowie nam na pytanie czy to NASZ fason. Dlatego czasem zbawienna jest możliwość zwrotu czy wymiany.

Tertio. Zaufaj sobie. Nie raz w swoich wpisach czy vlogach wspominałam Wam, że najważniejsze jest to jak Wy czujecie się w swojej stylizacji. Jeśli coś Wam pasuje to nawet jeśli całość stylizacji jest średnio udana to fakt, że Wy czujecie się w czymś dobrze sprawia, że jesteście pewniejsze siebie i tak też odbiera was otoczenie. Tu mogę podać przykład z własnego podwórka. Panna młoda, suknia ślubna, stylizacja i dodatki + MAMA. Wiem, że czasem miło jest w towarzystwie powybierać fasony na ten wyjątkowy dzień. Jednak często mam nieodparte wrażenie, że kiedy klientki zjawiają się z mamami rodzi się dziwny klimat. Mama ma swoje wyobrażenie stylizacji – córka, panna młoda swoje. I zaczyna się walka 🙂 Najgorsze, że nikt nie chce do końca odpuścić ale też nie chce być do końca bezkompromisowy. Często muszę wtedy reagować i być kimś na zasadzie sędziego, który wszystko wyjaśni i wytłumaczy co będzie lepszym rozwiązaniem. Wyobraźcie sobie, że wypadkowa dwóch pomysłów – mamy i córki gdzie każda ma inną wizję. „No suknie ładą wybrałaś ale ten żakiet co gdzieś tam wypatrzyłam będzie idealny”. Córka, żeby nie robić mamie przykrości przystaje na coś co kompletnie mija się z jej wizją. Suma sumarum dziewczyna nie czuje się do końca tak jak chciała. Traci pewność siebie, bo nie czuje się sobą.

Na koniec życzę Wam samych udanych wyborów i jak najmniej rozczarowań. Pamiętajcie, że w razie wątpliwości możecie śmiało do mnie pisać, dzwonić. Zawsze staram się pomóc moim klientkom w dobrze fasonów i kolorów. Często  zdarza mi się doradzić coś na co ktoś kto przegląda mój sklep nie wpadłby, że to będzie jego fason. Po prostu znam swoje kolekcje i każdą rzecz jaką projektuję robię pod kątem danej sylwetki czy z uwzględnieniem rozmiarów uważanych ogólnie za plus size.

BLACK FRIDAY

„Co dziś przeceniacie?” – pyta pani. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to stała klientka i rabat ma zawsze. Ma „Black Everyday”. Zaczęłam się zastanawiać, o co w ogóle chodzi… ? Dlaczego osoby, które mają u nas rabaty i tak czekają na ten dzień, na ogólną przecenę, która i tak pewnie byłaby dla nich mniej korzystna? Co ma w sobie ten piątek? Dlaczego niemalże wszyscy wpadają w sidła sprytnych marketingowców?

Opowiem Wam, dlaczego my nie mamy Black Friday. Od kilku lat staramy się uświadamiać nasze klientki czym jest jakość, czym jest szacunek do osób, z którymi współpracujemy. Każda jedna rzecz u nas wyprodukowana od samego początku wymaga większego zachodu niż jakaś inna wyprodukowana masowo w sieciówce. Do każdej kolekcji przygotowujemy nowe druki, do których grafiki sami tworzymy, nic nie kupujemy na stockach; nie zlecamy hurtowego krojenia krojowni, ubrania krojone są z uwagą, każde osobno, najczęściej dla każdej osoby inaczej, bo pod wymiar; każda rzecz szyta jest u nas, w naszej pracowni, pod naszą kontrolą, bez pośpiechu i ze starannością; większość ubrań szyjemy na zamówienie, podmieniamy materiały, zmieniamy detale, długości, dopasowujemy do wymiarów… Z każdą osobą, firmą, z którą pracujemy uczciwie się rozliczamy, nie wyzyskujemy nikogo, ani nie kupujemy z odroczonymi terminami płatności. Wszystko to, a nawet wiele więcej, ma wpływ na cenę. Dla niektórych jest ona wysoka, ale uwierzcie mi, jest ona wypadkową wszystkiego, co dzieje się przy produkcji danej rzeczy, która nie jest wytwarzana masowo. Kiedyś klientka spytała mnie, czy zrobię jej pewien model na miarę, zmienię to i tamto i sama zasugerowała cenę, oczywiście dużo niższą. Spytałam jej, czy jeśli musiałaby się napracować więcej, to czy nie liczyłaby raczej na napiwek zamiast na mniejszą zapłatę?

