O jakości ubrań od podszewki

Witajcie Kochani! W związku z licznymi prośbami o filmik z wyjaśnieniem jak rozpoznać dobrze i źle wykonane ubrania, postanowiłam w miarę przystępny sposób Wam to przybliżyć. Na podstawie dwóch sukienek postaram się Wam pokazać czym różni się profesjonalne wykonanie z pasją i umiłowaniem od kiepskiej jakości bubla.

Szukając ubrań, które będą z Wami dłużej niż jeden sezon, nie zawsze kierujcie się ceną – bo z doświadczenia wiem, że możecie się rozczarować kupując koszulkę „znanego projektanta” za kilkaset złotych, która rozpadnie się po pierwszym praniu. Możecie również cieszyć się t-shirtem z sieciówki przez lata, jeśli jest dobrej jakości. Ty decydujesz co kupisz!

Pozdrawiam, Milita

Zbieramy dziurawiec!

Kochani! Nareszcie jesteśmy na urlopie i mamy trochę więcej czasu na spacery po lesie i zbieranie ziół. Dziś mamy dla Was krótki filmik o dziurawcu – dowiecie się jak wygląda i dlaczego herbatki z dziurawca nie są skuteczne. Zapraszam, obejrzyjcie i zbierzcie dla siebie co nieco – będzie jak znalazł jesienią 🙂

Pozdrawiamy, Milita i Dominik ❤

PS. Przy okazji pochwalimy się, bo właśnie 1 sierpnia, czyli w dniu jak kręciliśmy to video, obchodziliśmy dziewiątą rocznicę ślubu 🙂 ❤

 

NIKONOROV atelier

Śmieję się, że to moje królestwo. Choć niewielkie, to moim zdaniem piękne i co najważniejsze moje własne. Piękne dlatego, że tu spełniają się moje marzenia o tym, by projektować, tworzyć dla Was kolekcje …  Często również spełniają się tu czyjeś marzenia o wyjątkowej sukni ślubnej, idealnie dopasowanej sukience dziennej czy ręcznie wykonanej biżuterii… W tym roku mija dwunasty rok, odkąd założyłam swoją markę. O moich niełatwych początkach pisałam już jakiś czas temu, dlatego już więcej nie będę, ale kto chce, może zajrzeć na mój wpis sprzed dwóch lat.  Może to zainspiruje Was do realizacji swoich planów nawet jeśli wydają się one zupełnie nierealne.

Wracając do mojego królestwa, czyli mojej pracowni, zapraszam do obejrzenia zdjęć, które pokazują showroom oraz tajemniczą komnatę, gdzie piętrzą się materiały, nici i różne skarby należące do królowej 😉 Przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się tego dnia fotografa … Poza tym, kto ma jakąkolwiek pracownię ten wie, że porządek w takim miejscu to kwestia godziny 😉

A oto showroom, w którym można obejrzeć aktualnie dostępną kolekcję a kiedy trzeba za skinieniem magicznej różdżki zmienia się on w przestronne studio fotograficzne 🙂

Buziaki,

Milita

Summer trip

Proszę bardzo: jakby ktoś miał wątpliwości dlaczego czasem nie opisuję, nie mam zasięgu … Po prostu mój rodzony mąż zapewnia mi rozrywki nawet na wakacjach. Chciałoby się poleżeć na leżaku ale w Dominiku obudziła się potrzeba podróżowania… na pieszo. No nic, trochę pomarudziłam, ale w konsekwencji sama namówiłam na kolejną wyprawę. Zapraszam, oglądajcie 🙂

 

Girlboss, czyli kobieta pracująca :)

Ktoś mnie kiedyś zapytał (w sumie nie raz), ile czasu trzeba poświęcić, aby prowadzić własną firmę, markę? Odpowiedź brzmi: prowadząc własną firmę, jesteś w pracy zawsze. I nie ważne, ile osób zatrudniasz, z iloma współpracujesz – jesteś w pracy zawsze. Nawet na wakacjach. Tym razem, pakując się na wczasy zabrałam ze sobą mnóstwo rzeczy… prawie wszystko po to, by zacząć projektować nową kolekcję. Szkicowniki, ołówki, pastele, kredki, pisaki, farby, kufer ze wszystkimi akcesoriami do robienia kwiatów, jedwabie iiiiii…. szkoda czasu na wymienianie – cała walizka zapełniona.

