Project Otylia

„Halo. Milita, mam do Ciebie pytanie, ale mnie nie zabij…” Głos Otylii w słuchawce był poważny a ja czekałam na to pytanie, którego odpowiedź mogłaby narazić ją na utratę życia 😉 „…Pamiętasz taką suknię (tu opis), co mi kiedyś uszyłaś czarną?? Dałoby radę zrobić podobną czerwoną?” „Dałoby radę. Czemu mam Cię za to zabić?” „Bo sukienka potrzebna mi na… jutro.” Ha! I następnego dnia rozpoczęłam walkę z czasem, jestem w tym już chyba nawet dobra. Bo musiałam skompresować swój czas – zrobić wszystko, co miałam do zrobienia szybciej i poratować Otylię czerwoną sukienką…. I wtedy przypomniałam sobie jak my właściwie się poznałyśmy. Zadzwoniła do mnie fotografka, że ma sesję z Oti, ale że nie ma dla niej długiej sukni. Oti ma 1,86 wzrostu plus szpilki, to prawie 2m! I tu pojawił się problem…. Taki sam jak na początku historii – suknia potrzebna była „na jutro”. Uszyłam jasnokremową dłuuuuugą, prostą suknię. Otylia była zachwycona, od razu ją kupiła i przyjechała do mnie po więcej. I tak od czasu do czasu zaskakiwała mnie kolejnymi sukienkami „na jutro”, „na wczoraj”, „na dziś”. Współpracujemy razem już długi czas i wiem, że z dnia na dzień może ukazać się nowy odcinek „Project Otylia” i kolejne zaskakujące zadanie 😉

Sesja z Otylią i pierwsza suknia:

Kilka kreacji mojego projekty z szafy Otylii (zdjęcia na Fan Page’a https://www.facebook.com/jedrzejczakotylia):

Nasza wczorajsza przymiarka:

Dziś na Gali Mistrzów Sportu Otylia wręczała nagrodę w mojej czerwonej sukni 🙂

 

Dziesięć lat minęło…

Rozpoczął się na dobre rok 2015. Wiele osób podsumowuje rok poprzedni, ja natomiast chciałabym w skrócie podsumować… dziesięciolecie mojej pracy . A dokładniej dziesięciolecie mojej firmy, bo powstała w 2005r, natomiast mój pierwszy butik w 2003. Byłam w nim wówczas zatrudniona jako projektantka i działał on pod moim szyldem.

Od czego więc zacząć? Chyba od początku. A początek łatwy nie był. Miałam w kieszeni trzy złote. Kupiłam bilet i pojechałam dowiedzieć się jak najwięcej o dotacjach unijnych. W mojej małej pracowni w pokoju u rodziców zgromadziłam kilka maszyn, które kupiłam za pieniądze, jakie wygrywałam w konkursach dla młodych projektantów na studiach. Czyli swój wkład miałam. Oprócz tego miałam też wielką wiarę, że mi się uda. I udało się. Za dotację kupiłam kolejne maszyny i wszystko to, co było mi wtedy potrzebne, aby zacząć pracować. Ale to był tylko początek i musiałam prężnie działać, aby utrzymać firmę, bo zaplecza finansowego nie miałam wcale. I właśnie kończyłam studia w Łodzi, które również pochłaniały ogromne pieniądze. Szyłam wtedy głównie modele, które projektowałam w ramach zajęć – podobały się młodym dziewczynom, sprzedawały się dobrze a ja każdą złotówkę inwestowałam dalej. I nie mogę tego nawet nazwać wyrzeczeniem, bo to właśnie sprawiało mi frajdę.

WARSAW FASHION STREET 2007

Mój pierwszy poważny pokaz. Na spotkanie z Dorotą Wróblewską jechałam przejęta jak nigdy dotąd. Zanim wysłałam zgłoszenie długo zastanawiałam się jaka powinna być kolekcja. Odpowiedź przyszła we śnie, z którego zapamiętałam jedynie, że moja ŚP Babcia Stefania powiedziała, abym zajrzała do szuflady. Zajrzałam. Były tam dwie ręcznie wykonane przez nią niegdyś róże: błękitna i jasno-brązowa. Przypomniałam sobie jak razem z nią uczyłam się robić kwiaty z różnych materiałów: z liści, opakowań po cukierkach, z resztek materiałów. A jakby całe elementy ubrań pokryć takimi kwiatami? Kwiaty na osiem sylwetek robiłam jakieś cztery miesiące, pozostałe dwa je naszywałam. Kolekcja nie wygrała, ale była na tyle charakterystyczna, że zainteresowało się mną kilka osób i zaczęłam istnieć w „świecie mody”, choć to może trochę za wiele powiedziane… 😉  Ciekawa historia z ów kolekcją jest taka, że zgłosiłam ją również na inny konkurs. W jury zasiadł znany projektant, który nie dopuścił mnie do kolejnego etapu. Dopuścił się natomiast wykonania kolekcji z identycznymi motywami kwiatowymi, mówiąc że „pomysł na kolekcję spadł mu z nieba”.

milita_nikonorov_2007

Wyżej wymieniona kolekcja była chętnie wypożyczana na sesje zdjęciowe, dzięki temu poznałam wielu ludzi, z którymi współpracuję do dziś. Ku mojemu zdziwieniu, kobiety chcąc mieć cokolwiek, co by z niej pochodziło, prosiły mnie choć o jeden kwiat jako broszkę. I tak powstały kolejne kolekcje, w których motyw róży często się przewijał. W różnych formach, w innych interpretacjach, czasem ukryty w draperii, czasem jako kaskada kwiatów w formie broszek na sukience. I uwierzcie mi, był moment, w którym dosłownie płakałam od nadmiaru zamówień na kwiaty, chciałam je wycofać i o nich zapomnieć. Ale z drugiej strony, one stały się charakterystycznym i spójnym motywem mojej twórczości, dały mi mnóstwo pracy – bo zlecenia sypały się w nieskończoność. I tu chyba mogę śmiało powiedzieć, że tak jak babcia pomagała mi za życia, tak również pomogła mi po śmierci.