Ludzie, otrząśnijcie się! Właśnie weszłam na stronę, która rzekomo sprzedaje prace polskich projektantów. Piszę „rzekomo”, bo teraz są tam głównie producenci, których wyroby można kupić również w podłódzkim „Ptaku”. Wieczorowa suknia kosztuje tam dziś 169zł (pierwsza lepsza jaką widziałam), sklep zabiera 50% (wiem, bo z nimi współpracowałam) – zastanówcie się zatem, jaka jest cena wyprodukowania tej sukni, długiej, marszczonej. Ile jest wart materiał i ile zapłaty otrzymały kolejno: konstruktor, krojownia, szwalnia. O projektancie nie wspominam, bo większość firm go nie ma…

Dlaczego Black Friday przypada dzisiaj? Abyście wydali do reszty swoją aktualną wypłatę, bo kolejną przeznaczycie … na „mega” okazje przedświąteczne!

Kochani! Staram się uczyć Was na czym polega jakość, dlaczego za nią czasem trzeba zapłacić. Uczę Was, że czasem lepiej kupić jedną rzecz a porządną, zamiast wielu na wyprzedaży nic nie wartych. Bo jeśli one dziś tyle kosztują, to naprawdę są nic nie warte – wyobraźcie sobie, że żaden przedsiębiorca nie sprzeda nic poniżej kosztów produkcji/zakupu. Widzicie -80%? To jest właśnie cena, jaką dana rzecz powinna mieć bez promocji.

W moim butiku istnieje dział „Sample Sale” – tam super ceny macie zawsze. Minusem są wybiórcze rozmiary i nie wszystkie fasony. Ale ubrania są pełnowartościowe, nowe – najczęściej uszyte na sesję, na konkretny wymiar lub jako prototyp. Dlatego nie mogą trafić do normalnej sprzedaży, są dużo tańsze, ale u nas na siebie zarobiły zdjęciem, z którego sprzedawany jest ten sam model. Plusem i to ogromnym jest to, że bardzo często znajdują się tam ubrania unikatowe, w jednym egzemplarzu, które z różnych przyczyn na wieszaki nie trafiły.

Ja nie kupuję ubrań, wiecie o tym. Ale uwielbiam buty, miałam jedne upatrzone. Dziś zobaczyłam ich wyprzedażową cenę. Odechciało mi się ich…. Wiem, wariactwo. Ale zdałam sobie sprawę z ich wartości, z obietnic producenta i widziałam już moje rozczarowanie, jak rozpadną się po miesiącu użytkowania. Zamiast tego, zamówiłam sobie inne, polskiej firmy (ręcznie robione, droższe), która również Black Friday nie obchodzi…

Nowa Pracownia

Nie wiem który raz z rzędu na tym blogu to napiszę, ale…. ZAPRASZAM WAS DO MOJEJ NOWEJ PRACOWNI! (Fanfary!!!)

Przez prawie czternaście lat istnienia mojej marki naliczyłam ich dziesięć, ale mogłam się pomylić. Każda z moich pracowni wniosła do mojej pracy i życia coś nowego, każda zostawiła po sobie wspaniałe wspomnienia. Dlaczego postanowiliśmy przeprowadzić się po prawie roku od poprzedniej przeprowadzki? Ano dlatego, że poprzednie miejsce musieliśmy znaleźć szybko, bo z dnia na dzień zostaliśmy bez przestrzeni do pracy (kto ogląda nasz kanał youtube, ten wie o co chodzi)… Z tego względu przymknęliśmy oko na drobne niedoskonałości, bo bardzo zależało nam, aby jak najszybciej wznowić produkcję i wysłać zamówienia, bo zbliżały się Święta. Nie ma tego złego, bo okazało się, ze trafiliśmy pod dobry adres, tylko… Tylko czeka na nas coś lepszego, tuż obok 🙂 W tym samym budynku, po sąsiedzku. Z dużymi oknami, których bardzo nam brakowało i z nową, jeszcze lepszą energią.