Z tego miejsca dziękuję NVIDIA i Komputronik za ułatwienie mi pracy na wakacjach, projekty już się tworzą z pomocą Waszego notebooka! (Nawet w mega słońcu, bo nie odbijam się jak w lustrze w monitorze… ❤ )

A tak „by the way”… Kto śledzi mój fanpage ten wie, że moja współpraca z INVIDIA Geforce zaczęła się już jakiś czas temu. Całkiem niedawno miałam okazję stworzyć dla nich kilka projektów w Virtual Reality. Szczerze – jak zostałam o to poproszona, trochę się przestraszyłam… Bo miał do mnie przyjechać specjalista, projekty musiały powstać tego samego dnia a ja nie mogłam nauczyć się obsługi urządzenia wcześniej….  I co? I to była tak wspaniała zabawa, że mogłabym tam siedzieć w tej nierealnej rzeczywistości i sobie  rysować na manekinie, który był identyczny jak mój w prawdziwej pracowni. Oprócz tego w goglach można zwiedzać miasta i oczywiście grać.

Zobaczcie, tak wyglądały moje suknie. Dodam, że „na żywo” wszystko to wygląda jak w bajce. Perły, cekiny się skrzą; pióra przenikają się kolorami a z nieba, jeśli chcecie, spadają gwiazdy. Coś cudownego. Pokochałam.

Do zobaczenia Kochani, mam dla Was wiele niespodzianek już za niedługo :))

 

Ciekawostki na naszym kanale You Tube’owym

Tak jak wcześniej Wam wspominałam, kolekcja „Botanica” powstała w wyniku naszych zainteresowań względem roślin i ich cudownych właściwości. Wspaniałym źródłem wiedzy jest blog doktora Różańskiego – zainteresowanych do niego odsyłam.  A my postanowiliśmy podzielić się z Wami ciekawostkami w krótkich filmikach na You Tube. Serdecznie zapraszamy do subskrybowania naszego kanału! 🙂

 

 

 

 

 

Kolorowe jajka wielkanocne – amarantowe, różowe i turkusowe

Nigdy nie spodziewałam się, że będę „ekspertem” od jakiegokolwiek przepisu, ale … ! Nigdy nie mów nigdy! 😉

Oto szybko sposób na odmienienie wielkanocnych jajek 🙂

JAJKA AMARANTOWE – JAJKA MARYNOWANE W BURAKACH

Czas przygotowania: 10 min

Czas oczekiwania: kilka godzin – kilka dni

Potrzebujesz:

  • 6-10 jajek
  • 2/3 szklanki koncentratu z buraków
  • 1/2 szklanki octu
  • 1 szklanka wody
  • 1/3 szklanki cukru
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 2-3 liście laurowe
  • 1 łyżeczka soli
  • (ja czasem dodaję również czosnek i marchew pokrojoną w słupki – są pyszne po zamarynowaniu)

Jajka ugotuj, ostudź i obierz ze skorupek, podgrzej zalewę i marynuj w słoiku minimum przez kilka godzin. Jajka będą różowe z zewnątrz, białka w większości pozostaną białe. Jeśli pomarynujesz je przez kilka dni – będą intensywnie amarantowe. Moje marynowały się pięć dni.

Nie przejmuj się, że na początku jajka będą dotykały ścianek słoika i będą sprawiały, że zafarbują się nierówno.  Później białko stężeje, jajka będą miały zupełnie inną konsystencję i… będą przepyszne.

JAJKA PASTELOWE: TURKUSOWE I JASNO-RÓŻOWE

Czas przygotowania i oczekiwania: kilka minut

Jajka ugotuj, ostudź, przetnij na pół i wyjmij żółtka. W naczyniu przygotuj roztwór wody z barwnikiem spożywczym i zanóż w nim białka. W zależności jak długo będą się w nim znajdować, uzyskasz różne nasycenie. Moje były kolorowane od minuty do pięciu.

Zaletą tychże jajek jest czas przygotowania , szybki „efekt WOW” i szerokie spektrum kolorów. Barwników spożywczych dostępnych w sklepach jest wiele – można je ze sobą łączyć bez ograniczeń. Nie są one jednak tak smaczne jak jaja marynowane (moje mają posmak ciasteczkowy).

Co z żółtkami?

Jajka, które się marynowały mogą mieć również lekko zabarwione żółtka. Ja tak je zostawiam. A jak chcę mieć inny kolor, to barwię żółtko w marynacie buraczanej lub dodaję kroplę barwnika spożywczego. Dodatkowo można zrobić przepyszne nadzienia z czego dusza zapragnie!

Kochani! O ile jajka barwione w barwnikach spożywczych przygotowuję tylko na Wielkanoc, o tyle jajka marynowane w burakach są ze mną cały rok! Są przepyszne, pięknie ozdabiają kanapki, sałatki i cudownie smakują! Mój mąż je uwielbia! Polecam Wam gorąco!