Na portalach plotkarskich zawrzało, kiedy Ola Kwaśniewska założyła komplet broszek ode mnie AŻ trzy razy (!). Podpisano to zajście, że tak je lubi, że nie może się z nimi rozstać. Na wszelki wypadek wysłałam jej komplet innych… 😉

olakwasniewska_militanikonorov

 PIERWSZY WŁASNY BUTIK Z ATELIER (drugi w dotychczasowej karierze)

Przełom 2007/2008 to ważne wydarzenie w moim życiu zawodowym. Pierwszy własny butik z pracownią na piętrze. Zanim na dobre się wprowadziłam, klientki już zaglądały i kupowały moje projekty. Pocztą pantoflową rozniosło się, że u mnie powstają unikalne suknie, sukienki. Szczerze – nigdy nie zrobiłam oficjalnego otwarcia ani wielkiej reklamy a  pracowałam od rana do nocy. Wróżka, od której wynajmowałam pomieszczenie powiedziała mi, że i tak wyjadę, że nie wie po co mi to wszystko. Ludzie wokół przepowiadali moje bankructwo i chyba nawet na nie czekali… A ja w najlepszym momencie dla butiku, do którego drzwi się nie zamykały, zamknęłam go. Poznałam mojego przyszłego męża, wyjechałam do Łodzi. Prawie wszystkie klientki towarzyszą mi do dziś. Jedna z żalu, że wyjeżdżam, wykupiła ode mnie wszystkie meble, aby mieć je na pamiątkę.

Butik z pracownią w Szczecinie:

A ja znów zaczęłam od zera. Drugi raz. Razem z Dominikiem urządziłam nową pracownię, znów w domu, w dziewięciometrowym pokoju. O przyjmowaniu klientek nie było mowy. Aby znów stanąć na nogi postanowiliśmy bardziej skupić się na sprzedaży internetowej. Dominik, który (niestety) odłożył karierę muzyczną na później, postanowił mi pomóc w wypromowaniu marki w sieci. Ja natomiast starałam się stworzyć ubrania, które będą na tyle proste, aby ich zakup na odległość nie sprawiał nikomu kłopotu. Powstało wtedy wiele modeli, które są w mojej ofercie do dziś, bo dziewczyny nadal chcą je nosić. Aby dotrzeć do tego miejsca, w którym teraz jest STUDIO NIKONOROV minęły cztery lata. Przenosiliśmy się cztery razy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Obok pracowni mieści się mały showroom ze studiem foto i video. A Dominik może sobie spokojnie tworzyć muzykę kiedy za ścianą tworzą się nowe kolekcje 🙂

Aktualna pracownia w Łodzi:

Jeden z współpracujących ze mną butików, Jolli – Sky Tower, Wrocław

jolli_milita_nikonorov

 

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11

Po trzech latach od Warsaw Fashion Street i skupieniu się na produkcji i sprzedaży w internecie znów pojawiłam się u Doroty Wróblewskiej 🙂 Z kolekcją inspirowaną filmem „Finding Neverland”. Znów ręcznie zdobioną, misternie drapowaną z lekkich tkanin jedwabnych.

Kolekcja w obiektywie Magdy Lipiejko:

Kolekcja w obiektywie innych fotografów:

 

I na koniec perełka. Marta Sędzicka, finalista Top Model w Paryżu na sesji z moją suknią kilka lat temu 🙂

Milita Nikonorov

 

„FINDING NEVERLAND” JESIEŃ/ZIMA 2010/11 READY-TO-WEAR:

 

 

 KWIATÓW CIĄG DALSZY; kolekcja koktajlowo-wieczorowa JESIEŃ/ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

„B(L)ACK TO THE FUTURE”, pokaz w Dusseldorfie:

 

PONADCZASOWE SUKIENKI, pret-a-porter JESIEŃ ZIMA 2012/13

Kilka zdjeć:

 

„THE SECRET GARDEN” – SUKNIE ŚLUBNE, WIECZOROWE I KOKTAJLOWE 2013

WIOSNA-LATO 2013

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2013, transmisja na żywo TV4

 

 „SMOKEY EYES” JESIEŃ/ZIMA 2013/14

„PROJECT RUNWAY”

Przygoda z telewizją, z której relacja na moim blogu skończyła się na odcinku czwartym  a w której miałam przyjemność uczestniczyć odcinków dziesięć. Opuściłam program na chwilę przed finałem. Nie żałuję. Czasem lepiej dobrze odpaść, by potem lepiej wypaść (ktoś tak kiedyś powiedział 😉 ).

 „KALEIDOSCOPE” WIOSNA-LATO 2014

PÓŁFINAŁ MISS POLSKI 2014, transmisja na żywo: TV4:

milita_nikonorov_misspolski14

 

„ECLIPSE” JESIEŃ/ZIMA 2014/15:

MISS SUPRANATIONAL 2014, transmisja na żywo POLSAT:

 

 

PUBLIKACJE:

Po więcej zapraszam TU

I co dalej?