Teraz to tu będą powstawały nasze najnowsze kolekcje. Tu też będziemy kręcić dla Was filmy, robić sesje, bo oczywiście mamy też studio. Tu będą spełniały się Wasze marzenia o sukniach ślubnych, o kreacjach na wyjątkowe okazje (takie jak wesele, Sylwester, studniówka). Tu też znajdziecie dopasowane do Waszych potrzeb, uszyte na miarę ubrania według mojego projektu, które dodadzą Wam wiary w siebie również na co dzień. Pamiętajcie o tym, że każda rzecz z naszą metką powstaje właśnie tu, w tym miejscu i w żadnym innym. Nie mamy podwykonawców, sami nadzorujemy proces produkcji począwszy od projektu, przez autorskie druki, konstrukcję, szycie, na wykończeniu skończywszy. Tym razem zaprojektowaliśmy pracownię tak, aby showroom był połączony z atelier i aby było widać, jak pracujemy. Ja to miejsce nazywam „naszym królestwem”. Mam nadzieję, że będziecie czuły się tu komfortowo a jeśli nie możecie nas odwiedzić, to że będziecie miały świadomość tego, że dostajecie przesyłkę z naprawdę dobrego miejsca 🙂

PS. Jak zawsze przy okazji chwalenia się nową pracownią, serdecznie dziękuję mojemu kochanemu tacie i mężowi ❤

Zapraszam, obejrzyjcie zdjęcia i napiszcie, jak Wam się podoba?

 

 

 

Mity modowe

Temat mitów modowych którym postanowiłam zająć się podczas kręcenia kolejnego filmu na YT pojawił się wtedy, gdy zrozumiałam jak często stereotypowe podejście, oraz utarte schematy uniemożliwiają kobietom dobór właściwej dla nich stylizacji. W mojej pracowni często spotykam klientki, które jak ognia, boją się niektórych rozwiązań i argumentują to właśnie absurdalnymi stwierdzeniami, że „nie mogę założyć długiej sukni, bo jestem niska”,  że „rękaw za szeroki do moich grubych ramion” etc.

Nie obwiniam tutaj osób, które mają takie przekonanie o ich brak wiedzy na temat  doboru ubrań do typu sylwetki czy ogólnie stylizacji, ale muszę przyznać, że drażni mnie kiedy ktoś nigdy nie spróbował zadać kłam tym gusłom i nie sprawdził tego na sobie, czy pasuje mu dany kolor, czy inna długość sukienki nie będzie dla niej lepsza lub kształt dekoltu nie poprawi ogólnego wyglądu.

Wydaje mi się, że na kilku prostych przykładach jestem w stanie udowodnić, że niektóre z mitów krążących w naszej świadomości to nonsensy. Wiele razy udowadniam to u siebie w pracowni, kiedy od klientek słyszę podobne nowinki. W moim showroomie mam przygotowanych kilka fasonów, dzięki którym w ciągu chwili rozwiewam tego tupu wątpliwości. Czasem chodzi o detale w obrębie jednego fasonu.. inna głębokość dekoltu, inna długość rękawa, inny odcień danego koloru i od razu widzimy efekty. Po prostu, tym filmikiem chciałam Was zachęcić do eksperymentowania oraz uprzedzić,  że wbijanie sobie do głowy pewnych schematów może nie być dla Was korzystne. Możemy za to odświeżyć nasz wygląd w banalny sposób przełamują te schematy. Czasem wystarczy tylko wejść do przymierzalni 🙂

Przy okazji zapraszam do kontaktu ze mną, jeśli macie wątpliwości co do doboru dla siebie odpowiedniej kreacji – jestem do usług 🙂

Zatem zapraszam do obejrzenia.