Jeśli jeszcze dziś wieczorem kogoś gościcie, zabarwcie jaja ze śniadania! Efekt „WOW” murowany!

ALLELUJA!

🙂

 

 

Alleluja!!! 🙂

Botanica – inspiracje

Doskonale wiecie, że kolekcje powstają z dużym wyprzedzeniem. „Botanicę” zaczęłam tworzyć zeszłego lata… A w zasadzie zaczęliśmy! Posłuchajcie…

Każde wakacje spędzamy nad morzem, w Jantarze.  Latem kończyłam kolekcję „Patria” i przygotowywałam się do pokazu. Pamiętacie pewnie moją  „polową” pracownię, jaką urządziłam sobie w drewnianym kempingu. W tym czasie Dominik z moim tatą wymyślali, jak zrobić husarskie skrzydła dla modelek. W zasadzie ciężko pracowaliśmy w nasze wakacje.

Nasz domek stoi na skraju lasu, toteż wystarczy postawić nogę na progu i już jest się w innym świecie.  Tak to wygląda:

Tegoż lata zaczęliśmy interesować się właściwościami ziół, obserwować jak i gdzie rosną, zbierać, próbować. Ot, taka rozrywka. Kto wie, ten wie, a kto nie wie zaraz się dowie – zanim studiowałam na Akademii Sztuk Pięknych mój wymarzony kierunek – projektowanie mody, jeden rok spędziłam na Architekturze Krajobrazu. Rośliny zatem nie są mi obce, ale też nie całkiem znajome, ponieważ zamiast być pilną studentką, na wykładach  robiłam szkice sukienek.  Na botanice też. Choć z botaniki czułam się niemalże ekspertką, ponieważ pomimo tego, że byłam w liceum w klasie o poszerzonym angielskim, to nasza wychowawczyni uczyła nas poszerzonej biologii (pozdrawiam serdecznie Pani Grażynko). O czym to ja pisałam? Aaa… 😉

Inspiracja! Nie wiem jak wygląda Wasza karta pamięci w telefonie, ale ja zazwyczaj aby zrobić jedno zdjęcie, muszę skasować dziesięć. Tak więc chodziłam po tym lesie i plaży w towarzystwie pięknego i jakże oczytanego męża i fociłam wszystko to, co później przeniosłam na druki: dzikie róże, rokitniki, liście, trawy, chwasty…

Kiedy na chwilę wracaliśmy do Łodzi, spędzaliśmy dużo czasu w Ogrodzie Botanicznym i Palmiarni – tam zdjęcia robił Dominik i to z nich powstało wiele naszych druków.

Ważną rolę odegrała też ścianka! I tak jak zawsze Wam mówię, że nie cierpię „ścianek” i na nich nie pozuję, tak tę uwielbiam i uwielbiają ją również nasi goście, ochoczo się na niej fotografując. A tak naprawdę jest to graciarnia i stary kibelek (deski błękitne) oraz kemping (deski zielone). Ścianka jest czymś, co symbolizuje moje lato, postanowiłam ją zatem przenieść do pracowni. Przenieść czyli zainstalować coś w podobie do niej, abym mogła sobie w zimowe wieczory w pracowni nacieszyć oko czymś, co dobrze mi się kojarzy. Drewniane deski stały się zatem inspiracją do scenografii sesji lookbookowej.

Ścianka w pracowni prezentuje się tak:

Ach! Zapomniałabym o bardzo ważnej osobie! Dostrzegłam ją na zdjęciu powyżej i gdyby nie to, całkowicie bym o niej zapomniała. A ona by mi tego nie wybaczyła! Mowa o naszej wspaniałej ambasadorce kolekcji! Jest nią Arnika Botanika. Nie wiem, czy powinnam mówić Wam TAKIE rzeczy, ale wymyśliłam ją u moich rodziców, jak byłam na Świętach i piłam wino. Zanim zaczęłam śpiewać, narysowałam JĄ. Już od kilku sezonów zbierałam się, aby wymyślić postać fikcyjną o ciekawej historii, ale to wino mojego taty, którego nie można ruszać bo jest zakazane 😉 okazało się pomocne i pewnie będę teraz musiała płacić tacie zaiksy 😉

Całą kolekcję pokażę Wam w kolejnym wpisie, dziś zobaczcie mały jej wycinek.

 

Reasumując: magiczna moc roślin zaczyna działać w momencie wyjścia na łono natury. Sprawdźcie sami! Natura naprawdę potrafi pocieszyć, uleczyć trzeba tylko w to uwierzyć! Zostawcie zatem na chwilę telefony, laptopy i idźcie na spacer. Zajrzyjcie tylko od czasu do czasu do mnie, bo mam Wam jeszcze wiele do powiedzenia 🙂