Prywatnie jestem bardzo szczęśliwą i spełnioną osobą, mam cudowną rodzinę, męża i przyjaciół, którzy od zawsze mnie wspierali. Zawodowo nigdy nie stawiam sobie noworocznych postanowień, po prostu robię kolejną kolekcję i wszystko dzieje się samo… Był taki czas, że chciałam za wiele, za szybko – i nic nie mogłam osiągnąć. Wtedy wpadła mi w ręce książka Doroty Kościukiewicz-Markowskiej „Bez Wysyłku”. Artystka, z którą miałam przyjemność pracować, opisała w niej swoje prawdziwe przeżycia i uprzedziła, że książka zmienia życie. Faktycznie tak jest. Polecam tym, którzy są zbytnio zafiksowani na swojej karierze. Kto czasem zagląda na mojego bloga lub zna mnie osobiście wie, że nie dla mnie są ścianki na event’ach, brylowanie na bankietach. Siedzę przy maszynach po naście godzin dziennie i to sprawia mi największą satysfakcję. Do swojej pracy podchodzę w bardzo kobiecy i szczery sposób. Oprócz jednej pary jeansów nie mam w szafie nic, co nie jest opatrzone metką „NIKONOROV”. Każdą rzecz, tkaninę, wykończenie testuję sama na pół roku przed wejściem do nowej kolekcji. Na modelce wszystko wygląda idealnie, ja chcę aby moje ubrania były również wygodne i trwałe dla normalnych kobiet, takich jak ja, Ty. Dla mnie największym luksusem jest wygoda, luz, swoboda i styl w każdej sytuacji ale mój dzień to krojenie, upinanie, praca przy maszynach a w międzyczasie spotkania z klientkami, kontrahentami, dostawcami. Nie mam czasu na przebieranie. Sukienka musi to udźwignąć. Chciałabym dać innym wiarę w siebie. Pokazać, że dobry wygląd to nie jest kwestia rozmiaru lecz dobrze dobranego fasonu. Czasem lepiej posiadać jedną idealną sukienkę od projektanta niż dziesięć nic nie wartych z sieciówki. Oprócz tego, nie trzeba wiele oprócz wiary, pokory i wytrwałości by spełniać swoje marzenia. Drugą COCO CHANEL nie będę. Ale pierwszą MILITĄ NIKONOROV tak! 🙂 To mój cel.

Na koniec.

Dla jednych to, co zrobiłam w przeciągu tych dziesięciu czy nawet dwunastu lat to wiele; inni uważają, że mało. Jedni i drudzy mają rację. Są projektanci, którzy świętują swoją rocznicę hucznie i bardzo medialnie lecz oni bardzo często od samego początku mają ogromne wsparcie finansowe od znaczących sponsorów. Ja nigdy takiego nie miałam, startowałam od zera absolutnego, od kilku metrów materiału na stole. To pozwoliło mi powoli budować swoją markę, bez ciśnienia i parcia. Może dzięki temu uda mi się pozostać w branży na dłużej i nie zniknąć po kilku sezonach. Dziękuję tym, którzy się do tego przyczynili: mężowi, rodzicom, dziadkom, bratu, przyjaciołom, wszystkim tym, których spotkałam na swojej zawodowej drodze… Chciałabym Was tu wszystkich wymienić, ale to nie ma sensu, bo nie starczyłoby mi nocy a Wy i tak wiecie, że jestem Wam wdzięczna 🙂

Milita

 

PS. W związku z licznymi pytaniami, odpowiadam: JESTEM RODOWITĄ POLKĄ. Mój mąż również jest Polakiem z krwi i kości. Amen 🙂

Świąteczna sesja dla Jute Magazine

 

Święta, Święta i po Świętach… Niestety… Od dziecka uwielbiam ten czas, co roku mniej więcej od października gromadzę prezenty dla bliskich. Sprawia mi to ogromną radość, zawsze staram się wszystko zrobić sama. Rok temu męczyłam się z pralinkami o różnych smakach i nadzieniach, nad którymi spędziłam cały dzień; każdy dostał po cztery do prezentu i zniknęły w dwie minuty 😉 Ale polecam, poszukajcie przepisu w internecie, jeśli będziecie potrzebować podarunku od serca 🙂

Dla przypomnienia tego magicznego czasu, załączam sesję, jaka pojawiła się w grudniowym Jute Magazine. Zdjęcia powstały w Łodzi i wzięły w niej udział również moje sukienki z najnowszej kolekcji oraz ponadczasowa, czerwona „Cristina”.

Link do magazynu: http://www.jutefashionmagazine.com/magazine/volume-xvi-2/

Photo: Adam Słowikowski
Production & styling: Marta Małyska
Models: Patrycja / Magnifique Mgmt; Zuza / ECManagement
MUA: Magdalena Giszterowicz
Hair: Katarzyna Klepczarek / Salon Wojciechowski
Stylist assistant: Paulina Lukasiewicz
Photo assistants: Patrycja, Dominik, Wiktor

 

W sesji udział wzięły:

Ponadczasowa, wysmuklająca sylwetkę wieczorowa suknia, która nosi imię mojej mamy – Cristina (na sesji w wersji czerwonej):

suknia_milita_nikonorovWieczorowa suknia z bardzo głębokim dekoltem i udrapowaniem w talii:

wieczorowa_sukienka_dekolt_milita_nikonorovWieczorowa spódnica:

wieczorowa_spódnica_milita_nikonorovKoktajlowa sukienka:

koktajowa_sukienka_milita_nikonorov

Miss Supranational 2014

Tak. Dużo pracuję. Kiedy Wy oglądacie na mojej stronie aktualną kolekcję, ja już mam gotową na przyszły sezon i projektuję kolejną. Nadzoruję produkcję i sama w niej uczestniczę, generalnie pracuję w swojej firmie na każdym stanowisku. I będę tak pracować, nawet kiedy zatrudniać będę niezliczoną ilość osób. Bo lubię 🙂 Czasem przepłacam zdrowiem, jak tym razem – szybko musiałam dokończyć suknie i wysłać je na wybory Miss Supranational. Każdy egzemplarz mierzyłam osobiście podczas jego powstawania i przy ostatnim kręgosłup nie wytrzymał… Dominik zdążył mnie przebrać w normalną sukienkę, w przeciwnym razie panowie ratownicy z pogotowia zastaliby mnie na podłodze w białej sukni wieczorowej – śmiali się nawet na myśl o tym 😉

Wracając do tematu. Miss Supranational – czyli najpiękniejsze kobiety z całego świata w ostatniej odsłonie, podczas prezentacji finałowej dziesiątki miały zaprezentować się w moich sukniach. Białych. Zauważyłam, i nie tylko ja, że podczas wyborów dziewczyny noszą często suknie pozbawione smaku, z mnóstwem wycięć na każdy element ciała (boczki, biust, plecy i dodatkowo rozporek), zdobionych koronkami i wysadzane dżetami. Często nie mają wyboru, bo takie dostają od sponsorów. Postanowiłam trochę to zmienić. Dziewczyny dostały ode mnie klasyczne, proste suknie, które niczym nie przyćmiewały ich urody a w subtelny sposób ją podkreślały. Pokaz odbył się na żywo, emitowany był na ponad siedemdziesiąt krajów świata! To dopiero jest dla mnie piękne przeżycie (mama się popłakała z wzruszenia – sorry mamcia, musiałam to napisać 😉 ). Niestety dziewczyny miały mało czasu na przebranie i uzupełnienie stylizacji, więc zabrakło kwiatowych kolii i pierścionków, jakie specjalnie dla nich powstały w mojej pracowni.

Werdyktem jury Miss Supranational została kandydatka z Indii; I VIce-Miss: Tajlandia; II Vice-Miss: Gabon; III Vice-Miss: USA; IV Vice-Miss: Polska. Uważam, że nasza kandydatka, Kasia Krzeszowska zasłużyła na wyższe miejsce, ale i tak cieszę się, że została doceniona. Asha Bhat w pełni zasługiwała na zwycięstwo – zwróćcie uwagę na jej naturalność oraz urodę. Zresztą. Każda z ponad siedemdziesięciu kandydatek prezentowała kanon piękna, który obowiązuje w ich kraju. Trudno zatem ocenić, która jest najpiękniejsza, bo to nie jest wymierne. Gratuluję wszystkim Miss i życzę powodzenia!

Milita

 

Fot: Milton Mieloch, Tomasz Mosionek / Miss Supranational

 

21.06.14 Przygotowania do Gali Półfinałowej Miss Polski 2014

Prosto z Zalipia witamy Kozienice! Jesteśmy tu z okazji przymiarek kolekcji „Kaleidoscope”, którą podczas Gali Półfinałowej zaprezentują Kandydatki do tytułu Miss Polski 2014. Tym razem przyjechałam na zaproszenie organizatorów i stylistki Kasi Cygańskiej, aby pomóc w jak najlepszym dopasowaniu kreacji do sylwetek.

Praca z Miss różni się od pracy z modelką podczas pokazu czy sesji zdjęciowej. Przede wszystkim tym, że modelka wykonuje swoją pracę, przedstawia wizję projektanta, nie grymasi, całkowicie podporządkowuje się stylizacji i za każdym razem odgrywa inną rolę (mowa o profesjonalnej modelce). Miss natomiast bierze udział w konkursie, każda chciałaby wyglądać jak najkorzystniej, chce podkreślić swoje atuty. I tu czasem pojawia się problem. Bo niektóre Panny chciałyby pokazać i biusty, i nogi, i plecy, i…. A podstawa dobrego smaku jest taka, aby pokazać albo jedno albo drugie lub trzecie. Nigdy nie wszystko naraz. Podwijanie spódnic dostrzegłam i tym razem, zabrałam je zatem z powrotem do pracowni, aby wymienić je na sukienki maxi oraz midi. Starałam się pokazać dziewczynom, że długa suknia w połączeniu z odpowiednimi szpilkami może dodać kilku centymetrów wzrostu, i wyrównać różnicę z dużo wyższą konkurentką. Odkryte nogi pokazują jak wysoka jest platforma i obcas – od razu widać w czym tkwi 1,80 wzrostu 😉

Do Łodzi wracam zadowolona – na przymiarkach przywitało mnie tu kilkadziesiąt przepięknych dziewczyn, mam swoje faworytki już po pierwszym spotkaniu. Nie biorę pod uwagę tylko urody i sylwetki, ale i zwracam uwagę na inteligencję, styl i komunikatywność. Bo to czyni Miss piękną i to ona będzie potem reprezentować nas-Polki na konkursie międzynarodowym. A dlaczego tak zwracam na to uwagę? Bo tym razem i ja będę oceniała jako juror kandydatki podczas Gali Półfinałowej. Do zobaczenia!

 

fot. Dorota Tyszka

19-21.06.14 W poszukiwaniu inspiracji…

„Nawet kiedy wydaje się, że nic nie robię – szukam inspiracji ” Wernher von Braun. 

Wolny wieczór, weekend, wakacje, sen – choć niby odpoczywam, to nawet podświadomie przetwarzam informacje, obrazy, zdarzenia, które później stają się inspiracją do powstania nowej kolekcji. Pisałam Wam już o wielu z nich. Niektóre zaczerpnęłam z filmu, podróży, inne dostarczyły mi sylwetki ciekawych postaci. Te, które zapadły Wam w pamięci najdłużej – najczęściej mi się przyśniły. A tym razem? Chciałabym wgłębić się w coś, co miałam w zasięgu od zawsze. Przeniosę się zatem w przeszłość, przypomnę sobie opowieść mojego dziadka Gustawa, który nieraz wspominał ekscentyczną i ciekawą ciotkę – Felicję Curyło, malarkę ludową z Zalipia, która wsławiła się wieloma zasługami dla wsi oraz rozpowszechniła zwyczaj malowania kwiatów… dosłownie na wszystkim. Swoją drogą dziadek zawsze powtarzał, że mój talent do malowania oraz kwiatowe zamiłowanie powinno mnie kiedyś tam zaprowadzić, bo mogę się od Zalipianek wiele nauczyć.

W moją podróż zabieram męża, który równie jak ja jest zaciekawiony rodzinną historią. Jedziemy do Zalipia, pięknej malowniczej wsi, którą już od wielu lat marzyłam zobaczyć. Porozmawiam z mieszkańcami, poznam ich w najlepszym momencie jaki można sobie wyobrazić – podczas przygotowań do konkursu „Malowana Chata”, który rokrocznie odbywa się w Zalipiu.

O wsi, jak i o konkursie wiele znajdziecie w internecie, książkach oraz innych mediach, nie będę się nad tym rozwodzić, przynajmniej nie tym razem. Chciałabym zwrócić uwagę na atmosferę oraz ludzi. Moje pierwsze chwile z mieszkańcami – zarówno moją rodziną, którą dopiero poznałam jak i zupełnie obcymi osobami okazały się niesamowite. Czułam jakbym wszystkich znała od zawsze, choć właśnie wyszłam z samochodu. Ciocia Janka od razu zabrała mnie do kościoła oraz do Zagrody Państwa Misiów, bo uznała, że zapewne ta spodoba mi się najbardziej. I miała rację! Oprócz niesamowitych kwiatowych malunków na wszystkim, co mnie otaczało, poznałam cudowną rodzinę, która maluje od pokoleń. Za serce ujęła mnie Gabrysia – najmłodsza dziewczynka, która z dumą pokazała mi swój krakowski strój a kolejnego dnia upiekła… pyszne ciasto w kształcie motyla! Generalnie podobała mi się postawa dzieci, które są dumne ze swojej wsi, uczą się malować, chętnie przebierają się w stroje ludowe i opowiadają o historii tego miejsca. Z podniesioną głową, ciesząc się tym, gdzie mieszkają. Bo kolejna mała dziewczynka – Ola, córka kuzynki mojego taty, oprowadziła mnie po Domu Malarek opowiadając jednocześnie o tym, co zwiedzamy. Swój strój krakowski również mi pokazała. Pięknie! Nie mogła lepiej trafić. Nie dość, że inspiracja pochodzi jakby nie było z rodzinnych stron (nie jestem Rosjanką, jak sądzić można po moim wschodnio-brzmiącym nazwisku; mój mąż również jest rodowitym Polakiem- tak na przyszłość 😉 ), to jeszcze pomagają mi ludzie, którzy są przepełnieni wartościami, o które dziś nie jest łatwo. Czuję, że będą za mną stali i będą dla mnie wsparciem 🙂

Z trasy:

milita_nikonorov_1milita_dominik_nikonorov

Zagroda rodziny Misiów, fot. Dominik Nikonorov:

milita_nikonorov_zalipie2_web (2) milita_nikonorov_zalipie3-copy2

Zobaczcie sami jak wygląda Zalipie i moja wizyta:

Ja żegnam się z malowniczym Zalipiem i jadę na przymiarki Miss Polski 2014 🙂

Co się dzieje z modą w Polsce??!!

Często słyszę narzekania projektantów, że Polska to nie miejsce na modę, na jej sprzedaż, że najlepiej pracować w Berlinie, Londynie, Nowym Jorku itp. Tu można zacząć by wykład, że w zasadzie to u nas nie ma kupców, elitarnych butików; wszyscy chcą „brać w komis”, nie rozliczają się, zamykają się i tak w kółko od x lat. Ja przerobiłam wiele takich miejsc, wygrałam kilka spraw sądowych, walcząc o swoje pieniądze. Ale to innym razem 🙂 Dziś chciałabym się ustosunkować do tego, co kryje się za „projektowaniem”. Jako, że swoją firmę prowadzę już niemal 10 lat (da się!), mogę co nieco stwierdzić. Jeszcze kilka lat temu, ludzie byli oczarowani i zafascynowani zjawiskiem projektanta w Polsce. Serio. Kupowali kreacje nawet od mało lub wcale nieznanych twórców. Bo doceniali unikatowość, jakość, wykonanie. Co się stało, że sieciówki nokautują rodzime firmy i projektantów? Moda „made in Poland” została… zdyskredytowana? Ja jako dziecko marzyłam o tym, by być projektantem, ale powiedziałam, że nim jestem, kiedy faktycznie byłam. Teraz dwunastoletnie dzieci do mnie piszą: „Lubię Cię, bo ja też jestem projektantem”. Bo każdy nim jest. Ale jeśli nie masz pojęcia o: konstrukcji, kroju, modelowaniu, szyciu, kompozycji, historii sztuki i mody, rysunku, materiałoznawstwie (widziałam z znanym sklepie opis projektanta: „skład surowcowy 100% tiul” (??) ), technologii, zrealizowanej kolekcji i jakiejkolwiek praktyki to jesteś takim samym projektantem jak ja astronautą; widziałam gwiazdy i tyle. Oczywiście są i tacy, którzy nie nauczyli się tego w szkole, ale lekcje odrobili na własną rękę. Są i tacy, którzy opłacają grono fachowców za wszystko odpowiedzialnych. Jeśli to wszystko podparte jest talentem, znajomością sztuki projektowania, ma to swoje racje bytu. Tymczasem zostaliśmy zalani nic niewartym rękodziełem, które każdy w domu może wykonać a potem dodać do sprzedaży w sklepach online za ogromne pieniądze, podczas gdy to samo ludzie mogą kupić w sieciówce dużo taniej. Bo w showroomach, na jakichkolwiek targach modowych 80% rzeczy to dresy, t-shirty (większość z nich z dzianiny melanżowej a jak nie to i tak dresowej lub bawełny za 5zł w detalu), drukowane legginsy i bluzy, tiulowe tutu, spódnice z koła za kosmiczne pieniądze. Czyli asortyment, który w zasadzie każdy może uszyć na domowej maszynie (oprócz legginsów i bluz typu Galaxy i Godżilla, bo te bardzo często oferowane są jako gotowce w drukarni). Ubrania niekoniecznie wykończone jak należy, bo projektanci swoje braki w umiejętności kroju i szycia bardzo często usprawiedliwiają, że taki mieli zamysł, że ma być „unfinished”. No tak, wiele tkanian/dzianin nawet lepiej się układa niewykończonych, zwłaszcza przy lejących dołach sukien, kiedy szew tą miękkość zbyt bardzo by usztywnił a „mereżka” rodem z bazaru wyglądałaby tanio i tandetnie; ale niewykończone dresówki to już zagłada na skale masową. A w sieciówce ta sama bluzka, czasem lepszej jakości, wykończone jakkolwiek, za ułamek kwoty. Czyli co? Czyli klienci poczuli się nabici w butelkę. I to, co chętnie nabywali -ubrania polskich projektantów- teraz wolą omijać szerokim łukiem. Wiele razy zdarza się, ze klientka mówi, że nie spodziewała się, że moja dzianinowa sukienka jest tak dobrej jakości, że w rzeczywistości jest lepsza niż na zdjęciu. Bo taki jest fakt. Ja kupuję dzianinę (długo jej szukałam, ale mam!), która w cenie za metr dorównuje cenie jedwabiu. I to niekoniecznie temu ze stocków. Tym sposobem, projektanci zamiast sprzedawać swoje kolekcje, sprzedają swoje pokazy i swą na nich obecność. Bo za pokaz ważnej persony organizator płaci ileśtam tysięcy plus dodatkowe „coś”, jeśli projektant po całym zajściu wyjdzie i się ukłoni. Rola pokazu jako widowiska przedstawianego głównie mediom, prasie, dziennikarzom i kupcom również została zdyskredytowana. Ale w sumie komu pokazywać swoją pracę, skoro (wracając do początku) w Polsce nie ma kupców, prasa woli pokazać cudaczną blogerkę lub gołe cycki, które wypadły na wakacjach komuśtam z serialu jakiegośtam. Ratunku!!!!!

Całe szczęście obserwuję też pracę moich kolegów i koleżanek, którzy bardzo często zaczynali swoją przygodę z modą w tym samym czasie co ja (lub dużo wcześniej, czasem poźniej… ). Są wierni sobie, nie idą na łatwiznę. I mają oddane klientki. Dlatego Drogie Panie i Panowie, z całego serca namawiam Was do kupowania ubrań od takich właśnie projektantów. Czasem lepiej posiadać jedną, droższą sukienkę z najlepszej jakości materiału, precyzyjnie wykonaną niż dziesięć nadających się po pierwszym praniu do śmieci „szmat”. Nie zostanie Wam wmówione, że za dwa tygodnie ta sukienka wyjdzie z mody i powinniście mieć kolejną (co czynią wielkie marki – pewnie zauważyliście dostawy co dwa tygodnie i „konieczność” posiadania nowego trendu, który w takich sklepach zmienia się w innym tempie niż normalnie a sezonów jest więcej niż cztery, bo aż parędziesiąt); Macie również pewność, że nie dostaniecie kreacji z zasłony z Ikei (a istnieje i taka podszywająca się pod dizajnerów firma, co to takie cuda oferuje) a wyselekcjonowaną tkaninę,pomysł, wizję. Każdy projektant swoją kolekcją daje Wam pewne przesłanie, filozofię. Każdy jest inny, każdy ma swój target – osobę, do której chciałby trafić. Powodzenia życzę w odnalezieniu jakości i stylu. 🙂

Co dał mi udział w Project Runway?

Dostaję wiele pytań i od Was i w wywiadach. Kilka z nich powtarza się niemalże zawsze, dlatego postanowiłam odpowiedzieć tu, a nie kopiować i wklejać w mailu 😉

Co dał mi udział w programie „Project Runway”?

Dał mi dużo pewności siebie, wiary we własne możliwości i potwierdzenie tego, że marzenia czasem się spełniają. Dał mi również nowych przyjaciół.

Czy coś się zmieniło po programie?

Tu Was rozczaruję. Nie poszłam do programu jako osoba, która marzy o byciu projektantem a jako projektant z kilkoma kolekcjami na koncie, z pracownią, w stałej współpracy z salonami mody (gdzie moje ubrania wiszą obok mojego, notabene jurora  i innych zacnych postaci, już od kilku lat). Nie przeżywam więc szoku w postaci „nic się nie działo, a teraz BUM!” 😉 Nie uważam również, że przychodzenie na imprezy promujące nowe kolekcje sieciówek i stanie na „ściankach” to adekwatne zajęcie dla mnie, więc tego unikam. Moją ścianką jest tablica z zamówieniami, realizacjami i terminami, której pilnuję – dlatego ci, którzy mnie zapraszają na imprezy wiedzą, że pracę stawiam ponad wszystko. Nie uważam się za celebrytkę za to bardzo chciałabym być dobrym fachowcem. W związku z tym, swoją energię włożę w jak najlepszą kolejną kolekcję i w naukę początkujących projektantów w Technikum Mody w Łodzi. Czy dostałam oferty pracy od firm odzieżowych? Dostałam. I to już podczas trwania programu zgłosiły się do mnie dwie. Nie podjęłam się tego (niestety), bo musiałabym się przeprowadzić a nie chcę. Poza tym, w owym czasie zajmowałam się intensywnie ostatnią swoją kolekcją. Podsumowując. Zmieniło się. Wstaję wcześniej, więcej pracuję, bardziej uwierzyłam w siebie ale nic nie odwróciło się o 180 stopni;) A! I jeśli zapytacie- po co poszłam do tvn’u, skoro „lanserka” mnie nie interesuje, to odpowiem: myślałam, że zostaniemy pokazani jako fachowcy, rzemieślnicy (zawsze robiłam siatkę konstrukcyjną i modelowanie, wszywałam podszewki itp, często kosztem projektu). Tego, niestety, w emisji zabrakło i to mnie rozczarowało. Takie są prawa telewizji i czasu antenowego. Mimo wszystko, z pewnością tego nie żałuję.

 

„ECLIPSE” AW2014/15 zapowiedź

Podczas gdy w pracowni aż wrze od przygotowań kolekcji lato 2015, kolekcja zimowa miała swoją premierę na pokazach finałowych The Look Of The Year 2014.

Skąd inspiracja? Z tęsknoty za latem, kiedy jest zima. Za zachodami słońca, za gwieździstymi, ciepłymi nocami. Podczas podróży, zawsze robię zdjęcia tego, co za szybą, obserwuję jak zmienia się niebo z minuty na minutę. Stąd kolorystyka kolekcji: delikatne pastele zestawione są z granatem i czernią. Tkaniny od delikatnych, lejących po grube, tłoczone i nabłyszczane oraz techniczne, trójwymiarowe. Nowoczesne, ujęte w proste formy.

Podczas pracy nad kolekcją, przyszedł do mnie Dominik i spytał, czy nie chciałabym przywrócić jakiejś historycznej części garderoby. Takiej, o której zapomniano. Chciałam, ale nie wiedziałam co to mogłoby być, bo kolekcja była niemal ukończona i nic już nie wpisywało się w to, co zrobiłam. Tak mi się wydawało! Mierząc spódnice, odkryłam, że znacznie okazalej prezentują się z „czymś” pod spodem. KRYNOLINA! „Tak, zrobię halkę nią inspirowaną!”. I jest! Przywracam historyczną krynolinę, ale w wersji mini. Fiszbinowe obręcze podtrzymują konstrukcję a tiul dodatkowo wypełnia spódnicę. Jest tak przemyślana, aby można było w niej siadać i czuć się komfortowo. Przetestowałam! Wersja z krynoliną zrobi wrażenie podczas wieczornych imprez, na codzień spódnica bez dodatkowej halki jest idealna nawet do pracy.

Przedstawiam Wam osiem z dwudziestu sylwetek na jesień/zimę 2014/15. Stylizacji dopełniają buty, torebki i paski PRIMAMODA.

nikonorov_aw1415_1 nikonorov_aw1415_2 nikonorov_aw1415_3 nikonorov_aw1415_4 nikonorov_aw1415_5 nikonorov_aw1415_6 nikonorov_aw1415_7 nikonorov_aw1415_8

nikonorov_aw1415_milita

Sample Sale – co to jest?

To zapytanie dostaliśmy w kilku mailach, więc powinnam chyba najprościej jak się da wytłumaczyć co się za tym kryje.

Co to jest „Sample Sale„? Najprościej rzecz ujmując – to wyprzedaż nadmiaru towaru. Towar ten, to najczęściej: ostatnie sztuki pochodzące z mijającej kolekcji; modele popokazowe lub po sesjach zdjęciowych; prototypy, które nigdy nie były w sprzedaży; ubrania poekspozycyjne. Czy warto kupować ubrania „Sample Sale”? Warto! Za ułamek wartości, można nabyć ubranie pełnowartościowe, z najwyższej jakości surowców, nieużywane przez innych konsumentów (nie są to ubrania z „drugiej ręki”). Używane jest w ostateczności przez modelkę na pokazie czy sesji zdjęciowej i oddane do czyszczenia. Co więcej, często jest to unikat.

W mojej pracowni ubrania powstają z dwusezonowym wyprzedzeniem. Czyli już dziś mam zaczęte projekty na zimę 2015/16. Ale zanim pokażę je Wam, szyję pierwowzory czyli prototypy. Sprawdzam formę, szyję z innej tkaniny niż docelowa. Jeśli nie wyjdzie – wyrzucam; jeśli się sprawdzi – oddaję do sprzedaży Sample Sale. Jest to jedyna, niepowtarzalna rzecz w cenie do -70% wartości pierwotnej.

Wady? Niestety, często są to ubrania w małych rozmiarach, dostosowane dla modelek (34,36,38); brak możliwości powielenia danego modelu w takiej samej cenie. Ale! Sprawdzając, czy nie ma błędu w stopniowaniu rozmiarów – odszywane są również większe rozmiary. Dlatego warto śledzić, co nowego w tym dziale 🙂

Zapraszam Was zatem do działu „Sample Sale” na mojej oficjalnej stronie, gdzie upolujecie prawdziwe perełki.SAMPLESALE1

 

 

 

 

Wakacje w pełni!

Pozdrawiam Was gorąco z upalnego Jantara! ❤ Wakacje w pełni, opalam się, biegam, spaceruję, podróżuję, czytam – jednym słowem: WYPOCZYWAM. Ale wypoczynek nie byłby w stu procentach udany gdybym czasem nie popracowała, a więc i na to znajduję czas… maluję, projektuję…. Udanych wakacji Wam życzę!

 

 

 

 

 

 

 

Na wiosnę rodzą się kwiaty!

Wiele z Was napisało do mnie w sprawie kwiatowej kolii, którą miałam na sobie w Project Runway… Nie pozostało mi nic innego, jak przywrócić ją do łask!

Kwiatowe kolie XXL były obecne przez długi czas w moim atelier i sklepie on-line, ale w trochę innej formie – zdobione ogromnymi kryształami. Teraz czas na same kwiaty! I to w formie broszek przypiętych do naszyjnika! W każdej chwili możecie je odpiąć i ozdobić nimi np, bluzkę, żakiet, sukienkę. Dzięki takiemu zabiegowi same zadecydujecie czy dziś bardziej pasuje Wam kolia XXL czy może jedna broszka przy żakiecie? (Ja noszę pięć kwiatków na raz ;)… Ale to ja … ). Kolię polecam w zestawie ze zwykłym t-shirtem, letnią sukienką… Nie mniej jednak może ona stanowić wieczorowy dodatek i ozdobić skromną „małą czarną”. W wersji białej lub ecru, polecam na ślub 🙂

Dostępne w moim sklepie on-line i w atelier w wielu kolorach.

310302milita_nikonorov310303milita_nikonorov_kwiaty310301milita_nikonorov_kwiaty310304milita_nikonorov_kwiaty310305milita_nikonorov_kwiaty

kolie

Sunny Czwartek ;)

Już prawie weekend! Doczekać się go nie mogę, bo ten tydzień był dla mnie wyjątkowo pracowity… Właściwie każdy jest, ale ten ekstremalnie… Pod pretekstem spaceru, Dominik zrobił mi dziś kilka zdjęć (chyba bardzo mu się podobam w mojej nowej kurtce! :*)

Przy okazji – mam wszystkie trzy kurtki-parki z mojej najnowszej kolekcji i po prostu… je uwielbiam! Uwierzcie mi – przyciągają wzrok, nikt nie przeszedł obojętnie. One mają w sobie to, co lubię najbardziej – są kobiece, elegancie, wygodne i nonszalanckie. Można nosić je w wersji „oversize” lub dopasować za pomocą sznurków. Dlatego wiele sylwetek wygląda w nich wspaniale. Wszystkie dziewczyny, które zamówiły parki są zachwycone!

Ja dziś założyłam wersję ze zwierzęcym printem do baaaardzo długich długich, skórzanych kozaków – póki jeszcze czas na nie. Do kompletu niewielka torebka i mąż nie może obiektywu oderwać! 😀 Ciekawe co powie na buty i torebki, jakie zamówiłam do kompletu z dwoma pozostałymi kurtkami… 😀 hahaha 😀 (Jeśli za dziesięć minut przybiegnie zły i srogi, znaczy że czyta bloga 😉 )

321

Fot. Dominik Nikonorov

Wesołych Świąt zyczy Milita! ;)

Kto się dziś próbował do mnie dodzwonić, to mu się nie udało… 😉 Cały dzień byłam pochłonięta pakowaniem zamówień, zapomniałam, że istnieje coś takiego jak telefon. Myślałam, ze zajmie mi to chwilę, tym czasem na stanowisku pakowaczki pracowałam ponad osiem godzin… I tu muszę niektóre z Was uprzedzić, dostaniecie ode mnie życzenia Bożonarodzeniowe 😀 Zabrakło firmowych kartonów, więc wspomogłam się czerwonymi ze Świąt! Uff. Pracownię opuściłam w nowej parce (taki rodzaj kurtki – przyp. dla Dominika), tym razem w zeberkowej (tropikalną już mam od dawna) i z torbą gratyfikacji w postaci sukienek, t-shirtów za przepracowany dzień na nowym stanowisku 🙂 260307 260308

Project Runway – odc.4

Odcinek zaczął się dla mnie dramatycznie, bo podczas castingu musiałam odrzucić jedną z modelek. Obie wspaniałe, obie ze mną pracowały… Kosztowało mnie to sporo emocji, ale wybrałam Magdę… Ale z Kasią pewnie jeszcze nie raz się spotkam :*

Zadanie – projekt dla firmy Simple. I znów element zaskoczenia: możemy wybrać tylko 4m tkaniny.

Moja sylwetka składała się ze spodni cygaretek 7/8 i najmodniejszej w tym sezonie bluzy-bomberki. Chciałam aby look był zarówno sportowy jak i elegancki, dlatego dołożyłam kołnierz z rewersem, rękawy 3/4 i dyskretne kieszenie po bokach bluzy. Bluzę można założyć również do eleganckiej spódnicy, ciekawej torebki, koniecznie w połączeniu z klasycznymi szpilkami.

Klientkom odwiedzającym firmowy salon, ta kreacja najbardziej przypadła do gustu, dlatego wygrałam immunitet, byłam bezpieczna. Choć tak czy siak się denerwowałam, bo ktoś z nas miał pożegnać się z programem.

milita_project_runway

Jedwabna suknia dla Agness

Jeśli myślicie, że Project Runway tylko w telewizji, to się mylicie 😉 Moja pracownia często przypomina ten program… Zdarza się, że suknie potrzebne są z dnia na dzień, szybko. Tak było z suknią dla Agness. Miałam tylko jeden dzień, aby ją stworzyć, żadnej krawcowej pod ręką, presję czasu… i brak klientki do przymiarki, bo ta mieszka w Norwegii…  hmmmm.. Czy to nie tak jak w programie? 😉

jedwabną suknią chciałam Wam pokazać, że wiele moich modeli jest ponadczasowych.Premierowo pokazana w 2011 roku, teraz przeżywa swój renesans! Zaczęło się od Agness, która zamówiła ją na wielkie wyjście; teraz kilka kolejnych Pań czeka na swoje egzemplarze!

Każda suknia szyta jest na wymiar a draperia za każdym razem trochę inna. Agness zależało, aby wyraźnie zarysowywał się kształt róży! Jak ona wie, co ja najbardziej lubię robić! W tym przypadku kolor jedwabiu był szaro/złoty ale czekają już na odbiór: czarna, amarantowa i turkusowa 🙂 I zaczynam taką samą w wersji krótkiej w kolorze białym – na ślub …. Kocham swoją pracę 😀

Dla chętnych, suknia dostępna w moim butiku onlline

making_of_militajedwabna_suknia_milita_nikonorov

Prototyp sukni w sesji dla magazynu „One”:5