Broszka Gigant

Broszka gigant – kwiatowy dodatek zarówno na co dzień, jak i na wieczór lub nawet ślub została przeze mnie zaprojektowana i stworzona… tak dawno, że nie mogę dokładnie określić jej daty. Mam ją na zdjęciach z pokazu w 2010 roku, ale już wtedy nie była ona nowością.

Doskonale wiecie, że kwiaty towarzyszą mi niemal od początku mojego istnienia, jako projektantki a co sezon pojawiają się w nowych wersjach lub jako zupełnie nowe dodatki, druki, czy nawet draperie na ubraniach.

Czasem dostaję pytania typu: „jak nosić taką ozdobę?”. Odpowiedź brzmi: tak jak lubisz! Bo potrafi ona „odczarować” zwykły t-shirt, nadać wieczorowego charakteru skromnej małej czarnej a nawet zamienić prostą suknię ślubną w taką, która spokojnie mogłaby się pojawić na pokazie haute-couture. Taka duża „plama koloru” przy twarzy dodaje twarzy blasku, jeśli oczywiście będzie ona pochodziła z Twojej palety kolorów. Tym samym, możesz „uratować” ubranie, które ma niekorzystny dla Ciebie odcień, gdyż to nie on będzie grał główną rolę. Ja sama mam tych broszek mnóstwo, dobieram je w zależności od nastroju, stylizacji, okazji. Czasem przypinam ją do torebki czy wiklinowego koszyka a na co dzień nie trzymam jej w szafie… ozdabia ona mój pokój wisząc na zasłonie, czasem przypięta do ozdobnej poduszki..

W filmie chciałam pokazać jak ja ją noszę. Stylizację pochodzą z sierpnia, więc niektóre z nich są dosyć letnie ale zobaczycie również zestawienia z sukienkami koktajlowymi, które są uniwersalne na każdą porę roku. Planuję również nagrać film o tym, jak takie dodatki wystylizować na okoliczność ślubną – jeśli któraś z Was jest tym tematem zainteresowana serdecznie zapraszam do subskrypcji mojego kanału, niedługo będzie można go obejrzeć.

A oto broszka gigant na zdjęciach archiwalnych (i jednym aktualnym):

 

 

Kupujemy kicz!

Wpadliśmy na pomysł tego odcinka spontanicznie i nie wiedzieliśmy, co z tego wyniknie…. Bo czy można kupić na nadmorskim bazarze kiczowaty dodatek i wystylizować go z ubraniami z naszych kolekcji tak, aby wyglądał stylowo? Przechodząc pomiędzy sklepikami z pamiątkami mnóstwo jest kolorowych naszyjników, bransoletek, świecących opasek…. Zaryzykowaliśmy! Jest to jeden z moich ulubionych odcinków, jakie dotychczas nakręciliśmy. Dał nam wiele radości, śmiechu i wysilił do kreatywnego myślenia (choć tego nam akurat na co dzień nie brakuje). Wniosek z tego jest taki, że czasem można poszukać inspiracji nie wydając ogromnej kwoty pieniędzy oraz drugi, bardziej zasmucający – że na dobrze zrobionych zdjęciach, nawet największy bubel prezentuje się świetnie, co wykorzystują producenci i sklepy takich rzeczy… Zapraszam do oglądania i komentowania. Co sądzicie o takich kreatywnych odcinkach?

PS. W sesji zdjęciowej udział wzięła koktajlowa sukienka koronkowa z kolekcji „Królowa Bajka” dostępna w naszym butiku online www.nikonorov.com

Jak się ubrać po sześćdziesiątce, moda dla kobiet 60+

W mojej pracowni pojawiają się kobiety w różnym wieku. Łączy je jedno – każda chce wyglądać pięknie. Co zabawne, każde z nich mają jakieś swoje „problemy”, które z biegiem lat zamieniają się w zupełnie inne i wtedy same śmieją się z tych wcześniejszych. Czasem zdarza mi się usłyszeć, że czegoś w pewnym wieku już nie należy nosić, że należy o tym zapomnieć. Jest wiele mitów i stereotypów, które panie wyczytują w poradnikach, książkach i się kurczowo tych rad trzymają. A  nie ma jednej złotej rady dla wszystkich pań w danym wieku. Każda jest osobnym przypadkiem, każda ma inną sylwetkę, typ kolorystyczny, urodę, temperament, styl życia, pracę itp. itd…

Poznajcie moją mamę. Piękną kobietę po sześćdziesiątce, która ubiera się barwnie, kolorowo i bawi modą. Mama Krystyna uczy dzieci w szkole muzycznej,  jej wychowankowie często o niej mówią, że jest ich drugą mamą (i mamy tych wychowanków też tak ją nazywają). Ubierając się do pracy musi zatem kierować wieloma aspektami – ubrania muszą być wygodne,  komfortowe nawet jeśli idzie z dziećmi do filharmonii czy na koncert. I co ważne, przez duże problemy z kręgosłupem nie może nosić obcasów (zakłada je na szczególne okazje i tylko na chwilę), dlatego ma pokaźną kolekcję trampek i innych butów na płaskiej podeszwie. Kiedyś przeczytałam, że już po trzydziestce nie powinno się trampek nosić pod żadnym pozorem 😉

W nowym odcinku „UBIERAMY”  mama pokazuje Wam kilka swoich ulubionych ubrań z moich kolekcji. Między innymi bluzkę i tunikę inspirowaną malarstwem zalipiańskim i koszulę w kratę, którą uwielbia.  Koronkowa sukienka w kolorze chabrowym jest idealna dla mamy pana młodego czy panny młodej i taką właśnie jej zaprojektowałam na wesele mojego brata 🙂 Trapezowa sukienka w kwiaty, które namalowałam była jej wymarzoną na szczególną uroczystość. Specjalne miejsce w jej szafie mają sukienki nazwane jej imieniem. Zaprojektowałam je wiele lat temu właśnie z myślą o niej.  „Cristina” to sukienka wysmuklająca, która dzięki swojemu fasonowi momentalnie wyszczupla sylwetkę dodając jej kilka centymetrów wzrostu.  Dodatkowo maskuje brzuch i biodra jednocześnie podkreślając talię, która sprawia wrażenie jakby nagle straciła trochę w obwodzie 😉

Zapraszam na odcinek, zobaczcie jak to wszystko wygląda i poznajcie mojego wymarzonego księcia z bajki, jakiego narysowałam mając pięć lat. Czy jest podobny do Dominika?

 

Kopertowa bluzka – jak ją nosić i z czym zestawiać :)

Projektując tę bluzkę myślałam o tych z Was, które lubią ubrania ponadczasowe, uniwersalne a zarazem oryginalne i unikatowe. Bo niby „prosta” bluzka, ale potrafi całkowicie odmienić charakter stylizacji. W zestawie ze spódnicą stworzy sukienkę, ze spodniami – kombinezon.  Pomoże tym, które noszą inny rozmiar „góry” i „dołu”; rozświetli cerę, jeśli dobierzesz swój idealny zestaw kolorystyczny; będzie idealna dla pań w ciąży i zaraz po niej – jej obwód można regulować a kopertowy krój ułatwi karmienie piersią… Wymieniać można w nieskończoność… 😉 Co zrobić jak się nie lubi dekoltów „V”? Z pomocą przyjdzie krótki top, koszulka z koronką – dowiesz się o nich z filmiku lub po prostu noś ją na dopasowany t-shirt. Mitem jest to, że mając mały biust nie powinno się nosić podobnych fasonów. Spójrz na mnie! Ja biuściasta nie jestem, a jeśli mnie spotkasz, prawdopodobnie będę tak ubrana 😉 Cóż w niej jest tak unikatowego? Myślę, że wszystko co napisałam powyżej plus to, że jeśli nie wybierzesz koloru czarnego to nasze autorskie druki, które robimy sami od podstaw pod Twoim okiem sprawią, że poczujesz się częścią nas :))) Więcej dowiesz się z filmiku: